Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

18 września 2011

89 Czytanie za karę

„Z miejsca, gdzie w pracy wychodzę zapalić, jest widok na boisko szkolne. Wczoraj usłyszałam, jak w trakcie lekcji wychowania fizycznego nauczycielka krzyczy na uczniów: 

- Przestańcie się wygłupiać, bo jeśli nie, to wszyscy za karę pójdziecie do biblioteki!

Mam nadzieję, że ubierzesz to ładniejsze słowa, Elu. Jesteś w tym dobra, pozdrawiam Iwona :)”


(mail od Iwony)


Nie. Nie chcę tego ubierać w ładniejsze słowa. To brzmi właśnie tak.
Mam nadzieję, że podczas lekcji polskiego polonistka nie będzie się dziwiła, że uczniowie nie chcą czytać. A mnie przestają dziwić wyniki badań polskiego czytelnictwa (część wyników w scence „Czytanie na puszczy” ->).
Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

89 komentarzy:

  1. Bo teraz nie jest karą szorowanie kibli, tylko czytanie książek. I założę się, że to działa :)

    Cisza w bibliotece zabije każdego półgłówka :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Działa. Oczywiście odstraszająco, co zrozumiałe. Nie lubi się czegoś, co się musiało robić za karę. Niestety, polonistka chyba nie wpadnie na pomysł, aby zniwelować efekty działań antypedagogicznych pani od WF. A byłoby to proste: "Bo za karę nie pójdziemy do biblioteki"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko tempora. Bez mores ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To mi przypomniałaś. Dostałam smsa od wychowawcy, że mojego syna niema na lekcji matematyki - czyli jest na wagarach. Co mnie zdziwiło, bo on nie ma problemów z matematyką. Dzwonię do kolesia i pytam:
    - gdzie jesteś?
    na co odpowiada:
    - w bibliotece.
    zaniemówiłam.

    Okazuje się, że był w toalecie i zeszło mu dłużej niż przewidywał, zadzwonił dzwonek i nie zdążył wejść na lekcje o czasie. A nie wolno im wchodzić do klasy po nauczycielce, bo im surowo zabroniła. Powiedziała, że jeżeli nie zdążą na jej lekcje, to mają się nie fatygować.

    Więc poszedł do biblioteki poczytać.

    Po czym dostał naganę, mnie wezwano do szkoły, normalnie afera nie z tej ziemi.

    Niepotrzebnie coś im tam nagadałam. Młody na koniec roku dostał zaledwie dopuszczający, Pani udowodniła, że jest cienki.
    Chociaż w testach wychodzi na poziomie 90%

    Od roku chodzi na korepetycje do gościa z uniwerku, który prowadzi z nim indywidualne lekcje, bo mi się nie chce gadać już w szkole i prostować. Korepetytor twierdzi, że młody ma opanowany materiał jak należy. Więc się nie martwię, kij z oceną na świadectwie.

    Tak się skończyło moje wojowanie w szkole... i żeby było ciekawiej młody jest laureatem wielu konkursów ogólnopolskich, ale to trudne dziecko, które wagaruje i takie tam brednie

    OdpowiedzUsuń
  5. ad Margo) Podoba mi się ten młody człowiek. Jeśli, nie mając się gdzie podziać, zmierza do biblioteki, według mnie to oznacza, że zmierza w dobrym kierunku. Cokolwiek by na ten temat mówiła pańcia od matematyki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Taaa, powinnam szkole wystawić rachunek za korepetycje z matematyki, byłoby na książki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obawiam się, że nie ma w Polsce takiej możliwości.

    Szkoda jednak, że nie ma możliwości analogicznej do zabrania dziecka ze szkoły (i uczenia w domu, ale z koniecznością zdawania egzaminów) - zabrania z jednego przedmiotu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Młoda dla odmiany półtora roku nie chodziła na matematykę w plastyku, problem był innej natury. Marcie było szkoda czasu na ględzenie matematyczki o niczym, w tym czasie chodziła do warsztatu na rzeźbę. Każde półrocze zdawała komisyjnie, przygotowywał ją ten sam korepetytor. Maturę zdała z palcem...w...

    na uczelnie też się dostało, mimo, że matematyczka była przekonana o debiliźmie mojej córki.

    no co mam poradzić na te moje dzieci, że zadzierają z matematyczkami

    ech

    OdpowiedzUsuń
  9. aaaaaaa

    na studiach ma tylko przez jeden semestr
    geometrię wykreślną - ale to pikuś jest :)

    OdpowiedzUsuń
  10. raaaaaany a ja w liceum jeśli chodziłem na wagary to po to, żeby zaszyć się w jakimś cichym (zdarzało się, że był to cmentarz) miejscu i właśnie czytać, jak ja dzisiaj chciałbym być tak "karany"

