Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

22 listopada 2010

46 Usprawiedliwienie

Samo południe, do gabinetu wpada zdenerwowana pacjentka, przysiada skromnie i czujnie na brzeżku krzesła i prosi o receptę na Escapellę*:

- Bo nam, panie doktorze, właśnie przed chwilą prezerwatywa pękła.

Jak pękła to pękła, Marek wypisuje receptę bez zbędnych pytań i wręcza pacjentce. Kobieta chwilkę jeszcze wierci się na krzesełku i na koniec mówi:

- Bo my, panie doktorze, jesteśmy z mężem bezrobotni.

(opowiedział Marek - ginekolog)

Zostaje wątpliwość: co chciała wyjaśnić? Przyczynę, dla której nie chcą mieć dziecka, czy fakt, że mają czas na uprawianie seksu w środku dnia? I dlaczego uważała, że powinna się tłumaczyć?

* Escapelle - jeden z nielicznych (poza Postinorem Duo), dostępnych w Polsce preparatów z grupy antykoncepcji hormonalnej stosowanej po stosunku (tzw. "pigułka po").
Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

46 komentarzy:

  1. Postinoru Duo już nie ma na rynku, a Escapelle to chemicznie to samo, inny tylko schemat dawkowania.
    A doktorowi umęczonemu pracą pozostało w tej sytuacji jeno pozazdościć bezrobotnym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za podanie najbardziej aktualnych informacji :)
    ps. Obstawiasz drugi z możliwych powodów usprawiedliwiania się?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani zapewne uznała,że to niezbyt normalna sytuacja,by do południa uprawiać,a nie np szukać pracy albo doszła do wniosku,że bezrobocie tłumaczy wszystko.Zostaje pytanie,dlaczego w ogóle się tłumaczyła? Może swój czyn traktuje jako grzech i po prostu się wstydziła?(niepewność,czujność,siedzenie na brzeżku-gotowa do ucieczki prawie),a może po prostu tyle się nasłuchała,że już nie ma swojego zdania w tej kwestii i nie wiedziała jak czynić,albo zwyczajnie bała się reakcji lekarza?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym wysłał faceta do ginekologa, wszak to jego zabezpieczenie zawiodło. Znowu kobieta załatwia męskie sprawy.
    Cholera! dlaczego ciągle czujecie się winne?

    OdpowiedzUsuń
  5. Recepta wywołała w niej poczucie winy? Mąż pewnie nic nie wiedział :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanawiałam się, czy ta potrzeba wytłumaczenia i uzasadnienia (jakiegoś dodatkowego, poza medycznym) nie wynika z poprzednich doświadczeń tej pacjentki z wizyt u różnych ginekologów. Może trafiła w przeszłości na jakiegoś ideologa-położnika, który się dopytywał, umoralniał i wściubiał nos w sprawy, które go nie powinny interesować?

    ad lajt) Ja w takiej sytuacji też wolałabym się wybrać sama. Facet w roli kierowcy ewentualnie ;)

    ad Margo) Ciekawe, ciekawe... na to akurat nie wpadłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko w nocy przy zgaszonym świetle, z zamkniętymi oczami, jak najszybciej i bez prezerwatywy oczywiście! Jeśli nie: Wykluczeni!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za "moich" czasów lekarze nie tyle nie chcieli co nie wiedzieli co wypisać, trzeba było ich uświadamiać.

    OdpowiedzUsuń
  9. danger_mouse koniecznie pacierz przed i po. Piotrek.

