Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

11 lutego 2012

73 Nie mieści się w głowie

Jak ona tak mogła?
Co to za matka?
Jak można coś takiego własnemu dziecku zrobić?
Co się z tymi ludźmi dzieje?


...oraz dziesiątki podobnych pytań pod wspólnym tytułem: To się w głowie nie mieści, które najczęściej słyszę podczas rozmów o małej Madzi. To się ludziom nie mieści w głowach. Kiedy słyszę : „To mi się nie mieści w głowie”, słyszę też pod spodem tego stwierdzenia obronę swojego świata: „Nie chcę, żeby mi się w głowie zmieściło. Nie chcę, bo niszczy obraz świata, w którym matki kochają swoje dzieci, ojcom nie zakłada się niebieskich kart, ludzie mówią prawdę i nie zakopują dzieci pod stertą gruzu. Nie chcę, żeby świat się okazał taki. To zbyt przerażające, żeby to była prawda”.

Dziwię się temu ludzkiemu zdziwieniu, że świat i ludzie nie są tacy, jacy być powinni i jacy byśmy chcieli, żeby byli. Dziwię się, kiedy mówią: To niemożliwe, żeby... Tak, jakby woleli nie wiedzieć, że ludzie są tacy, jacy są. Zdolni także do zakopywania swoich dzieci pod stertą gruzu. Ludzie są zdolni do wszystkiego, co zrobili, robią i będą robić. To jest przerażające, ale od udawania, że jest niemożliwe, mniej przerażające się nie stanie.

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

73 komentarze:

  1. Wiesz, mi się też trochę nie mieści. Przede wszystkim ten cynizm, to udawanie, to całe przedstawienie. I ten cały medialny szum, to, ze od iluś tam dni 'cała Polska żyje śmiercią' tego dziecka.

    I jeszcze - wydaje mi się, że to, że normalnym (nie chcę tu o 'normie' dyskusji prowadzić, mówię całkiem potocznie) ludziom pewne rzeczy się w głowie nie mieszczą, to dobrze. Inaczej wszyscy bylibyśmy 'nienormalni' - dla każdego byłoby oczywiste, że można sobie dziecko pod stertą gruzu zakopać, bo się nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za to, że się to dziecko zrobiło.

    Dobrze, że pewne rzeczy są nie do pojęcia, nie do zaakceptowania, że nie są normalne, codzienne, zwykłe i bezdyskusyjne, niewzbudzające emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co zrobiła matka Madzi (nie wierzę, że to był nieszczęśliwy wypadek) jest przerażające, jest straszne i nie o obojętność wobec tego wydarzenia mi chodziło. Dziwi mnie tylko, że ludzie się tak dziwią. Mnie też to oburza, też wstrząsa, ale mieści mi się w głowie, bo wiem, że ludzie są zdolni do wszystkiego, nawet czegoś, co nie mieści się w mojej wyobraźni. Wystarczy popatrzeć choćby na historię XX wieku. Ludzie wielokrotnie (ba! nieskończenie wiele razy) już udowodnili, że potrafią drugiemu człowiekowi zrobić wszystko. Myślę, że mówienie "nie mieści się w głowie", "to niemożliwe" jest obroną przed tą wiedzą. Żeby? No właśnie żeby co? I naprawdę pytam.

      Wiedza, że ludzie tak robią, nie oznacza akceptacji ani uznania tego za normalność i codzienność.

      Równie obrzydliwy wydał mi się medialny szum wokół tej historii. Tabloidy rzucające się na każdy strzęp wypowiedzi, jak sępy na ścierwo.

      Usuń
  2. Trafiłaś w sedno. Zawsze uważałem, że lepiej zmieścić sobie w głowie fakt do jakich okrucieństw jesteśmy zdolni, bo tylko taka wiedza, być może, przyczyni się, żeby choć trochę coś w tym temacie zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze sądziłam, że wiedza, świadomość daje większą możliwość zmiany niż wypieranie. Możliwość, jedynie możliwość. Nie gwarancję.