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytanie książek na lekcjach (pod ławką) to była u mnie norma:)) I najczęściej uciekałam na wagary właśnie z WF-u (po latach się okazało, że mam wrodzoną wadę serca, gdzie zbyt intensywny wysiłek bardzo szkodzi) aby czyać książki.:)) Jak to mówią : nie strasz chłopa półlitrem a baby korzuchem:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam ileś tam dzieciaków w wieku szkolnym i generalnie opinia na temat czytania wśród nich jest taka sama....że to nudy.Dlatego,gdy usłyszałam,co ta babka od wfu wykrykuje,to ręce mi opadły! Książka już nie kojarzy się z przyjemnością,a jedynie z przymusem.Szkoda.Znam natomiat JEDNĄ dziewczynkę w wieku 13 lat dla której czytanie i pisanie,to tlen,a jeśli chcecie poznać jej twórczość,to zapraszam na jej blog.Taka perełka wśród rzeszy nieczytających dzieciaków :) http://pajeczynaslow.netblog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  13. ad Margo) Najwyraźniej nie musisz nic radzić na to, że Twoje dzieci zadzierają z matematyczkami. Doskonale radzą sobie same, chociaż ty płacisz nerwami :)

    ad kiciaszara) Z tego WF-u to intuicyjnie uciekałaś :) Organizm sam wiedział, co dla niego dobre.

    ad Iwona) Idę zobaczyć nietypową małolatę. Dzięki za namiar, może mi trochę wiary w młode pokolenie wróci :) Chociaż... Takie wyjątki to ja też nam. Na przykład Piotrek :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Proszę,tu wyjątek-tam wyjątek,może nie będzie tak zle ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Byłoby to zbyt łatwe uspokojenie...

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja znam małolatę, która w wieku 7 lat całe Opowieści z Narnii przeczytała, w wieku 8 Krzyżaków. Teraz ma niespełna 12 i Szekspira czyta a trylogię Tolkiena ma już za sobą.

    Żałuję, że mój 5-letni siostrzeniec nie lubi czytać, choć mam nadzieję, że mu się zmieni. Rok temu był strażakiem-piromanem, teraz jest perkusistą. Za rok - wielka niewiadoma ;)

    Co do statystyk czytelniczych - statystycznego Polaka póki co - biję na głowę. Chciałabym, i jest to realne 100 książek w tym roku przeczytać (zostało około 15). Dziś wróciłam do luźnej książki "Ucho od śledzia" ;) Na półce Terakowska, Hołownia, Verne, Martyna Wojciechowska (Kobieta...2) leży.
    Evik

    OdpowiedzUsuń
  17. Wow, no to chyba nastały nam czasy science-fiction, skoro biblioteka z nieba stała się piekłem... Dobrze, że jeszcze internet jest i blogi, to chyba jakaś tam nadzieja, ze ludzie jeszcze czytają. Obym się nie myliła ;-P

    OdpowiedzUsuń
  18. ad Evik) Niestety, liczby są bezwględne: "(...)jednokrotny kontakt z jakąkolwiek książką w ciągu ubiegłego roku zadeklarowało 44 procent Polaków, natomiast 56 procent nie przeczytało żadnej książki. Ani jednej książki nie przeczytało 25 procent osób z wykształceniem wyższym, 33 procent uczniów i studentów, 36 procent kierowników i specjalistów, 50 procent pracowników administracji i usług."

    Nawet taki Wincenty Pstrowski jak Ty czy ja statystyki zmienimy niewiele... Bo nieczytających jest więcej.

    ad Aurora) Ludzie jeszcze czytają. Tak. W cytowanym badaniu 12 procent przyznało się do przeczytania więcej niż sześciu książek rocznie. Do książek zaliczane są jednak także poradniki, przewodniki i albumy...

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojeju, wszystko tylko nie bibliotekaaaaa!!!!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  20. A "Małpka Fiki-Miki" zalicza się do książek?
    Wśród ponad 80 książek przeczytanych w tym roku znajdują się książki grube (np. Jodi Picoult), poważne (trochę przemęczony Laurence Rees), jak i coś luźniejszego, jak owa Małpka Fiki-Miki czy Ożogowska [fajnie jest powrócić do dziecięcych lat ;)]

    A potem nieczytający licealista twierdzi, że Telimena przebywała w świątyni dymania ;)

    Evik

    OdpowiedzUsuń
  21. ad Zawrócony) To my już będziemy grzeczni!!!

    ad Evik) Moim zdaniem Małpka Fiki-Miki się jak najbardziej liczy. Czytałam ją w ubiegłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mnie karano zabranianiem czytania. Ale od czego latarka pod kołdrą!!:)))

    OdpowiedzUsuń
  23. A jak ktoś nie ma stroju na basen to też idzie do biblioteki. A bibliotekarka nawet siusiu nie ma kiedy zrobić...

    OdpowiedzUsuń
  24. O bogowie, boginie!

    Za co...? Świat się stacza.