    OdpowiedzUsuń
  10. No i dobrze ze jest świadomość w narodzie, pękła guma, brak kasy to i po co płodzić potomka ??? popieram

    OdpowiedzUsuń
  11. Pewnie że dobrze. Ja bym chciał, żeby tłumaczenie tej kobiety, że oboje z mężem są bezrobotni służyło sugestii, że mają czas się kochać w dzień. Ale niestety obawiam się, że kobiecie jest wstyd, bo w imię doktryny katolickiej zgrzeszyła dwa razy - że użyli prezerwatywy oraz że chce niechcianej ciąży zapobiec stosując tabletkę po stosunku, bo im ta grzeszna prezerwatywa pękła. Wpisuje sie tym samym wg owej doktryny w cywilizację śmierci. Piotrek
    PS u mnie w parafii ksiądz z ambony trąbił niegdyś - miałem wtedy jakieś 12 lat - że masturbacja to grzech, ponieważ jest to ZABÓJSTWO DZIECKA KTÓRE MOGLOBY SIE Z TEGO NASIENIA POCZAĆ, a się nie pocznie.

    OdpowiedzUsuń
  12. To chyba oczywiste rozwiązanie w sytuacji, gdy kogoś nie stać na wychowanie dziecka.

    Racjonalniej jest wydać 70-100 PLN na tabletkę po stosunku, czy nawet co miesiąc kupować tabletki antykoncepcyjne, niż nie mam pojęcia i nie chcę mieć pojęcia ile wydawać przez co najmniej 18 lat.

    OdpowiedzUsuń
  13. tez tak uważam. Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  14. Kuzynka Żony podchodzi do okienka w aptece i mówi:
    Poproszę prezerwatywy.
    Pani Magister, wiekowa już kobieta, mówi:
    Nie ma.
    Jak to? W aptece nie ma?
    W niedziele Pan Bóg zabiera...

    OdpowiedzUsuń
  15. ad Bosy Antek) Na co Panu Bogu prezerwatywy?

    OdpowiedzUsuń
  16. na seks każdy moment dobry, gdy oboje tego chcą, choć bycie bezrobotnymi partnerami jakby ten czas uelastycznia:) Może tłumaczyła się dlatego, że ewentualna ciąża nie byłaby pożądana ze względy na obecny stan materialny tych bezrobotnych, bo zakładam, że jest nie za bogaty.

    OdpowiedzUsuń
  17. No jak to dlaczego się tłumaczyła - zeby doktora zjadla zazdrosc: "My przed chwila -ten tego-, a Ty doktor nie, bo pracujesz..."

    etatowy pajęczarz

    OdpowiedzUsuń
  18. ad etatowy pajęczarz) no i doktor pozazdrościł, patrz: komentarz nr 1 ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bezrobocie sprzyja prokreacji i tylko się cieszyć,że społeczeństwo mądrzejsze i korzysta z osiągnięć medycyny oraz jest coraz mniej zaślepione religijnie.Dzięki temu będzie coraz mniej niechcianych dzieci.Jeszcze jedno-trochę jednak rozumiem kobietkę...wizyta u ginekologa,to zawsze stres-obojętnie po co by się przyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Myślę, że chciała się bardziej wytłumaczyć przed sobą niż przed panem doktorem z powodu tej pigułki:) Poczucie winy, gdzieś głęboko wdrukowane powoduje czasami lawinę słowotoku i chęci podzielenia się z kimś ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. :)Wszystko co mądre zostało powiedziane.

    OdpowiedzUsuń
  22. Piotrek, bo w trakcie już raczej nie wypada ;)

    Przy świadomym podejściu oczywiście dobrze jest pomyśleć o zabezpieczeniu materialnym, ale co wtedy gdy tego zabezpieczenia po prostu nie ma i nie ma też na nie perspektyw (brak wykształcenia, kompetencji, określony tryb życia i pracy)?
    Zastanawia mnie jednak sprawa ingerencji państwa w rodzinę, konkretnie ustalanie kwalifikacji : Stać ich, czy nie stać na wychowanie dziecka?

