Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

22 stycznia 2013

28 Gdzie te starkingi, prawdziwe taaakie...

tytuł alternatywny: Bo prawdziwych starkingów już nie ma

Uwielbiam starkingi *. Na straganach pojawiają się rzadko, nad czym ubolewam, ale parę lat temu znalazłam niedaleko dworca PKS budkę z warzywami i owocami, w której można je dostać. Pojawiają się zazwyczaj w grudniu, bo to późna odmiana.

Starkingi są cudowne: cudownie czerwone, cudownie aromatyczne (zapach starkingów położonych w koszyku na stole rozchodzi się po całym domu) oraz cudownie niesformatowane, co oznacza, że ich kształty bywają różne, ponieważ nie mają nic wspólnego z identycznymi klonami pędzonymi hormonalnie w szklarniach. Są najlepszymi jabłkami, jakie kiedykolwiek w życiu jadłam.

W tym roku zaczęłam wypatrywać starkingów na początku grudnia. Nie ma, nie ma i nie ma. Wiem, że są trudności z ich dostaniem z powodu wycinania sadów, przez co stare, tradycyjne odmiany jabłek znikają jedna po drugiej. Dowiedziałam się o tym od pana z jednej z budek, który moje uwielbienie dla starkingów rozumie i podziela **. Niestety, w tym roku nie ma starkingów. Pan z budki mówi, że ktoś nawet kilka skrzynek chciał kupić, ale nie dało się ich w tym roku zamówić w hurtowni. Nie ma. Zgroza.

Gnana nadzieją idę do budek po drugiej stronie dworca. A nuż tam będą. Rzut oka wystarczy, żeby wiedzieć, że i tu ich nie ma. Wpatruję się długo i bezradnie w skrzynki z jabłkami, podchodzi sprzedawca.

sprzedawca: Czego pani szuka?
ja: Starkingów. Ewentualnie starkingsonów.
sprzedawca: Nie ma.
ja: Niestety, widzę. Jest jakaś szansa, że będą?
sprzedawca: Koniecznie starkingi muszą być? O, tu są inne jabłuszka, bardzo smaczne.
ja: Może i tak, ale ja szukam starkingów.
sprzedawca: Mówię pani, że nie ma. Inne nie mogą być?
ja: Nie, dziękuję.
sprzedawca: To jak pani taka wybredna, to najlepiej w ogóle jabłek nie jeść!

Aż taka wybredna nie jestem. Ale u tego pana nie kupię już żadnych jabłek. ***


* oraz starkingsony, które są ich odmianą. Więcej o starkingach: tutaj ->

** Co potwierdza Magda Gessler. Nie to, że nie lubię Magdy Gessler. Nie znam kobity. Wszystko, co o niej wiem, wiem z wypowiedzi cytowanych w brukowcach oraz felietonów kulinarnych w Newsweeku. Na tej podstawie wnioskuję, że to dość pretensjonalna pańcia z koszarowym słownictwem. W jednym się jednak zgadzamy: żal nam starych odmian jabłek. Więcej: Zapomniane jabłka ->

*** No chyba, że starkingi.
Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

28 komentarzy:

  1. Pierwszy raz słyszę taką nazwę... :). Tajemnicze to jabłka... :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o jest straszne, że są ludzie, którzy nawet pewnie się nie dowiedzą, jak one smakowały.

      Usuń
  2. Uwielbiam sprzedawców, którzy obrażają się za braki we własnym asortymencie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież winien jest klient, który ma nie wiadomo jakie fanaberie...

      Usuń
  3. Ta odmiana była tak bardzo dawno, że długo nie mogłem sobie przypomnieć, co to jest starking, chociaż znałem to słowo.
    Umarły i nie będzie, jak wielu rzeczy ze świata minionego. Teraz dominującą odmianą jabłek jest "Jabłko krajowe luz" z supermarketu. Za każdym razem, kiedy takie coś odczytuję, robi mi się niedobrze. Znaczy starzeję się.

    OdpowiedzUsuń
  4. to chyba dobrze, że jabłek nie jadam;) I chyba dobrze, że ten pan jest tak daleko;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wcale nie dobrze ;) A czemu nie jadasz?

      Usuń
  5. W takiej sytuacji należy Panu sprzedawcy opowiedzieć pewien stary dowcip:
    Młody subiekt rozpoczyna pracę w sklepie, pierwszego dnia starszy i doświadczony subiekt udziela mu rad jak obsługiwać klientów, wreszcie po całym dniu nauki mówi:
    - I najważniejsze, pamiętaj klient zawsze musi wyjść z naszego sklepu zadowolony, jeżeli zdarzy się tak, że jakiegoś towaru akurat nie będzie to zawsze musisz zaproponować coś w zamian.
    Następnego dnia młody subiekt po raz pierwszy sam staje za ladą, praca idzie mu płynnie i zgrabnie, aż do momentu kiedy koło południa klient pyta:
    - Czy jest papier toaletowy?
    Subiekt, zgodnie z prawdą, odpowiada:
    - Chwilowo nie ma.
    Ale zaraz potem przypominają mu się nauki z dnia poprzedniego i natychmiast dodaje:
    - Ale możemy zaoferować wspaniały papier ścierny.