    OdpowiedzUsuń
  25. "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie" rzekł był Zamojski. A kto wychował nauczycieli?
    nauczyciel to ktoś kto:
    1 - myśli że wszystkie rozumy zjadł, a jak przestaje tak myśleć to gorzknieje.
    2 - jest niedoszłym intelektualistą i ma bolesną tego świadomość.
    3 - widzi że cokolwiek by nie robił, zazwyczaj jego wysiłki idą na marne, a to musi rodzić frustrację.
    4 - jest skończonym egoistą i dla utrzymania poziomu zatrudnienia we własnej branży, gotów jest tworzyć idiotyzmy typu gimnazja i posyłać do szkoły dzieci w wieku 6 lat! które do szkoły dojrzałe NIE SĄ!

    reasumując - nauczyciel to osoba którą powinno trzymać się z dala od dzieci, aby nie wyrządził im niepowetowanych szkód.

    OdpowiedzUsuń
  26. No to pani dzieciom napędziła strachu!
    Niestety świadomość swojej roli w szkole chyba przeciętnie wśród nauczycieli nie jest powszechna, to co się potem dziwić dzieciom!
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  27. ad Cedrik) Chyli się ku upadkowi, bez dwóch zdań. Od kilku tysięcy lat dorośli, patrząc na młodzież, te słowa powtarzają... On się nieustannie chyli. A jak się przechyli, to jednak nie upada, tylko staje się obcy temu pokoleniu, które zna go dłużej.

    ad makroman) Część nauczycieli rzeczywiście jest taka, jak piszesz. A część, która nie jest, bywa bezradna wobec systemu oświatowego. To nie nauczyciele chociażby wymyślili gimnazja.

    ad iw) Toteż ja się nie dziwię. Ja się tylko odizolowałam i w szkole z młodzieżą już więcej nie będę pracować. Za żadne pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ejże - A aby nie było tak że ZNP (nie mylić z Zespołem Napięcia Przedmiesiączkowego) w zamian za reformy ministra Wiatra udzieliło SLD daleko idącego poparcia?
    Pojedynczy nauczyciel może być OK, ale gremialnie - "senatores boni viri, senatus autem mala bestia"

    a co do samej młodzieży;
    po pierwsze nader szybko (i niespodziewanie) przestaje być młodzieżą, a po drugie " to dobry pies mądry, tylko młody to głupi" (wróć do punktu pierwszego)

    OdpowiedzUsuń
  29. I dlatego polityka jest obrzydliwa.

    Z ta młodzieżą, która skłoniła mnie do rezygnacji z kontaktów ze szkołami, obecnie mam kontakt w pracy w ośrodku. Są tak samo głupi, jak byli i nie chodzi tylko o brak wiedzy. Całe pokolenie do odstrzału. Metaforycznego.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bo wciąż są młodzi... jak się zestarzeją to im się odmieni... (przynajmniej w sposób statystyczny)

    OdpowiedzUsuń
  31. pamiętam czasy, gdy dziewczyny czytały książki, wymieniały się nimi, a te, które przeczytały całe serie brylowały w towarzystwie... Były kimś:) Czytało się często zaniedbując naukę, a zakaz czytania był skuteczna karą. Dziś inne czasy - w szkole wymagają przeczytania np. części lektury, a do napisania charakterystyki bohatera potrzebny jest komputer z dostępem do sieci. Co się dziwić, gdy polonistka/inny nauczyciel korzysta z ogólnodostępnych materiałów, często opublikowanych w sieci przez... uczniów. Metodyka jest nic nie znaczącym szczegółem.
    Czasy nieczytania za karę chyba minęły bezpowrotnie...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  32. "Pamiętam czasy, gdy dziewczyny czytały książki, wymieniały się nimi, a te, które przeczytały całe serie brylowały w towarzystwie... Były kimś:)"- dziś to samo tyczy się telenowel

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie rozumiem Was. O co Wam chodzi z tym czytaniem? Wyznacznik jakiś czy co? Nie lepiej w FIFę pograć czy w Dragon Age? Wyobraźnię rozwinąć, wejść w świat marzeń? Na fejsie krótką notkę napisać i przeczytać co u znajomych to nie czytanie niby? No bez przesady. A tutaj widzę wszyscy się chwalą jak oni czytają. Też mi powód do chwały.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ach, te czasy, kiedy młodzież była mądrzejsza, trawa zieleńsza... i pewnie jeszcze wróbelek miał jedną nóźkę bardziej. ; )

    A "za moich czasów" było jakoś tak normalnie: trzy czwarte klasy lektur unikało jak diabeł wody święconej, klasówki zdawało się "na brykach" (tyle, że nie z internetu ściągniętych, a od starszego rodzeństwa wyproszonych lub znalezionych w księgarni), polonistki z tych samych bryków prowadziły lekcje, a jakieś kilka procent (może nawet i te 12?) nie zważając na wszystko po prostu sobie czytało. Pod ławką też. : )

    Teraz znam co najmniej pięcioro licealistów, którzy szlachetny zwyczaj czytania kultywują. Bez przesady z tym narzekaniem na "dzisiejszą młodzież".

