Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

13 kwietnia 2012

26 ... albowiem to jest krew moja

Wybierałam się oddać krew.

Oddawałam krew od ośmiu lat, zdążyłam zostać zasłużonym honorowym dawcą. Co kilka miesięcy stawiałam na stole w pracy pudełko czekolad (równowartość 4500 tysiąca utraconych kalorii), oznajmiając: Jedzcie z tego wszyscy, albowiem to jest krew moja.

Uważni czytelnicy zwrócili na pewno uwagę, że przyjętą na scenkach formułą jest używanie czasu teraźniejszego. Odstępuję od tej formuły jedynie w wyjątkowych przypadkach. To jest taki przypadek.

Już się nie wybieram. Bo podobnie jak wielu krwiodawców oburzają mnie zmiany wprowadzone w ankiecie, którą wypełnia się przed oddaniem krwi. Oprócz pytań dotyczących stanu zdrowia, przebytych chorób i stosowanych leków znajdowała się tam dotychczas następująca klauzula:


W połowie lutego w ankiecie pojawił się dodatkowy punkt:
Wyrażam zgodę, aby zgodnie z art.2 i 19 Ustawy o publicznej służbie krwi z dnia 22 sierpnia 1997r (Dz.U. Nr 106, poz.681 z późniejszymi zmianami) pobrana ode mnie krew i jej składniki zostały wydane za opłatą:
a. do podmiotów leczniczych z przeznaczeniem na cele kliniczne,
b. do wytwórni farmaceutycznych jako surowiec do wytwarzania leków


Otóż nie wyrażam. Nie wyrażam zgody na punkt b. Nie zgadzam się, aby wytwórnie farmaceutyczne z mojego daru robiły towar.

Pamiętam swoje zdziwienie, kiedy będąc początkującym krwiodawcą, dowiedziałam się, że moją krew Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK) szpitalom sprzedają. Postanowiłam wtedy zrozumieć ten mechanizm, czego efektem był artykuł w „Dzienniku Polskim” pt. „Honor i pieniądze”.

Wysokość opłaty za jednostkę krwi lub jej składniki co roku określa minister zdrowia. W tym roku to 269 zł za jednostkę krwi pełnej konserwowanej, 176 zł za jednostkę koncentratu krwinek czerwonych; 135 zł za jednostkę osocza świeżo mrożonego po karencji; 228 zł za jednostkę osocza świeżo mrożonego po redukcji biologicznych czynników chorobotwórczych. Już tłumaczę. Jednostka krwi to woreczek zawierający 450 ml oddanej przez dawcę krwi (plus substancje zapobiegające krzepnięciu). Krew pełną pacjentom podaje się jednak rzadko, dlatego trzeba poddać ją obróbce, żeby uzyskać m.in. koncentrat krwinek czerwonych, koncentrat krwinek płytkowych i osocze. Z jednej jednostki krwi można uzyskać 313 ml koncentratu krwinek czerwonych i 200 ml osocza.

Od tego momentu krew staje się towarem. Bo, co prawda, oddawanie krwi jest honorowe, ale już obrót krwią odpłatny (art. 19.1. Ustawy o publicznej służbie krwi: „Krew jest wydawana przez jednostki organizacyjne publicznej służby krwi [...] za opłatą”). Nadal mi się to nie podoba, ale rozumiem, że przebadanie, przechowywanie i transport krwi kosztują, a Regionalne Centra sprzedają szpitalom krew i koncentraty po kosztach. Szpitalom. Skąd w kwestionariuszu wzięły się wytwórnie farmaceutyczne?

Oburzone zmianą w kwestionariuszu głosy krwiodawców doczekały się odpowiedzi ministerstwa i dyrektorów RCKiK. Uspokaja się nas, wyjaśniając, że nie chodzi o krew, tylko o uzyskane z niej osocze. OK, przyjrzyjmy się osoczu.