    OdpowiedzUsuń
  23. ad danger mouse) Jeśli tego zabezpieczenia finansowego nie ma i nie ma na nie perspektyw, to po prostu ludzie nie powinni się na dziecko decydować. Z kilku powodów:

    1. Bo rodzice nie będą dziecku w stanie zapewnić warunków do rozwoju i wyrośnie kolejne pokolenie bez zabezpieczenia i perspektyw. I nie chodzi tu jedynie o warunki materialne (chociaż też, ale o tym osobno), ale i choćby prosty dostęp do kultury i zapewnienie wykształcenia, które te perspektywy mogłoby stworzyć. Wykształcenie kosztuje. Uczestnictwo w kulturze także, a w sytuacji pogorszenia warunków materialnych kultura jest pierwszym, z czego ludzie rezygnują: nie kupują książek, gazet, nie chodzą do kina, a rozmowy sprowadzają się do tematy "jak przetrwać do pierwszego".

    2. Dziecko to nie tylko przyjemności, to potężna studnia na wydatki. Kwestie materialne są istotne. Dziecko trzeba ubrać, nakarmić i wykształcić. Jesli kogoś nie stać na ubranie, nakarmienie i wykształcenie dziecka, po co go sobie funduje? Co mu chce dać? Abstakcyjną miłość, a przy tym niedożywienie i poczucie niższości oraz wyśmianie przez kolegów za brak laptopa lub pieniędzy na bilet na wycieczkę?

    3. Jeśli rodzice nie mają warunków i perspektyw to kto będzie utrzymywał rodzinę? Państwo? Jeśli ich nie stać, nie powinni się decydować na dziecko, a potem oczekiwać, że państwo (czyli my) im to dziecko sfinansuje. Znam parę lepszych celów dla wydawanie moich składek niż dofinansowywanie pomocy społecznej. Będa łazić od instytucji do instytucji i wyciągać łapę po kasę, a któż nie da na dziecko, prawda? Ja bym nie dała. Trzeba było myśleć o przyszłości, jak się dziecko robiło. Nie mówię o przypadkach, kiedy komuś nagle pogorszyła się sytuacja, tylko o takich, jak napisałeś: bez perspektyw.

    4. Nigdzie nie napisałam, że to państwo ma decydować o tym, kogo stać, a kogo nie stać. Powinni to robić sami zainteresowani. Ale co w sytuacji, kiedy nie są tej decyzji w stanie podjąc racjonalnie? Zazwyczaj stada potomstwa zdarzają się (bo nawet nie są planowane) w rodzinach, w których dzieci w ogóle nie powinno być - bo ich nie stać. Ludzie którzy mogliby dziecko mieć bo zadbali by o jego rozwój często podejmują decyzję o 1-2 sztukach - bo MYŚLĄ.

    5. Nigdzie nie napisałam, że to państwo ma decydować, ale owszem, byłabym zwolenniczką eugeniki w tej dziedzinie. Żeby nie dziedziczyła się bieda, brak wykształcenia, postawy roszczeniowe. Jeśli ktoś chce - niech ma to dziecko, proszę bardzo, ale nie z moich podatków i składek. Budżet państwa nie jest od zaspokajania kaprysów prokreacyjnych ludności.

    6. Powiesz, że to nie kaprys, tylko głęboka potrzeba. OK. Ja mam głęboką potrzebę założenia hodowli majnkunów (koniecznie białe i rude). Jak sobie nakupię ich 50, to opieka społeczna ufunduje mi karmę, domki, zabawki i benzynę na dojazdy na wystawy?

    OdpowiedzUsuń
  24. Elu - wielkie brawa już nie tylko za opis zaobserwowanej scenki, ale chyba przede wszystkim za tę listę argumentów, którą powinno się dawać młodym ludziom jeśli nie na początku wieku dojrzewania, to najpóźniej przy ślubie!
    Jestem dokładnie tego samego zdania.
    A parka i pęknięta prezerwatywa ... cóż, pewnie ta pani jest przyzwyczajona do tłumaczenia się.
    Pozdrawiam :)
    I dzięki za wiersz Miłosza, ten ostatnio przesłany :)
    Właśnie tak sobie wyobrażam spokój...