    OdpowiedzUsuń
  35. A "za moich czasów" to żadnych bryków w księgarniach nie było i to sobie za powód do dumy upatruję... choć metrykalnie nie do końca mi to odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ela-wpadłaś z deszczu pod rynnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Z tego, że się idzie do biblioteki nie wynika, że się będzie czytać. Czepiam się, ale w tytule jest logiczna nieonsekwencja.

    A znając szkolne realia powiem tylko, że biblioteka jest "przeczekalnią" - to nikogo nie dziwi. Nie ma nauczyciela? - klasa do biblioteki. Nie codzisz na religię? - posiedź w biblotece (bo przecież na etykę nie pójdziesz... jaką etykę?!). I tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  38. "nieKonsekwencja" miało być... :-)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  39. Desperat ma w sumie ABSOLUTNĄ rację!

    karą miało być przerwanie zajęć a nie biblioteka sama w sobie...
    Niniejszym stwierdzam że sam siebie wpuściliśmy w kanał.

    OdpowiedzUsuń
  40. W tej akurat szkole, w bibliotece nie "przechowuje" się dzieci,bo np nie ma zajęć czy ktoś jest niegrzeczny.Konkretnie w tym przypadku pogrożenie komuś,że pójdzie do biblioteki,to właśnie,to znaczy.Od" przechowania" służy świetlica,a tą pani nie pogroziła,czyli świetlica nie taka straszna jak biblioteka.Znam to z opowiadań byłej już uczennicy tejże szkoły.

    OdpowiedzUsuń
  41. szkołę spalić, miejsce odkazić siarką i kadzidłem - WueFistkę wytarzać w smole a potem pierzu...
    jak ciemnogród to ciemnogród!

    OdpowiedzUsuń
  42. ad makroman)
    komentarz 31) Samo nic się nie odmienia. Z czasem same to się zmarszczki robią. A rozwój wymaga odrobiny chęci i wysiłku.

    komentarz 33) Telenowel... Tak. Dzięki telenowelom można mieć jakieś wyobrażenie o świecie. Świecie telenowel.

    komentarz 42) Nie będę tu pisać o nienawoływaniu do przemocy, gdyż sama napisałam, że to pokolenie do odstrzału. Potraktuję to metaforycznie.

    OdpowiedzUsuń
  43. ad sepulka i makroman)
    komentarze 35 i 36) Za moich czasów również bryków nie było. Ktoś albo czytał albo nie. Popularna była wśród nas także wątpliwość, czy lektura to książka i lektur się unikało. Do tej pory wielu z nich nie przeczytałam :)

    ad Rude de Wredne) Czytanie nie jest powodem do chwały. Czytanie to powinien być standard. Podzielam twoją opinię ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. ad Rude de Wredne)
    Nie wiem, czy to jest powód do chwały - czytanie w wieku 30 lat Koziołka-Matołka czy Małpki Fiki-Miki. Dla siebie w dodatku.
    Pewnie to obciach, lepiej w Sims-ów pograć, czy coś.

    PS. Czemu nie gram w Sims-ów?
    Evik

    OdpowiedzUsuń
  45. Telenowele - a czym się różni lektura Rodziewiczówny czy Orzeszkowej od oglądania telenoweli? Może tylko tym że telenowele są bardziej zrozumiałe dla współczesnych.

    A czemu niby ich pokolenie a nie np. moje? W końcu to ludzie z mojego pokolenia są teraz dyrektorami szkół, nauczycielami, wychowawcami itp. za obecne zdziczenie ponosimy taką samą winę jak dzieciarnia... pewnie nawet większą.

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie wiem czym się różnią telenowele od powieści Rodziewiczówny... Telenowel nie oglądałam, do Rodziewiczówny się nie przymierzyłam nawet, Orzeszkową chyba nawet kiedyś w szkole przeczytałam i nic nie pamiętam... ;)

    Bo twoje (?) pokolenie jest mi bliższe gatunkowo: i emocjonalnie i intelektualnie.

    OdpowiedzUsuń
  47. ad Evik) Czemu nie grasz w Simsów?