    A starkingi to jabłka mojego dzieciństwa i młodości :-). Dotąd myślałam, że to tylko ja mam takie nieżyciowe podejście, że tylko te i żadne inne ;-), a tu proszę ;-).

    Już kończąc mój za długi komentarz, proszę się nie poddawać i szukać dalej. Nadal są sady, gdzie można je spotkać, ja po kilku miesiącach poszukiwań (dwa lata temu) w końcu namierzyłam w rodzinnym mieście dwa miejsca (dwa bazary) gdzie można je kupić (na każdym bazarze jest jedno stoisko, które je sprzedaje) i od dwóch lat regularnie co tydzień-dwa przebijam się przez pół miasta, żeby kupić pół skrzynki ;-).

    Pozdrawiam, stała czytelniczka A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam. Zazdroszczę bazaru ze starkingami. Wydawało mi się, że taki też mam, ale niestety w tym roku starkingów nie było...

      Usuń
  6. Do takiego sprzedawcy też bym już więcej nie poszła.
    Kiedy ja nie mogę zaoferować klientowi tego, co jest mu potrzebne najwyżej z uśmiechem życzę mu powodzenia, ale narzekać, że klient marudny to już szczyt wszystkiego.
    Można sobie pod nosem różne rzeczy mówić czy myśleć, ale niekoniecznie się chwalić takimi przemyśleniami.
    A Twoich starkingów nie znam, ja lubię na szczęście glostery, a one są popularne. :)
    pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paradoksalnie to klient jest traktowany jako kapryśny i z dziwnymi oczekiwaniami.

      Usuń
  7. ja chcę moje spartany. Jabłka mojej młodości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że się nam lista ulubionych odmian robi :)

      Usuń
  8. Zgadzam się co do pyszności tej odmiany i co do odbioru Gessler. Faktycznie- pańcia:) A sprzedawca- dobrze, że mamy wybór i takich możemy sobie omijać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, starkingów jak nie było, tak nie ma...

      Usuń
  9. A ja mam na przed domem starą kosztelę. I mi to wystarcza. Nie dość, że jabłka, to jeszcze ten klimat siedzenia latem pod wielkim, starym drzewem, na którym można powiesić hamak.
    Z czystym sumieniem mogę mieć, z przeproszeniem, w dup*e niemiłych straganiarzy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę... Pozazdrościć mogę, o!

      Usuń
  10. gdzie mój wczorajszy komentarz, prawdziwy taki?...
    dobra, teraz jadę z pamięci, bez podpierania się /np./ netem...
    papierówka, koksa, malinówka, jonatan, jonagold, idared, spartan, starking, kosztela, lobo, makintosz, złota reneta, szara reneta, landzberska /trzy ostanie to do ciasta lub do wina/... tyle... bo ananasówka to już truskawka jest...
    zabawne jest to, że od zawsze wolę gruszki /mój ulubiony owoc/ i kojarzę tylko trzy odmiany: bera klapsa, konferencja i ulęgałka...
    pozdrawiać :))...
    a te "jabłka krajowe luz" to rzeczywiście porażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz zniknął?

      Usuń
    2. wczoraj wieczorem go wklepałem... patrzę dziś, nie ma... spoko, no problem, things do happen... jak mawia Ferdek Kiepski, systemy blogowe potrafią płatać takie figle, o których nawet fizjologom się nie śniło :))...

      Usuń
    3. Sprawdzałam nawet, czy do spamu nie wrzuciło. Nie ma zniknął. Jak starkingi ;)

      Imponująca lista. Wybieram z niej makintosze, malinówki i papierówki. Papierówki rosły w ogródku u babci, spadały na trawę i stamtąd je się zbierało uważając na osy.

      Usuń
  11. Jeśli to te:
    http://imageshack.us/photo/my-images/850/21112012213.jpg/
    - też uwielbiam. Nie znam się na odmianach jabłek, choc zawsze pożeram kilogramami. Te ze zdjecia to najlepsze jabłka na świecie. Zaopatruje się w nie u teściów :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy to te, zdjęcie niezbyt wyraźne. I one mają taką błyszcząca skórkę, a starkingi raczej nie. Ale podobne.

      Usuń
  12. Kiedyś wybierałem spodnie w jednym sklepie. Przemiła pani doradczyni, podając mi kolejną parę zza zasłony w przymierzalni, bardzo się zdziwiła, że chcę kupić dżinsy w 100% bawełniane i o określonym kolorze. Wcześniej rozmawialiśmy trochę o kroju moich wyidealizowanych spodni, po czym pani sprzedawczyni skonstatowała:

    - Cóż, o gustach się nie dyskutuje.
    - Jestem innego zdania- ja na to.
    - Jakiego?
    - Każda dyskusja jest na ten temat.

    Pani wydała z siebie tykająco- syczący odgłos (za pewne z uśmiechem), zaszurała i poszła sobie, a ja kupiłem spodnie już w następnej chwili w sklepie naprzeciwko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klient o sprecyzowanych oczekiwaniach to zmora, bo nie da mu się byle czego wcisnąć.

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Tak, to powinno się w gruncie rzeczy znaleźć w dziale :Pajacyki" ;)

      Usuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.