W Polsce uzyskuje się od honorowych dawców ok. 250 tys. litrów osocza rocznie. Do celów klinicznych (głównie do przetoczeń pacjentom w szpitalach) zużywa się ok. 30% osocza. Nadwyżka, czyli ok. 70% powinna być przetworzona na leki (proces obróbki osocza to frakcjonowanie). O tę nadwyżkę właśnie poszło. Kiedy w 2004 r. pisałam swój artykuł, Polska była jedynym krajem w Europie, który frakcjonował osocze za granicą, a śledztwo dotyczące afery wokół powstania polskiego Laboratorium Frakcjonowania Osocza właśnie się zaczynało. Minęło 8 lat. Własnego Laboratorium nadal nie mamy.

Alternatywa jest prosta: albo te nadwyżki wylejemy, bo się przeterminują albo sprzedamy zagranicznym firmom. Zatem sprzedajemy. A potem leki, które moglibyśmy wyprodukować sami, odkupujemy za ogromne pieniądze. W latach 2006 - 2011 na zakup samych czynników krzepnięcia krwi dla chorych na hemofilię wydaliśmy prawie 850 mln zł (a trzeba jeszcze doliczyć albuminy czy immunoglobuliny używane podczas operacji, transplantacji czy leczeniu oparzeń).

Na sprzedaży nadwyżek osocza koncernom Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa nie zarabiają. Kto zatem zarabia? Dobra odpowiedź. Kontrowersyjny zapis w kwestionariuszu dla krwiodawców nie jest jednak żadną rewolucją, a jedynie nazwaniem trwającej od dawna sytuacji prosto z mostu. Dotąd dawca po prostu nie wyrażał na to formalnej zgody.

Moje propozycje? Podoba mi się pomysł Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Białymstoku, które rozważa wprowadzenie osobnego formularza tylko dla wyrażania zgody na wydawanie krwi do wytwórni farmaceutycznych, aby uszanować wolę osób, które się na to nie zgadzają. Pomysł drugi: wytwórnie sprzedają leki uzyskane z osocza również wyłącznie po kosztach.

Bo to tak, jakbym wysłała komuś prezent, a od adresata zażądano za to opłaty. Moja krew jest darem. Nie towarem.


ps. Decyzję o budowie zakładu przetwarzania osocza w Polsce rząd podjął na początku sierpnia 2010 r. Konkurs w tej sprawie rozpisano w grudniu 2010 r. Wnioski złożyły trzy firmy: Konsorcjum Octapharma, Biomed-Lublin Wytwórnia Surowic i Szczepionek SA oraz Baxter Polska Sp. z o.o. Inwestor musiał złożyć gwarancję, że nadwyżki osocza uzyskiwanego od polskich dawców, będą mu sprzedawane tak długo, jak będzie zabezpieczał w odpowiednich ilościach produkty frakcjonowania na polski rynek. Inwestor musiał się też zobowiązać się do zakupu min. 120 tys. litrów osocza rocznie od Regionalnych Centrów Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa. Warunki konkursu spełniło Konsorcjum Octapharma. Fabryka osocza ma powstać do końca 2015 roku.

dla zainteresowanych:
1) Ustawa o publicznej służbie krwi ->
2) stary kwestionariusz dla dawców ->
3) nowy kwestionariusz da dawców ->
4) do pobrania mój artykuł "Honor i pieniądze" (Dziennik Polski, nr 283/18379, 3.12.2004) ->
5) Niehonorowo zarabiają na honorowych krwiodawcach ->
6) Twoja krew dla koncernów? W środowisku krwiodawców wrze ->
7) Czy wiesz, co się dzieje z krwią, którą oddają honorowi dawcy krwi? ->
8) Koncerny żądają twojej krwi ->
9) Handlują krwią Polaków. Honorowo oddaną ->
10) Kontrowersyjny zapis w ankietach dla krwiodawców ->
11) Katastrofa! Po fałszywych informacjach mniej osób dzieli się bezcennym lekiem ->
12) Publiczna służba krwi to nie biznes - informacja Ministerstwa Zdrowia ->
13) W czyje ręce polskie osocze? ->
14) Ministerstwo Zdrowia ogłosiło konkurs na polską fabrykę osocza ->
15) Będzie fabryka osocza w Polsce. Tym razem bez skandalu? ->
16) LFO najwcześniej za cztery lata ->
17) Rozporządzenie ministra zdrowia z dnia 29 września 2011 r. w sprawie określenia wysokości opłat za krew i jej składniki w 2012 r. ->
Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