    OdpowiedzUsuń
  48. Myślałam, że jako psycholog zdiagnozujesz to ;)

    Kiedyś siostra grywała w SIMS-ów, jedna ze starszych wersji. Podpatrywałam, i najbardziej podobało/zastanawiało mnie:
    - efektowny pad, jak pani/panu skończyła się energia
    - opcja "spoliczkuj"
    - zamazane okolice intymne, np podczas kąpieli

    Sama nigdy nie zagrałam w SIMS-ów, strata czasu budowanie wirtualnej rodziny, fikcyjnej, wirtualnej osobowości.
    Evik

    OdpowiedzUsuń
  49. A bo to ja jestem od diagnozowania czyjegoś hobby? ;)

    Zaintrygowałaś mnie tymi trzeba obrazkami z gry. Może zagram i zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
  50. Różnią się techniką, sens i odbiorca jest taki sam.

    jakie to miłe z tym pokoleniem - ale nie sadzisz że to forma kalizmu? Jak my być głupie i bez sensu to dobrze a jak oni być głupie i bez sensu to źle? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  51. Zaznaczam, że z SIMS-ami zetknęłam się pierwszy i ostatni raz ok. 10 lat temu. Z tego co wiem - pojawiły się inne wersje - np SIMS Średniowiecze.
    - http://pl.wikipedia.org/wiki/The_Sims

    Niby o czytaniu a na SIMS-ów zeszło ;)
    Evik

    OdpowiedzUsuń
  52. ad makroman) "Różnią się techniką, sens i odbiorca jest taki sam." To te twoje ulubione laleczki z naddatkiem "emo".

    "nie sadzisz że to forma kalizmu?" Nie. Nie sądzę. To ty tak sądzisz. I ty tak oceniasz swoje pokolenie.

    ad Evik) Chyba jednak wolę zwykłe strategie.

    OdpowiedzUsuń
  53. ""Różnią się techniką, sens i odbiorca jest taki sam." To te twoje ulubione laleczki z naddatkiem "emo"." - target (ale fajne słowo, poznałem kiedyś pisząc na zamówienie pracę z marketingu)
    Więc target tych utworów jest z grubsza taki sam, to kobiety, w średnim i starszym wieku o wykształceniu zazwyczaj średnim i wyższym, zmęczone, nieco rozgoryczone bo ich życie znacząco rozmija się z ich marzeniami.
    "Laleczki" oglądają "szołowiznę" (twórcą neologizmu jest Marcin Wolski) lub mecze w towarzystwie swoich samców. I znów dodam że znam "laleczki" z dyplomami!

    hmm... pytałem tylko. więc uważasz ze twoje pokolenie jest znacząco lepsze od następnego?

    a propos gier komputerowych - nie ma jak "Rezerwowe Psy" Necrosoftu...

    OdpowiedzUsuń
  54. "I znów dodam że znam "laleczki" z dyplomami!" No i co w związku z tym?


    "więc uważasz ze twoje pokolenie jest znacząco lepsze od następnego?" Tak. Podzielam to przekonanie z ludźmi, którzy od kilku tysięcy lat powtarzają, że świat się chyli ku upadkowi ;)

    OdpowiedzUsuń
  55. laleczki z dyplomami" - nic w związku z tym, wyrwane z kontekstu nie maja żadnego znaczenia. W kontekście całej wypowiedzi miały znaczyć że proste szufladkowanie ludzi wedle kryteriów "dyplomowych" jest nader mylne.

    "Tak. Podzielam to przekonanie z ludźmi, którzy od kilku tysięcy lat powtarzają, że świat się chyli ku upadkowi ;)' - witaj w Ciemnogrodzie! :-D

    OdpowiedzUsuń
  56. Więc ludzi tak nie szufladkuj. Stereotypy ułatwiają poruszanie się po świecie, ale im więcej się dowiesz i zrozumiesz, tym rzadziej będziesz miał ochotę je stosować.

    OdpowiedzUsuń
  57. Mówiłam, że będzie trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  58. Oczywiście ... figurka przedstawiająca Żyda z pieniążkiem na blogu Bobe Majse to dowód na posługiwanie się stereotypami i żadnej z Was do główek nie wpadnie ze figurka Żyda to tylko pamiątka, a grosik dodaje się na szczęście! Tak samo jak grosik w podarunkowym portfelu, lub drobna moneta wrzucona do fontanny di Trevi (to co w/g Was traktowałem włochów jak biedaków, czy może posługiwałem się innym stereotypem?

    ktoś mający problemy z ortografią to W/G Was hołota, leń i tuman ... ale to ja posługuję się stereotypami.

    wybacz ale właśnie miałem ciężki atak IED (zapewne wiesz co to jest)

    OdpowiedzUsuń
  59. ad makroman) "wybacz ale właśnie miałem ciężki atak IED". To wyjaśnia także twoje komentarze pod innymi scenkami.

    Posługujesz się wieloma stereotypami. Kiedy już przestaniesz albo przynajmniej zminimalizujesz ich ilość w twoich wypowiedziach, będzie ci na początku trudniej, ale poczujesz potem większą swobodę. Spróbuj i sam zobaczysz.

    OdpowiedzUsuń
  60. Nie wyjaśnia - bo ten atak miałem dopiero teraz.

    "Posługujesz się wieloma stereotypami." - podaj choc kilka...
    a potem ja Ci podam te którymy Ty sie posługujesz.