    OdpowiedzUsuń
  25. Chciałeś to masz :)
    Hodowla - wbrew wypaczającym synonimom.
    Do bólu racjonalne,chociaż z założenia idealistyczne. Przytłaczające :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie sądziłam, że myślenie i planowanie swojego życia są przytłaczające... Ale może dla niektórych ludzi są...

    Więc niech mnożą się jak króliki bez opamiętania i refleksji, ale potem niech wezmą odpowiedzialność za swoje pomysły prokreacyjne i sami utrzymują ich owoce. A nie do opieki społecznej po kasę, bo na jedzenie dla młodych nie ma.

    ps. Tak, jestem idealistką. Wierzę, że ludzie są istotami rozumnymi. A przynajmniej potencjalnie mogą być.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kwestie samoświadomości człowieka i odpowiedzialności są jasne dla nas obojga - zapewniam. Jednak nie wyobrażam sobie ingerencji prawa w kwalifikowanie zdolności bytowej rodziny, tzn. obiektywnego ustalenia umiejętności przystosowawczych rodziny do "wystarczających" warunków materialnych.
    Eugenika to zupełna utopia na szczęście.
    Dostęp do edukacji i kultury jest w Polsce gwarantowany przez prawo i to jest racjonalne. Jeśli np. ogólnodostępne media, wydają miliony złotych na ogłupianie ludzi, to trudno to nazwać kształceniem umiejętności przystosowawczych. W takiej sytuacji nie ma co się dziwić, że dzieciak zamiast tworzyć i poszerzać indywidualne zainteresowania i predyspozycje (tutaj też oddziałuje system edukacji, obowiązkowy przecież), woli skupiać uwagę na grach, czy portalach pseudo - społecznościowych.
    Kształcić trzeba i ułatwiać dostęp do samokształcenia, a nie narzucać sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
    Państwo ma środki, żeby redukować biedę, ale sobie zwyczajnie z tym nie radzi. Ludzie od pokoleń uczą się żyć w ubóstwie i niejednokrotnie jest im po prostu tak wygodnie, ale do takich jednostek trzeba docierać indywidualnie (rola opieki społecznej), a nie systemowo.
    Dużo się mówi o wolności słowa, wyznania itd.Nie chciałbym używać tutaj wielkich słów.
    Czym jest w tym kontekście prawo do prokreacji? Żebyśmy sobie, zupełnie przypadkowo, nie stworzyli nowej realnej definicji dyskryminacji - materialnej.
    Ps Właśnie ten idealizm podoba mi się najbardziej ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiesz, dla mnie to absurdalne i wręcz zatrważające, że państwo sięga po takie półśrodki.

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie do końca się zgodzę z tymi założeniami. Czy ludzie, którzy decydują się na posiadanie większej liczby dzieci, niż dwoje nie myślą?

    Z forum wielodzietni.org
    "Prosta zastępowalność pokoleń ma miejsce przy wskaźniku dzietności powyżej 2,1. Taki wskaźnik po raz ostatni został osiągnięty w 1988 roku. W ciągu szesnastu następnych lat spadł do poziomu 1,2, co oznacza, że pokolenie dzieci urodzonych w tym czasie jest o 42% mniej liczne od pokolenia swoich rodziców. Według prognozy ONZ populacja Polski do roku 2050 zmniejszy się o 20,5%. Wzrasta średni wiek Polaków : społeczeństwo starzeje się.
    Starzenie się i zmniejszenie populacji nie pozostanie bez wpływu na rozwój gospodarczy: grozi załamaniem systemu emerytalnego i ubezpieczeń społecznych, zmniejszeniem popytu i załamaniem gospodarczym. "

    Niektórzy ludzie z różnych względów nie mają dzieci (np. zdrowotnych). Niektórzy zatem powinni mieć ich więcej. Wielodzietność nie zawsze równa się patologia.