26 komentarzy:

  1. Temat niełatwy i trochę za trudny dla mnie, jak na tę godzinę, ale z Twoją decyzją się zgadzam.
    Cieszę się, że jesteś.
    Bo chce Ci się logicznie zbadać te wszystkie zależności i poinformować o tym czytelników scenek!
    Moja Córka oddaje krew, zapytam ją, co ona podpisuje, i czy jest świadoma tego, o czym piszesz.
    Pozdrowienia!
    iw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że to jest bardzo ważna sprawa. Gdyby funkcjonowało Laboratorium Frakcjonowania Osocza, koncerny nie zarabiałyby na lekach z mojego osocza. Aż się narzuca myśl, że w takim razie niech te wytwórnie odpalają krwiodawcom procent od sprzedaży leków, ale wiadomo, że nie o to chodzi. Krwiodawstwo powinno zostać honorowe, a krew nie może służyć do zarabiania.

      Usuń
  2. Eluś, jak w wielu sprawach, gdzie chodzi o pieniądze, naiwnych nie sieją ! Twój artykuł, uświadamia wielu osobom, tak zwane wykorzystywanie Altruizmu, czyli zarabianie przez cwaniaczków, na naiwnych. Od dawna nurtowała mnie myśl, dlaczego w Polsce, nie można wykorzystać naszych surowców rodzimych, jakie by one nie były i przetwarzać je u nas ! Problem dotyczy nie tylko krwi ale i miedzi, której jesteśmy potęgą wydobywczą. Niestety, sprzedajemy produkt za grosze a przetwórcy zarabiają krocie, na przetworzeniu i odsprzedaży nam tejże miedzi w postaci mp. gotowego drutu. To samo jest z samą myślą i wynalazkami, które nasze państwo nie wspiera, nie wdraża w Polsce a potem płaci ciężkie miliony obcemu kapitałowi za licencję!
    Mnie na szczęście lub raczej nie szczęście dla potrzebujących, poruszany temat krwi, nie dotyczy.
    oddałem ponad 12 litrów krwi, sam nie potrzebując nawet podczas operacji ani kropli. Lecz od lat mam niedowagę, która nie pozwala według przepisów, abym dalej był dawcą. Mnie nie przeszkadzało by oddanie 440 mililitrów a nawet więcej, gdyż mam wskaźnik hemoglobiny w krwi około 17,2 % na nowe przeliczniki. Na stare to grubo ponad 100 %. Nawet po operacji żołądka badanie wykazało zawartość hemoglobiny na poziomie 89%, co jest raczej ewenementem w takich przypadkach. No ale cóż, ustalane normy wykluczają takie przypadki. Na zakończenie powiem tylko, że jak w skeczu z kabaretu "Pod Egidą" - w Polsce nie będzie dobrze, do puki nie wystrzela się 70 tysięcy łajdaków ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie na tym ten mechanizm polega. Gdybyśmy mieli własne Laboratorium Frakcjonowania Osocza, nie trzeba byłoby sprzedawać osocza zagranicznym firmom i frakcjonować go w Szwajcarii. Ale pierwsze podejście do stworzenia polskiego LFO zakończyło się grubą aferą, bo co prawda zaciągnięty został kredyt na 32 mln dolarów (z rządowymi gwarancjami), ale o ile pamiętam wybudowano dwie hale i tyle. Proces trwa. A budżet nadal traci, bo leki wyprodukowane z naszego osocza odkupujemy po bardzo wysokich cenach.

      ps. 17,2? To akurat nie w procentach, tylko w gramach na decylitr, ale wynik piękny, można w Himalaje z takim iść, jak by to określił doktor z naszego punktu krwiodawstwa.