    OdpowiedzUsuń
  61. Podałam w komentarzach do scenki Narodowy test Inteligencji. Resztę znajdź sobie pod scenką na temat kandydata do sejmu RP.

    OdpowiedzUsuń
  62. A swoich stereotypach nie łaska? - zresztą akurat to czym ja się posługuję nazwał bym nie tyle "stereotypem" bo to pojęcie nacechowane pejoratywnie - co "uogólnieniem".

    No Pani Psycholog - nieco odwagi i umiejętności spojrzenia na siebie z boku - iloma stereotypami pani się posługuje - w sumie to właśnie przez te twoje "stereotypy" na blogu Bobe Majse tu trafiłem -inaczej pewnie bym się nie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń
  63. To czym ty się posługujesz, to właśnie stereotypy, chociaz wolisz je nazywac inaczej. Listę znajdziesz tam, gdzie podałam i w innych zalanych twoimi komentarzami scenkach.

    OdpowiedzUsuń
  64. Dobrze - niech będzie że to stereotypy, choć dla mnie to były wyłącznie żarty. ale jeszcze raz proszę "lekarzu lecz się sam"...
    A w pewnej księdze dla której nazwy nie wymienię aby nie ranić twoich przekonań możemy przeczytać coś o źdźble i belce w oku ...

    OdpowiedzUsuń
  65. Mam nadzieję, że ten bibijny cytat uda ci się czasem zastosować do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  66. Cały czas go stosuję - wiesz chrześcijaństwo uczy pokory, w momencie w którym uświadomisz sobie własna słabość, mniej masz ochoty do osądzania innych - no chyba że ten inny w arogancki sposób stawia się na pozycji sędziego.

    OdpowiedzUsuń
  67. No popatrz, a jakoś tego nie widać w twoich komentarzach...

    OdpowiedzUsuń
  68. Przecież napisałem że was to nie dotyczy.

    OdpowiedzUsuń
  69. Twoje "chrześcijaństwo" na szczęście nas nie dotyczy. Miałabym obawy, gdyby dotyczyło. Takie pragmatyczne wykorzystanie elementów chrześcijaństwa nazywa się katolicyzm.

    OdpowiedzUsuń
  70. Ela - no wybacz i Ty domagasz się "dyskusji"?!
    Co Ty wiesz czym jest katolicyzm, co to jest chrześcijaństwo?

    Posługujecie się strzępkami pojęć, skrawkami wiedzy i tzw "powszechnym przekonaniem".

    OdpowiedzUsuń
  71. Niestety, wiem. Wolałabym nie wiedzieć i nie być narażoną na wszechobecność tego wyznania. "Niestety" dotyczy katolicyzmu, czyli wypaczonej wersji chrześcijaństwa, która szczególnie w Polsce objawia się najśmieszniej. Nie domagam się na ten temat dyskusji, gdyż dyskusja z dogmatami i bigoterią nie jest możliwa.

    Na inne tematy - tak domagam się dyskusji, a nie sieczki. Jeśli ci to nie odpowiada, lub czujesz się na scenkach dyskryminowany - wiesz co robić: czytanie tego bloga nie jest obowiązkowe, są inne, na których się odnajdziesz.

    Powiem im to. Powiem im, że posługują się skrawkami wiedzy itd. Z pewnością bardzo się przejmą.

    OdpowiedzUsuń
  72. "Niestety" dotyczy katolicyzmu, czyli wypaczonej wersji chrześcijaństwa, która szczególnie w Polsce objawia się najśmieszniej." zabijasz we mnie ducha misyjnego ;-)
    A czymże to polski ludyczny katolicyzm różni się od nie mniej ludycznego za to o wiele bardziej synkretycznego katolicyzmu w Ameryce Łacińskiej?

    "Nie domagam się na ten temat dyskusji, gdyż dyskusja z dogmatami i bigoterią nie jest możliwa." - obiecuje że ani razu nie sięgnę po dogmat, co do bigoterii to jest to kwestia na tyle subiektywna iż nie mogę obiecać że to co w moim rozeznaniu od bigoterii jest biegunowo odległe, dla Ciebie nią nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  73. Nie wiem, czym się różni. Śmieszą mnie obie wersje, tyle, że do polską mam pod nosem.

    "nie mogę obiecać że to co w moim rozeznaniu od bigoterii jest biegunowo odległe, dla Ciebie nią nie będzie." Może tak być.

    OdpowiedzUsuń
  74. To skąd to "najsmieszniej" ? Aby pisać wartościująco trzeba mieć pełen obraz sytuacji.

    "Może tak być." - ale to już nie mój problem.

    OdpowiedzUsuń
  75. Jak to skąd? Z autopsji. Rozejrzyj się wokół. Wystarczy trochę popatrzeć i posłuchać. Widziałeś, żeby polscy ewangelicy wykopywali czy przechowywali trupy i wycinali z nich kawałki? Widziałeś polskich Świadków Jehowy dopominających się o to, by Jezus był królem Polski?