    Opieka społeczna opieką społeczną, ale powinna być jakaś dobra polityka prorodzinna. Słyszałam o pomyśle zniesienia możliwości wspólnego opodatkowania małżonków. Moja siostra rozlicza się z mężem i jest to dla nich korzystne.

    Zgodzę się jednak, że czasem dzieci mają osoby, które nie powinny ich mieć.

    OdpowiedzUsuń
  30. ad Evik7) Nie chodzi o ilość dzieci, tylko o możliwość zapewnienia im warunków do rozwoju - przeczytaj jeszcze raz to, co napisałam.

    Jeśli kogoś stać - proszę bardzo niech ma i piętnaście! Ale tylko wtedy, gdy naprawdę o te dzieci zadba, a nie będzie żerował na litości społecznej i liczył, że jakoś to będzie. To nazywam bezmyślnością.

    OdpowiedzUsuń
  31. ad danger_mouse) "Czym jest w tym kontekście prawo do prokreacji? Żebyśmy sobie, zupełnie przypadkowo, nie stworzyli nowej realnej definicji dyskryminacji - materialnej".

    Czyli jeszcze raz. Nigdzie nie napisałam, że to państwo ma decydować o tym, kogo stać, a kogo nie stać na dziecko. Powinni to robić sami zainteresowani. I sami ponosić konsekwencje swoich wyborów razem z potomstwem. Wolność prokreacyjna powinna pociągać za sobą odpowiedzialność prokreacyjną.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie twierdze, że napisałaś, że to państwo ma decydować.Zauważam fakt, że nieśmiało stara się to robić. Eugenika(dzięki za słowo)systemowa -piękna idea ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Opieka społeczna (definicja dzisiaj troszeczkę wypaczona)to ,prawidłowo, organ "wykonujący" polityki prorodzinnej.

    OdpowiedzUsuń
  34. Cieszę, że, ża zauważyłeś, że to nie moja opinia, że państwo ma decydować, ponieważ moim zdaniem państwo w ogóle nie powinno się wtrącać do decyzji rozrodczych obywateli. Nie chcą - to się nie rozmnażają, chcą - proszę bardzo, tylko (powtórzę) niech sami ponoszą koszty i konsekwencje swoich decyzji prokreacyjnych.

    A politykę prorodzinną można uprawiać za pomocą dużo skuteczniejszych narzędzi niż zapomogi z opieki społecznej, jedynie podtrzymujące biedę i... że tak powiem, bezkarne mnożenie się patologii. Wystarczy popatrzeć na rozwiązania francuskie czy skandynawskie.

    ps. Ale mnie to rybka, dzieci nie miałam i nie mam (i nie sądzę, żeby mnie kiedyś chęć ich posiadania dopadła), po prostu zachęcam do świadomego podejmowania decyzji w tym zakresie. Lepiej aby dzieci rodziły się, bo ich rodzice zdecydowali, że chcą je mieć, niż dlatego, że im prezerwatywa pękła.

    OdpowiedzUsuń
  35. W pierwszej chwili oczywiście nie zauważyłem, bo było mi to "na rękę". Musiałem znów narobić bałaganu i znów nie na swoim podwórku ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Dopóki bałagan choćby z grubsza przypomina dyskusję, jest mile widziany. Nie jestem zbytnio pedantyczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Uznaję to, za nerwicowy wtręt. A nerwica może tez wyjaśnić pękniętą gumkę! ;D

    OdpowiedzUsuń
  38. Możliwe też, że to nie nerwica jest przyczyną pękniętej gumki, lecz na odrót: wiele pękniętych gumek lub innych ryzykownych metod (coitus interruptus?) stanowi przyczynę nerwicy ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Opowieści tego typu (o ile ktoś pamięta jeszcze po 38 komentarzach treść scenki) są w ginekologicznej codzienności powszechnością, nie wyjątkiem. Dlaczego? Nie wiem. Miałem nadzieję, że dyskusja pod scenką sprawę mi wyjaśni, ale dyskusja poszła w świadome rodzicielstwo. I jak nie wiedziałem tak nie wiem :(((.