      Usuń
  3. A ja naiwnie myslałam, że oddana honorowo krew faktycznie jest darem dla potrzebujących i że nikt za to kasy nie bierze. Nawet jeśli przechowywanie i obróbka kosztują to chyba nie aż takie pieniądze! Nawet jeśli się tę czekoladę doliczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak myślałam, kiedy zaczęłam oddawać krew. Dlatego byłam zdziwiona, że szpitalom ta krew jest sprzedawana (po cenach co roku ustalanych w rozporządzeniu ministra zdrowia). Oficjalne określenie brzmi "wydawana odpłatnie". Koszty przechowywania, przebadania i transportu krwi, zakup woreczków, konserwacja sprzętu (lodówki, wirówki) są rzeczywiście wysokie. Tyle, że Regionalne Centra nie zarabiają, bo tę krew wydają odpłatnie, ale własnie po kosztach. Zarabiają wytwórnie, do których sprzedaje się nadwyżki osocza. Bo leków z niego wyprodukowanych już po kosztach nie sprzedają.

      Usuń
  4. Z tego co zrozumiałem z podlinkowanych artykułów, to kontrowersyjny zapis jedynie sankcjonuje stan faktyczny, przy czym stacje krwiodawstwa i tak mają problem ze sprzedaniem nadwyżek osocza. Głównym celem ich sprzedaży jest obniżenie kosztów funkcjonowania centrów krwiodawstwa. Z tej ekonomicznej perspektywy postępowanie wydaje się jak najbardziej słuszne. Podejrzewam, że wzburzenie wywołuje nie tyle sam fakt sprzedawania osocza, ile kontekst w jakim się to odbywa.
    Mnie osobiście szczególnie urzekł tytuł "Publiczna służba zdrowia to nie biznes", w sytuacji kiedy NFZ zachowuje się wobec swoich podwykonawców właśnie jak nieuczciwy, monopolistyczny partner biznesowy. Czyli jest to przynajmniej w pewnym zakresie biznes, ale biznes wyjątkowo nieefektywnie zarządzany, bo przez instytucję, która tak na prawdę nie jest w żaden sposób rozliczana ani za sposób gospodarowania pieniędzmi ani za efektywność swoich działań.
    Druga sprawa to sposób wprowadzenia zapisu wpisujący się w sposób komunikowania się władzy ze społeczeństwem: najpierw w swojej nieograniczonej mądrości wprowadzimy coś, co dla durnego społeczeństwa będzie dobre, a jak chamstwo zacznie protestować, to zrobimy kampanię pseudoinforamcyjną. Dla mnie przykładami takiego działania jest zamieszanie wokół ACTA, "reforma" emerytalna, regulacje, które wywołały protest pieczątkowy lekarzy, czy deregulacja zawodów realizowana na sposób stachanowski przez ministra Gowina. Za każdym razem sprawa wygląda tak samo: najpierw forsuje się jakieś rozwiązanie ignorując pojawiające się głosy krytyczne, lub wprowadza się je niespodziewanym "strzałem zza węgłą", a dyskusję rozpoczyna się najczęściej post factum, kiedy protesty osiągają natężenie zagrażające rankingom popularności.
    Tak przynajmniej wygląda to z perspektywy osoby obserwującej opisaną sytuację z zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ekonomicznej perspektywy jest to jak najbardziej racjonalne, nie tylko dlatego żeby obniżyć koszty działalności centrów krwiodawstwa, ale także dlatego, że przechowywane osocze (te nadwyżki niewykorzystane do celów klinicznych) się przeterminuje (mrożone można przechowywać do dwóch lat) i wtedy już na nic się nie przyda. Centra krew i osocze sprzedają i ten mechanizm jest zrozumiały. Zarabia kto inny i gdzie indziej.