      Usuń
  3. Pokolenia poholokaustowe już dawno powinny pojąć tzw. banalność zła (jako Hanna Arendt rzecze).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie o ten trop mi chodziło. Tę "banalność zła", czyli zdolność zwykłych ludzi, żadnych sadystów, psychopatów, chorych psychicznie, ale własnie zwyczajnych ludzi - urzędników, sąsiadów, matek - do czynienia rzeczy niewyobrażalnie okrutnych. Przy czym owa "banalność" wcale tu nie oznacza, że należy uznać tych ludzi za niewinnych, przyjmując, iż każdy mógłby postąpić tak samo. Nie jest to usprawiedliwieniem.
      Jest to jednak konstatacja poczyniona już dawno (patrz też eksperyment więzienny Zimbardo), a jednak ludzie wciąż się dziwią. Jakby znikała pamięć, jakby za każdym takim wydarzeniem trzeba było te prawdę odkrywać od nowa.

      Usuń
    2. Nie, nie zgadzam się! Nie ma tu żadnego, najmniejszego odniesienia do szoah, do czasu zagłady. To jest niczym nieusprawiedliwione nadużycie.

      Usuń
    3. Mała Madzia to nie Żydzi w obozie koncentracyjnym Auschwitz ani więźniowie Guantanamo. Ani też nie jest dziewczynką spaloną właśnie w Gorzycach przez matkę w piecu. Nie porównywałam tutaj tych sytuacji, lecz ludzkie reakcje na nie. To zdziwienie: jak to możliwe... Jakby nawet po Auschwitz ludzie nie mogli uwierzyć, do czego są zdolni. Właśnie owo wspólne dla tych sytuacji zdziwienie, że okazują się po raz kolejny zdolni do wszystkiego, uczyniłam tematem scenki.

      Usuń
    4. Czarek, koncept banalności zła nie odnosi się wyłącznie do Zagłady, choć na kanwie jej strasznych doświadczeń powstała.

      Ela, ja zawsze mówię o tzw. "triadzie": Arendt - Milgram - Zimbardo.

      Usuń
    5. Tak. Jeszcze Milgram. Ciekawi mnie, kto w historii małej Madzi odegrał rolę autorytetu z tego eksperymentu, autorytetu któremu jest się posłusznym bez względu na wszystko.

      Usuń
    6. Bo ja wiem, czy akurat Milgram ma tu zastosowanie? Wspomniałam o "triadzie" odnosząc się ogólnie do problematyki zła.

      Nie o tym był Twój post, ale jeśli już mówimy o samej sprawie, to uważam, że wszyscy kłamią :) Matka, ojciec, jego rodzice... Prawda nie została jeszcze odkryta. Ale ani mi się oburzać, ani oceniać którąkolwiek ze stron.

      Usuń
    7. I jeszcze jedno... Na teorię "banalności zła" ludzie często reagują alergicznie z powodu, o którym wspomniałaś. Banalność utożsamiają bowiem z bagatelizowaniem, a to, co teoria jedynie tłumaczy - z usprawiedliwieniem czynu.

      Usuń
    8. Nie wiem oczywiście na pewno, czy Milgram ma tu zastosowanie, ale możliwe, że tej kobiecie ktoś pomagał. Miała czyste ręce, kiedy znaleziono ja obok pustego wózka. Czy tylko pomagał? Czy także namówił? Kto wie... Też sądzę, że nie ona jedna kręci w tej historii.

      Tak, wiele ludzi myli wyjaśnienie z usprawiedliwianiem. A zrozumienie z akceptacją.

      Usuń
    9. Pomocnik to jeszcze nie autorytet.

      Usuń
    10. To prawda. Stąd moje pytania: Czy tylko pomagał? Czy także namówił? Jaki miał wpływ?

      Usuń
    11. To już temat na oddzielnego posta...

      Usuń
    12. Masz rację. To inny, równie obszerny temat.