    OdpowiedzUsuń
  40. Tak sobie czytam te komentarze i się zastanawiam...
    Z tego co widzę ten blog (tego bloga ?) odwiedzają raczej rozgarnięte i "oświecone" że tak to ujmę, osoby.
    Mimo to w komentarzach pojawia się pewna chęć usprawiedliwienia zażycia owej magicznej tabletki, a nawet wychwalanie decyzji tej kobiety tak jak by była to decyzja przełomowa. Jak było by to wydarzenie wzniosłe i wiekopomne.
    Nie chce mi się tutaj cytować konkretnych wypowiedzi ale chyba każdy zrozumie o czym mówię.
    I tu nasuwa się pytania, czy nasze społeczeństwo aż tak zostało w tyle że zwykła banalna, można by rzec prośba o receptę i zażycie tabletki wywołuje tyle emocji ?
    Żaby nie było, nikogo się nie czepiam ani nie krytykuje, po prostu zastanawiam się nad istotą rzeczy ;)
    Co do samego zachowania pacjentki, myślę że była to reakcja na poprzednie kontakty z lekarzami, pomimo że jestem facetem to trochę o wyczynach ginekologów się nasłuchałem.

    OdpowiedzUsuń
  41. ad deili) Masz rację. Coś co powinno być zwyczajną sprawą jest postrzegane jako wydarzenie przełomowe. Ale sądzę, że przyczyny tkwią w naszej polskiej kulturze i mentalności (słowiańska fantazja?), która ze zwykłego rozsądku czyni nieosiągalny szczyt (patrz powiedzenia: miłość jest ślepa, jakoś to będzie itp.) i katolickiej zaściankowości (indoktrynacja?), na tle której prośba o receptę na "tabletkę po" wydaje się wielką niezależnością i wyrazem świadomości. I jest wyrazem świadomości i wiedzy, w społeczeństwie, w którym edukacja seksualna tak kuleje, że nastolatki wstydza się kupić prezerwatywę i boją się, że w ciążę zachodzi się od pocałunku. Dlatego każdy przebłysk racjonalności wydaje się wręcz niezwykły :)

    ad Marek) Zwróć uwagę, że jednak padło kilka wyjaśnień, dlaczego ta kobieta (a być może kobiety w ogóle) czują potrzebę tłumaczeń i opowiadań w gabinetach lekarskich, nie tylko ginekologicznych, chociaż oczywiście dla większości wizyta właśnie u lekarza tej specjalności jest szczególnie stresująca, bo dotyczy zawsze kwestii związanych z intymnością. A więc stres, skrępowanie, zawstydzenie, zdenerwowanie towarzyszące często wizycie - to raczej nieprzyjemne stany emocjonalne, a jednym z popularniejszych sposobów radzenia sobie z nimi przez kobiety to zagadanie: słowa, słowa, słowa :) I drugie wyjaśnienie, podane choćby w komentarzu 40 - wcześniejsze nieprzyjemne, a bywa, że traumatyczne doświadczenia z ginekologami z grupy nawiedzonych. Znasz takich.

    OdpowiedzUsuń
  42. Jest też takie "pouczające" powiedzonko : "Polak mądry po szkodzie", a prezerwatywy niewygodne ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ano niewygodne. Są jednak dużo skuteczniejsze środki antykoncepcyjne i w ostatecznym rozrachunku tańsze: tabletki antykoncepcyjne.

    Ile kosztuje paczka prezerwatyw i na ile wystarcza? Pytanie nie jest retoryczne. Napisze ktoś? Porównamy z tabletkami.

    OdpowiedzUsuń
  44. Jeśli chodzi o mnie, to bardzo mi przykro ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.