    To nie jest również mój problem. To temat, który mnie bawi.

    OdpowiedzUsuń
  76. Cudowna retoryka ... (to był sarkazm).
    Relikwie pozyskuje się zaraz po śmierci albo już z ossuariów - trupów jako takich nikt nie wykopuje. Inna sprawa ze kult relikwii bynajmniej nie jest polskim patentem, ani nawet nie jest u nas bardziej popularny niż w innych krajach.

    Poza tym antropologia opisała wiele kultur które "współżyły" ze swoimi zmarłymi, zatem żadnego w tym dziwactwa nie dostrzegam. Natomiast jest jakąś formą zabobonu np. muzeum ateizmu, lub quasi religijna cześć oddawana symbolom świeckim, zwłaszcza partyjnym (czerwona gwiazda, swastyka itp)

    Ewangelicy są zasadniczo OK - mam w rodzinie, sam często w B-B bywałem pod pomnikiem biskupa Marcina Lutra i złego słowa na ewangelików nie powiem.

    Świadkowie Jehowy za to mają całą masę innych dziwactw.

    OdpowiedzUsuń
  77. No i te wszystkie dziwactwa mnie bawią. Naprawdę, nie jestem w stanie poważnie traktować niektórych przejawów religijności. Ale, jak mówię, najzabawniejsi są katolicy.

    OdpowiedzUsuń
  78. To zupełnie tak samo jak mnie bawią do łez ateiści. Z jednej strony inteligentni ludzie a z drugiej ślepa wiara w nieistnienie Boga.

    OdpowiedzUsuń
  79. Nie mogę się wypowiadać za wszystkich ateistów, mogę jedynie za siebie. Mój brak wiary w Boga/bogów porównaj do braku wiary w krasnoludki i centaury. Nie jest mi do niczego potrzebna.

    Zapominasz, że i ty jesteś ateistą. Wielokrotnym. Nie wierzysz w Atenę, Ozyrysa, Thora, Shivę, Zeusa, Posejdona, Baala itd. (no chyba, że wierzysz?) Ja nie wierzę po prostu w o jednego boga więcej niż ty.

    Poza tym mylisz wiarę z religijnością. Wiara w boga (któregokolwiek) mnie nie śmieszy, chociaż jej nie podzielam. Rozumiem jej potrzebę u niektórych ludzi. Religijność zaś bawi mnie lub napawa obrzydzeniem. Wielce.

    OdpowiedzUsuń
  80. ps. Polecam: http://www.sadistic.pl/pics/487079.jpg

    OdpowiedzUsuń
  81. Rysunek całkowicie logiki pozbawiony, projekcja fobii i frustracji - szkoda słów polemiki.

    A co do wiary samej - owszem mi tez wiara w Centaury nie jest potrzebna, w krasnoludki się przydaje bo ubarwia życie.

    Masz rację nie wierze w Atenę, Zeusa, Mitrę ani nawet nie jestem Buddysta (choć to w sumie ateistyczna religia) - wiesz w czym tkwi twój problem? Ja z tymi religiami nie walczę! Nie wygrażam Bogu, w którego ponoć nie wierzę, pięścią, ani nie naśmiewam się z jego wyznawców! a Ty owszem.

    A propos uściślijmy - co rozumiesz pod pojęciem "religijności" - odnoszę wrażenie że pakujesz w to pojęcie nie tyle religijność sensu stricte ale pewne przejawy rytuałów religijnych.

    OdpowiedzUsuń
  82. Tak myślałam, że ci się spodoba. Ktoś, kto myśli w kategoriach logiki religijnej istotnie odbierze ten rysunek jako nielogiczny. O tym jest właśnie ten rysunek! Polecam też o obrazie uczuć religijnych: http://statichg.demotywatory.pl/uploads/201008/1280840355_by_estrella_500.jpg
    :)

    Przekonanie, że ateista walczy z bogiem jest przejawem sposobu myślenia kogoś, kto wierzy. Dość częsta pomyłka. Mnie Bóg/bogowie nie jest do niczego potrzebny, ani do walki ani do kultu, ani jako podstawa etyki; to tak jakbym złościła się na elfy... Lubię czytać Biblię, to wspaniałe historie, które jak wszystkie baśnie wiele mówią o ludziach: ich emocjach, zwyczajach, obawach, potrzebach, fantazjach... Rozumiem potrzebę wiary w coś większego. Ale mnie to emocjonalnie niepotrzebne, a empiryczne puste.

    Dlaczego miałabym wygrażać czemuś/komuś kogo nie ma? No weź pomyśl. A tym bardziej walczyć. Jak mówię, nie wypowiadam się w imieniu wszystkich ateistów, się nie poczuwam do reprezentowania wszystkich, to zbyt różnorodne zjawisko. Ja zabieram głos, kiedy widzę coś tak absurdalnego jak kult relikwii, kult jednostki (JPII), a zaczynam walczyć, jak hierarchowie pewnej religii próbują ustawiać ludziom życie w tym kraju, lub kiedy próbuje się urągać logice, czego przykładem jest logika religijna.

