Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

8 maja 2011

13 Gmin na zamku

Do Krasiczyna dojeżdżamy już po zmroku. Wjeżdżamy na teren parku zamkowego, Marek zatrzymuje się przy recepcji (dawna powozownia), żeby nas zameldować. Czekam w samochodzie próbując wypatrzeć zamek, ale między ciemnymi drzewami nic nie widać. Wraca, za drogowskazami jedziemy alejką na parking. Jest zamek. Oświetlony, wiadomo, w którym kierunku podążać, a to ważne, bo park ma 14 hektarów. Decydujemy się na pozostawienie bagażu w aucie, żeby najpierw odnaleźć nasz pokój. Żeby odnaleźć nasz pokój, trzeba najpierw wejść na zamek. Żeby wejść na zamek, trzeba wiedzieć którędy.

Udaje nam się znaleźć między drzewami ścieżkę, Marek kurczowo trzyma w ręce klucze (do zamku? czy zamek jest zamykany na klucz?), przechodzimy pod przewiązką między basztą a Pawilonem Szwajcarskim. Zamek ogromny i zachwycający, na planie krzywego czworoboku, każda ściana po 40 metrów, przy każdym narożniku baszta, ale jak się dostać do środka? Trochę poczytaliśmy, więc wiemy, że pierwotna brama była na ścianie północnej, ale to tylko ślady w murze zostały. Krasiccy i Sapiehowie dostawali się bramą główną od zachodu, ale to przecież z drugiej strony chyba? W tej baszcie jest jakaś brama. Nie. To tylko kotłownia. O, tu pod górkę są schody. Stoi armata i o, tu chyba jest wejście. Otwarte. Jesteśmy w środku. W holu sklepik z pamiątkami, przeszklone drzwi na dziedziniec (zamknięte), z prawej restauracja i winiarnia. Idziemy. Schody, zapalam światło. Pokoje hotelowe są tam…

Ja: Wiesz co? Od razu widać, że my z plebsu jesteśmy.
Marek: Czemu?
Ja: Księżna wiedziałaby, jak się wchodzi do zamku.

ps. Ja z chłopstwa mazowieckiego, Marek w połowie spod Limanowej, a w połowie z Kresów Wschodnich.


Krasiczyn ->
Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

13 komentarzy:

  1. Nie martw się,księżna miałaby ten sam problem z wejściem do Twojego mieszkania po ciemku ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, nie ma się błękitnej krwi...


    Spokojnie, ja bym nawet do wychodka królewny nie trafił pewnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja w połowie z Wielkopolski, w połowie z Kurpiowszczyzny. Zwłaszcza to drugie brzmi tajemniczo...

    OdpowiedzUsuń
  4. ...a wystarczyłoby tylko zadzwonić do UCetowgo przyjaciela, któty mieszka w Przemyslu i zna zawiłości topologii krasiczyńskiej. I wcale nie jest księżną :):)
    Jadzia

    OdpowiedzUsuń
  5. ad Iwona) No i po tym, że księżna by tego nie wiedziała, można by poznać, że raczej z zamkami (w sensie budowli) miała do czynienia.

    ad Bosy Antek) Kurpiowszczyzna brzmi ładnie :)

    ad Jadzia) A skąd byśmy wzięli takiego przyjaciela?

    OdpowiedzUsuń
  6. księżna by nie wiedziała, księżna miała służących, którzy wiedzieli - wniosek, sprawdźcie dokładnie przodków:)

    OdpowiedzUsuń
  7. :) Iii tam... Księżna nie znalazłaby czasu ani ochoty, aby opisać nam tę malowniczą scenkę.
    PS
    A swoją drogą, jakiż piękny paradoks zaistniałby, gdyby tak zamek był... zamknięty na kłódkę. :))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. ad Katarzyna) Ech, moi przodkowie sprawdzeni do pra-prababci :) Nazwisko miała iście arystokratyczne: Wiktoria Ludgera z Włockich Wierzbowska, aż zapytałam, czy jakiego mezaliansu w rodzinie nie było. Nie było.

    Mam stare czarno-białe zdjęcie, na którym stoją: moja pra-prababcia, prababcia i jej potomstwo, na tle stodoły, wozu drabiniastego i kupy kompostu. Boso. Chłopstwo mazowieckie z dziada pradziada :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ad Akwarelia) Na szczęście nie był. Nie było też domofonu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. zamek to zamek, swoimi prawami się rządzi;) Na żaden zamek nigdy nie było łatwo się dostać, księżna o tym, by wiedziała;)))
    Całe szczęście, ze nie przybyliście w głuchą noc, bo jeszcze upiory by się pobudziły!

    OdpowiedzUsuń
  11. ad Iva) Białą damę to można tam sobie nawet zamówić (program tylko dla osób dorosłych, hi hi).

    "Z zamkiem związana jest zjawa zwana Bielicą. Ukazuje się ona w ciepłe lipcowe noce na schodach prowadzących do wieży Zegarowej. Ostatni raz pokazała się ponoć po wojnie, gdy okoliczna ludność zbierała się na zamku z każdą dostępną bronią i broniła przed atakami ukraińskich bandytów z UPA. Bielicę zobaczono, gdy trzykrotnie udało się odeprzeć ataki banderowców. Uważa się, że jest to duch którejś z młodych Sapieżanek (...)"

    źródło: http://zamki.res.pl/krasiczyn.htm

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja mama jest spod Limanowej :) Zamek, zamek... na drugi raz będziesz wiedziała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ad Margo) Zapytaj ją, czy z Łososiny :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.