      Usuń
  4. Też nie wierzę w przypadek... bardziej w depresję poporodową. Świadomie zrezygnowałam z macierzyństwa - pewnie w wieku 22 lat .... nie wiem... Na szczęście nie jestem bohaterką tej jazdy - pewnie też nie uknułabym tak lichej intrygi - mimo wszystko współczuję dziewczynie - mimo wszystko - to co się stało teraz kiedyś (o ile nie już) ją dopadnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz o bardzo ważnej sprawie. Niewykluczone, że Katarzyna W. ani nie była gotowa do macierzyństwa ani nie miała w sobie tyle niezależności, żeby powiedzieć: nie jestem gotowa. Jak mogłaby to zrobić, skoro była członkinią ruchu oazowego? Jak mogłaby to powiedzieć, w kraju w którym funkcjonuje tak wielki etos matki Polki i wynikająca stąd presja, żeby dzieci mieć? No, nie mogłaby. I niewykluczone, że nie wyrobiła. A nie wyrobiła w najgorszy możliwy sposób.

      Dopóki kobietom będzie się wmawiać, że muszą być matkami, będą się rodziły dzieci niechciane. Gdyby kobiety miały wybór, być może udałoby się uniknąć wielu tragedii. Czy tej też? Nie mam pojęcia.

      Usuń
  5. Ludzie się dziwią, latają ze zniczami i misiami pod resztki muru...i właściwie dlaczego się nie zastanowią czy w ich sąsiedztwie nie dzieje się jakiemuś dziecku krzywda a można zapobiec tragedii? Dlaczego nie zaniosą tego misia dziecku z domu dziecka?

    Latanie ze zniczami do celu i ich odpalanie powinno stać się naszym sportem narodowym, nie mielibyśmy sobie równych :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latanie ze zniczami i misiami pod resztki muru ma też swoją wirtualną odmianę: łańcuszki internetowe zachęcające do zapalenia dla Madzi gwiazdki w dwóch kwadratowych nawiasach. I w jednym i drugim chodzi, moim zdaniem, o to samo: złudne poczucie, że coś zrobiłem/łam plus polska specyfika: żywi mniej ważni niż umarli.

      Pytania, które zadałaś nie są jedynie retoryczne. Jest na nie odpowiedź: dlatego, że wymagałoby to realnego działania, wzięcia odpowiedzialności, a wtedy na co dzień trzeba by pamiętać, że takie rzeczy dzieciom się dzieją. Żywym. Nie umarłym i nie nienarodzonym.

      Usuń
    2. No właśnie, czemu ludzie nie widzą co dzieje się w okół nich ?
      Bo nie chcą, bo boję się spojrzeć prawdzie w oczy.
      Tak jak "nie mieści im się w głowach" to co się stało, tak ie chcą żeby się im mieściło to co się dzieje.
      Mało tego, jeśli zwrócisz uwagę na to co się dzieje, często to Ty zostaniesz zaatakowana(y), bo zmusiłaś ich do spojrzenia na rzeczywistość.

      Usuń
    3. Bo przecież nie wolno się wtrącać w sprawy rodziny, prawda?

      ps. Przedwczoraj w Gorzycach spalono piecu dziecko. Zaraz po porodzie. Matka twierdzi, że kiedy już urodziła (w domu) poszła się umyć, a kiedy wróciła - dziecko było już nieżywe. Więc je spaliła. Media jednak już się napasły, więc w tej sprawie nie ma szumu.