    Religijność jest zinstytucjonalizowaną wiarą. Wspólnota, rytuały, organizacja. Wokół czegoś, czego nie ma. Masz inną definicję?

    OdpowiedzUsuń
  83. A co to jest "logika religijna" bo mnie uczono jedynie o tej klasycznej? A ten rysunek jest projekcją fobii autora. Przede wszystkim dla tego że nie sposób udowodnić istnienia Boga tak samo jak nie ma sposobu by udowodnić jego nieistnienie. Równie dobrze w dymkach mógł by się znaleźć dialog "jesteś homoseksualistą" - "udowodnij mi że nim jestem" - "Nie możesz udowodnić że nim nie jesteś!"
    na pewno wtedy podobał by Ci się znacznie mniej - tyle że byłby nadal tak samo nielogiczny i kłamliwy.

    Kolejny rysunek to także wielka granda. Po pierwsze nigdzie w przestrzeni publicznej nie dostrzegłem aby to chrześcijanie walili po łbach kogokolwiek krzyżami, natomiast często dostrzegałem działania odwrotne - nawet wyroki sądów choćby ostatnie curiosum z Nergalem dobitnie świadczy że autor rysuneczków rozminął się z epoką i powinien pracować dla komsomolskiej prawdy.

    "Przekonanie, że ateista walczy z bogiem jest przejawem sposobu myślenia kogoś, kto wierzy" - taka anegdota prawdziwa - mamy schyłek XIX wieku, w Szwajcarii przy okazji zjazdu jednej z agend Kominternu organizuje się "wieczorek ateistyczny" prerlegent po odczycie wzywa zebranych aby zgodnie zamanifestowali swoja niewiarę - wszyscy wstają i jakiś czas wygrażają Panu Bogu a gdy ten nie zsyła na nich gromu siadają i uznają ze potwierdzili Jego nieistnienie - ale oto okazuje się że jeden nie brał udziału w tej zabawie - prelegent ze złością zapytuje go - "Towarzyszu, a wy co - wierzący?" - "wręcz przeciwnie" odpiera tamten - "ja w Boga nie wierzę!"

    Taki drobiazg do przemyślenia ...
    Owszem możesz deklarować że "Ja (..) zaczynam walczyć, jak hierarchowie pewnej religii próbują ustawiać ludziom życie w tym kraju(...)". Tylko że twoje (wasze) protesty dziwnie przypominają mi walenie chrześcijan po łbach krzyżem i to nie dla tego że naruszyli w czymś czyjeś (domniemane) poczucie wolności, ale za sam fakt istnienia, który jest dola Ciebie (Was) obrazą - bo mówią wprost że pewne rzeczy są grzechem (złem, brakiem moralności, przynosi szkodliwe skutki - jak zwał tak zwał - wiesz o co chodzi).

    OdpowiedzUsuń
  84. Przykładem zastosowania "logiki" religijnej (która jak już wiesz) z logiką nie ma nic wspólnego są własnie próby udowodnienia istnienia Boga. Nie mam ochoty po raz kolejny wyważać otwartych drzwi, poczytaj chociażby Kołakowskiego "Jeśli Boga nie ma" i wtedy wrócisz do takich rozmów.
    Homoseksualista ma te przewagę nad Bogiem, że jest ;)

    W przestrzeni publicznej mogłeś dostrzec wykorzystanie krzyża jako narzędzia walki na Krakowskim Przedmieściu w ubiegłym roku. Spektakularne to było.

    A jak już wspomniałam wiara w istnienie istot nadprzyrodzonych nie jest potrzebna do przestrzegania zasad etyki, bycia dobrym człowiekiem itd. Jak ktoś ma taka potrzebę - niech sobie wierzy, nie moja broszka. Ale jak próbuje mówić, że to logiczne albo, że wszyscy powinni - dostanie po łapach.

    OdpowiedzUsuń
  85. ps. Ale co to ma wspólnego ze scenką, nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  86. Właśnie nic wspólnego nie ma.

    na temat Krakowskiego Przedmieścia i terroru wobec osób które po prostu czuły straszliwą tragedią która dotknęła nasz kraj i garnęły się pod krzyż a zostały brutalnie pacyfikowane raz to przez siepaczy Bufetowej a raz przez rozwrzeszczane hordy półdzikich debili z pobliskich dyskotek i barów piwnych, nawalonych alkoholem i dragami, jeszcze kiedyś jak będzie okazja pogadamy.

    na temat ateizmu też.

    OdpowiedzUsuń
  87. Rozbawiłeś mnie tym garnięciem pod krzyż, naprawdę... Ale i nie o tym jest scenka.

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.