      Nie mamy własnego Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO). Budowa pierwszego skończyła się aferą (można nawet w wikipedii poczytać, ale jest też sporo informacji w podlinkowanych artykułach) na ciężką kasę. Ciekawe, czy obecne projekty też się tak nie skończą i w 2015 będziemy mieli nie nowoczesne i własne LFO tylko kolejną aferę... Osocze frakcjonowane jest za granicą, a potem leki z niego wyprodukowane Polska musi odkupić. To jest nie OK. To mnie oburza.

      Tak, nowa formułka w kwestionariuszu jedynie sankcjonuje sytuację trwająca od wielu lat. Dla większej transparentności ponoć. Transparentność sobie cenię, bo pozwala mi podejmować bardziej świadome decyzje. Ale krwiodawcom nie pozostawiono wyboru: nie podpiszesz nowej wersji ankietki - nie oddasz krwi.

      Usuń
    2. I właśnie o to mi chodzi: masz robić tak, jak nieomylna władza każe, albo zabierać zabawki. Przy czym najczęściej nie ma możliwości przeniesienia się z nimi do innej piaskownicy. A rozliczenie urzędników za skutki podejmowanych przez nich decyzji jest praktycznie niewykonalne.

      Usuń
    3. W tym wypadku mamy, jak sądzę, do czynienia nie tylko z brakiem komunikacji i konsultacji z obywatelami (podobnie, jak w sprawie ACTA, reformy emerytalnej itp.), ale z kolejnym przykładem, nie wiem... nieudolności? marnotrawstwa? Zobacz: to jest osiem lat. Osiem lat, które upłynęły od momentu pierwszego podejścia do budowy LFO. Nadal go nie mamy. Nadal tracimy ogromne pieniądze. I tak jeszcze dobre 4 lata. Jeśli tym razem się uda.

      No dobrze, rozpisali konkurs. Ale spróbuj znaleźć w konkretną i spójną informację na ten temat. Nie jest to niemożliwe, ale trudne. To tak a'propos transparentności.

      Usuń
  5. podpisuje sie pod postem kolegi Maupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolega Maupa już się podpisał ;)

      Usuń
    2. Jak już kiedyś pisałem, z pisaniem jest u mnie trochę kiepsko, więc bardzo się cieszę, kiedy ktoś się zz mnie podpisze ;)

      Usuń
    3. Z tym podpisywaniem faktycznie nie najlepiej Ci idzie. Gdzie trzy krzyżyki?! ;)

      Usuń
  6. doskonale sobie zdawałam sprawę, co dzieje się z krwią od chwili jej oddania przez krwiodawcę. Także wielokrotnie z oddanej krwi korzystałam ja oraz moja córka, za co zawsze jestem dawcom wdzięczna.
    Na pewno fabryka przetwarzania osocza jest potrzebna, bo osocze pozostawałoby w kraju, a nie było sprzedawane firmom zagranicznym, które wykorzystują go do produkcji leków krwiopochodnych, np. dla chorych na hemofilię, a potem te leki m.in. z polskiego osocza sprowadzamy z różną ceną, w zależności od notowań walut.
    Jednakże uważam, że krwi oddaje się przecież nie tylko dla osocza, jakkolwiek osocze jest na tyle cenne, że lepiej go odsprzedać, nawet firmie zagranicznej, niż go nie wykorzystać z powodu własnych niemożliwości technicznych.
    Oczywiście krwiodawca ma wybór i może się nie zgodzić na to co się z jego krwią dzieje. Suma sumarum na pacjencie, jako ostatnim ognie, może się to dotkliwie odbić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ivo, no toż właśnie po to oddajemy, żeby z tego korzystać :) Bierzcie z tego wszyscy :)

      Krwiodawca nie ma wyboru. Bo jeśli takiego oświadczenia nie podpisze, krwi nie będzie mógł oddać w ogóle.