      Usuń
  6. Ela: Nie wiem, czy kobieta zrobiła to specjalnie czy nie. I podejrzewam, że dzięki tej hucpie,która się wokół tej sprawy dzieje raczej się nie dowiemy.
    Bardziej niż to o czym pisałaś zaskakuje mnie u ludzi co innego. Wydawanie wyroków zaocznie, petycja o karze dożywocia krążąca w sieci, wspomniany przez Antares fakt, że u nas czci się tylko umarłych, a pomocy dla żywych i potrzebujących nie można się doprosić.
    Oraz fakt, że ojciec tego dziecka znowu jest niewinny. A całe złe u swojej żony zauważył właśnie teraz.
    Nie wspomnę już o tym, że zarówno ta kobieta jak i jej najbliżsi to ludzie wierzący, ba są chyba nawet w jakiejś grupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Rude de Wredne, jak ja sie z Tobą zgadzam, niektóre kobiety chcą być matkami, a potem sie okazuje, ze sobie nie radzą, a społeczeństwo zamiast wesprzeć, szydzi, przecież jak matka dziecku tak moze?, co z niej za kobieta?, po co rodzila skoro nie umie? A ona może bedzie umiała za chwile tylko potrzebuje pomocy, zastepstwa, wsparcia, rozmowy?
      ja tez potrzebowałam czasu ... rzucajcie we mnie kamieniami
      i gdzie ten ojciec? czy on sie nie czuje odpowiedzialny? czy nie zauważył wcześniej, ze zona sobie nie radzi, ze byc moze jej "niechec" do dziecka z czegos wynika? ze moze trzeba pomóc?
      mnie tez sie w glowie nie miesci t,o co sie stalo, nie sam fakt, tylko ta szopk,a klamstwo ten medialny atak, ten Rutkowski i ci ludzie w necie.
      Nie mieści mi sie, ze oni ta matke tak ukamienowali za zycia nie sluchajac w ogole co ona ma do powiedzenia i nie majac pojecia o niczym

      Usuń
    2. Rude, ja tez nie wiem, czy specjalnie, czy nie. Nie wiem zresztą, co w tym w kontekście, miałoby oznaczać owo "specjalnie". Celowo? Co celowo? Zabiła? Nie wiem. Wiem tylko, że później kłamała, wielokrotnie zmieniała zeznania, co skłoniło mnie do przypuszczenia, że to nie był nieszczęśliwy wypadek i córka wcale jej nie wypadła przypadkiem z rąk.
      Co do roli ojca - tez jest niejasna, też podawał różne wersje wydarzeń. Czy wiedział? Co wiedział? Nie wiadomo.

      I w gruncie rzeczy nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to zdziwienie medialnej publiczności, że ludzie mogą robić takie rzeczy. To, co Arendt nazwała "banalnością zła".

      Usuń
    3. W całej tej sprawie bardziej niż motywy matki Madzi przyciągnęły moją uwagę reakcje i oceny ze strony medialnej publiczności. Czyli nie psychologia tej kobiety, a socjologia tłumu.

      Usuń
    4. Hej :-) Jestem Echo :-))) tylko.
      Ja sie nie dziwie tym tlumom palacym swieczki. Lepsze to niz na FB naciskac "Lubie to".
      Co do klamstw matki. Ja przynajmniej slyszalam wczesniej o malej dziewczynce Madelaine, ktora zniknela z pokoju hotelowego i nigdy jej nie odnaleziono. Sugerowano wlasnie porwanie. Moze matka malej Madzi tez kiedys sledzila media w tamtej sprawie. Gotowy schemat dzialania w panice.
      Czytalam tez rozne alarmujace artykuly jak to matka 'zmeczona', umeczona placzem wlasnego dziecka potrzasa nim tam mocno, ze niemowle cierpi na powazne uszkodzenia ciala ze wstrzasem mozgu wlacznie.
      Okrutna jest wg mnie reakcja ludzi na publicznych forach - to jest takie samo okrucienstwo jak i inne, 'ktore sie w glowie nie mieszcza'. Ech!

      Usuń
    5. Tak, historia Madelaine była równie głośna. I schemat bardzo podobny.
      Okrutna reakcja ludzi na forach ma ich utwierdzić w przekonaniu, że są lepsi. Ochronić przed refleksją: dlaczego? oraz różnymi trudnymi emocjami. Kto wie, może najgłośniej krzyczą ci, którzy sami są "umęczeni" i sfrustrowani i obawiają się, że matka Madzi zrealizowała coś, co im się niekiedy w głowach kołacze. Boją się, że gdyby to sobie uświadomili, to zrobiliby tak samo. Może nie umieją odróżnić fantazji (nawet agresywnych) od ich realizacji. Stąd tak silny lęk. Stąd tak silna agresja.

      Usuń
    6. Oczywiście, samosądy i ferowanie wyroków jest nie na miejscu.
      Ale zauważyłaś też że jeśli chodziło by o ojca to pewnie ani twojej "obrony przed osądami" ani innych osób które jednak mocno bronią matki małej Magdy by nie było ?
      Zresztą wielokrotnie na to dowody już były.