      Problem w braku polskiego Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Było przerabiane w Szwajcarii, niby mieliśmy zniżki na wytworzone leki, ale okazuje się, że straty są ogromne. Oczywiście, że lepiej sprzedać osocze niż wylać, ale to co mnie oburza to to, że wytwórnie na tym ZARABIAJĄ. Nie oddaję krwi, żeby na niej zarabiano.

      Usuń
    2. ależ ja Ciebie rozumiem, ale przecież wytwórnie mają w nosie to co Ty o tym myślisz, bo są nastawione na zysk, nawet nie na brak strat - na zysk.

      Usuń
    3. I dlatego mnie to złości i oburza. Dostają po kosztach materiał wart miliardy. Ja, jako krwiodawca nie mam z tego nic. I nie chcę mieć, bo nie o to w oddawaniu krwi chodzi. Centra też nie mają nic. A budżet buli potworne pieniądze za to, żeby od nich leki odkupić.

      To, co budzi mój największy sprzeciw to brak możliwości zadecydowania. Nie mogę się na to nie zgodzić. Mogę oddać krew tylko pod warunkiem wyrażenia zgody na to, że moje osocze zostanie przez wytwórnie przerobione na leki, które potem sprzedadzą. Albo mogę w ogóle nie oddawać krwi. Sytuacja patowa.

      Usuń
  7. Mam pytanie, może nieco naiwne, ale czegoś nie rozumiem: Stacje krwiodawstwa podlegają pod, tfu, NFZ tak jak i szpitale, czyli jeśli szpitale płacą stacjom to przelewają pieniądze z tego samego budżetu tylko inaczej zakwalifikowanego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie całkiem. Struktura jest inna (rozdział 6 ustawy o publicznej służbie krwi). Chociaż rzeczywiście, niektóre jednostki służby krwi (np. Instytut, czy regionalne centra) są dofinansowywane z części budżetu będącej w dyspozycji ministra zdrowia.

      Usuń
  8. Rzeczywiście, najlepiej byłoby, żeby dawcy mieli możliwość podpisania dwóch osobnych ankiet .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale do tego trzeba traktować ludzi poważnie. Pozwolić im decydować. A kto to widział, żeby decydowali?...

      Usuń
  9. Z tego samego powodu wielu moich znajomych przestało oddawać krew...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu krwiodawców zapowiadało to po zmianach w treści kwestionariusza. Ja też taką decyzję podjęłam, bo traktuje się mnie jak przedmiot, nie pozostawiając wyboru, ale wciąż się waham. Sytuacja jest patowa. Bo bez podpisania nowej wersji krwi oddać nie można w ogóle. Kto traci? Biorcy. Przy okazji koncerny też, oczywiście, ale oni nie dostana jedynie kasy, a biorcy składników potrzebnych dla zdrowia i życia.

      Usuń
  10. Nie mam zaufania do tego typu instytucji,podejzewam nawet to ze z nasza czy bez naszej zgody robia z ta krwia co chca(nie wiem,mam nadzieje ze sie myle)Obserwuje Polske z boku,wyjechalam juz ladnych pare lat temu i moje obserwacje moga byc troche wypaczone.
    Napewno zgadzam sie z Twoja decyzja.A czy ankieta bylaby jedna czy dwie to moim zdaniem zaden argument,bo tak jak pisalam wyzej nie mam zaufania co do przestrzegania zasad.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zaufanie aż tak nadszarpnięte nie jest. Po prostu oddaję ją dla ludzi, a nie dla zarobku wytwórni.

      Usuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.