      Usuń
    7. Ja jej nie bronię. Ojca też nie. Też kręci w zeznaniach. Jedynie analizuję zbiorową reakcję obronną: zaprzeczenie, wyparcie, rozszczepienie.

      Usuń
    8. Oj to nie było odnośnie twojej wypowiedzi, chodziło mi o wypowiedź "Rude de Wredne"
      Przepraszam :)
      Chodziło mi o zwrócenie uwagi na taki aspekt tej sprawy.
      Gdyby to ojciec zakatował kolejne dziecko, może powiedzieli by o tym raz w wiadomościach, może napisali gdzieś na 4 stronie gazety i sprawa by ucichła, no może w lokalnej prasie sprawa żyła by dłużej.
      Natomiast to z czym mamy tutaj do czynienia to nie tylko to co się stało, w kwestii nagannego czynu, jakiekolwiek były jego przyczyny i jakakolwiek wersja jest prawdziwa, tu w dużej mierze chodzi też o pękający coraz bardziej mit matki idealnej.

      Usuń
    9. O, mit jest bardzo silny. Owe napaści na matkę Madzi to moim zdaniem dowód na siłę tego mitu w zbiorowej polskiej świadomości. Zobacz jak agresywna jest reakcja wobec kobiety, która ten mit naruszyła, okazała się matką złą. Wobec ojców nie ma aż tak wyśrubowanych wymagań to i zbiorowy zawód mniejszy. I sensacja mniej sensacyjna.

      Może gdyby kobiety nie musiały żyć pod presją tego mitu łatwiej byłoby im się odnaleźć w roli matki wystarczająco dobrej.

      Usuń
  7. Powiedzenie "w głowie mi się to nie mieści" jest tylko potocznym wyrażeniem sprzeciwu wobec tego zdarzenia, niezgody na taką rzeczywistość. Nie ma co tu dorabiać ogona.
    Pewnie, że skoro ludzie o tym mówią, to im się to "w głowach mieści" Tyle, że w takim świecie nie chcą żyć, a muszą. Rozumienie zdarzeń nie oznacza ich akceptacji, zgody na nie, to oczywiste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to, że to sformułowanie brzmi właśnie tak, oznacza właśnie nieumiejętność? niechęć? lęk? przed przyjęciem do wiadomości wiedzy, że świat wcale nie jest tak uporządkowany i przewidywalny jak lubimy na co dzień myśleć, że ludzie są zdolni do okrucieństwa takiego, które trudno sobie wyobrazić. Taki mechanizm obronny chroniący przed lękiem i zgrozą.

      Usuń
    2. Tak własnie. W okolicach które towarzyszą życiu przytłaczającej większości z nas matki nie zakopują swoich dzieci w stertach gruzu. Możemy wiele wybaczyć, np. porzucenie w śmietniku noworodka przez małolatę, bo szok poporodowy, lęk przed reakcją otoczenia itd. ale postępowanie tamtej kobiety z Sosnowca jest dla zwyczajnych, zagonionych codziennością ludzi jak cios w splot słoneczny, zabiera oddech.
      Bo jeśli tamta, to każda może. Misternie budowane przez każdego z nas poczucie stabilności i bezpieczeństwa wokół siebie i swojej rodziny doznaje uszczerbku. Rzeczywistość kopie nas nie w mózg, a w brzuch.

      Usuń
    3. I w gruncie rzeczy, każda/każdy może. Pytanie, w jakich okolicznościach.

      Usuń
  8. Mnie nie mieszczą się w głowie słowa jakimi ludzie dają upust swojemu oburzeniu i życzenia jakie idą w stronę rodziny. Człowiek nie jest istotą niewinną, przez wieki pokazaliśmy na co nas stać, chociaz ostatnio próbujemy przycinać kły i pazury i udawać oswojone tygrysy w garniturach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, cała historia naszego gatunku nieustannie przekonywała nas, że jesteśmy zdolni (każdy z nas w "sprzyjających warunkach") do uczynienia drugiemu człowiekowi wszystkiego. To trudna prawda i myślę, że słowa nienawiści kierowane wobec matki Madzi są pewnego rodzaju mechanizmem obronnym, którego zadaniem jest ustawienie siebie samego na drugim brzegu rzeki: ja nie byłbym do tego zdolny. Byłbyś.

      Usuń
    2. Dokładnie tak samo o tym pomyślałam. Jakiś psycholog w TV porównał tę reakcję do reakcji średniowiecznego tłumu zgromadzonego, by obejrzeć publiczną egzekucję: skazaniec - tam i my wszyscy, tu, po drugiej stronie, złączeni w oburzeniu, przez to oburzenie lepsi...

      Usuń
    3. Dzięki takiemu ustawieniu się po drugiej stronie tłum zyskuje złudne przekonanie, że skazaniec był po prostu z innego gatunku, a my, ci tutaj razem patrzący, jesteśmy przecież od niego zupełnie inni. To ma uspokajać.

      Usuń
  9. Dla mnie niezrozumiałe jest jedno... jak dobrze ludziom w tej ogólnie rozsiewanej nienawiści, jak im dobrze tam pod tym murem z plotkami na ustach, z misiem w rękach, z kartką "zdechnij morderczyni", i z myślą, że jak wrócą do domu to będę mogli innym pokazać zdjęcie w komórce z miejsca tragedii. Nie wszyscy oczywiście, ale większa część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, medialny spektakl. Im bardziej ktoś pokaże swoje oburzenie, tym bardziej pokaże, jaki jest dobry.

      Usuń
  10. I zapewne większość oburzonych by się rozprawiło z tą kobietą,gdyby była taka możliwość.Bez sądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast zastanowić się, co mogło ją skłonić do takiego postępowania... Zrozumienie tego (wcale nie równoznaczne z usprawiedliwieniem) mogłoby pomóc zapobiec następnym takim tragediom. Nie mówienie, jakim potworem jest matka Madzi, tylko refleksja nad tym, jakie czynniki wpłynęły na to, że takim potworem się stała.

      Usuń
  11. Prawda jest taka, że prawdę zna mama dziewczynki. To czy ja jej wierzę czy nie - nie ma jakby dla mnie większego znaczenia. Może kłamać, może mówić prawdę. Matki często sobie nie radzą z rolą matki i być może to była własnie taka chwila, w której sobie nie poradziła. Dziwi mnie fakt, że niejedna kobieta sobie nie radziła z wieloma sprawami podczas wychowania własnego dziecka, lecz tak łatwo ocenia zachowanie tej kobiety i to tragiczne zdarzenie. Piszę o kobietach, bo tak się składa, że wypowiedzi mężczyzn niewiele słyszałam. Dla jasności, nikogo nie próbuje bronić. Ale jeśli ktoś mówi, że nie chce dziecka i zastanawia się, czy go np. nie pozostawić w oknie życia, to to jest problem, który nie da się załatwić słowami 'dasz sobie radę, bo inni sobie dają, nauczysz się etc.'. Tak, dziwi mnie, że tak łatwo o tym opowiada mąż i teściowie. Nie bez znaczenia jest także fakt, że jest córką czynnego alkoholika. Domyślam się, że przeżyła niejedną w życiu tragedię. Nie każdy człowiek potrafi odnaleźć samego siebie, nie każdy potrafi żyć, gdy jakikolwiek uraz jest głeboki, bo życie to nie tylko potrzeby biologiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie jest to próba obrony, a próba zrozumienia. To, co można zrobić w tej sytuacji - to własnie próbować zrozumieć, co i dlaczego pokierowało tą kobietą.

      Myślę, że jednym z istotnych czynników mogła być presja pt. masz być matką i masz być dobra matką. A matkom wszak nie wypada mówić o frustracji, irytacji, niechęci do swoich dzieci (chociaż tak wiele kobiet je przeżywa). Nie mają prawa o tym powiedzieć, bo zaraz zostają ocenione i zaopatrzone w pakiet dobrych rad, takich jak wymieniłaś. Nie powinny ujawniać czegoś, co zachwieje idealnym obrazem macierzyństwa. Mitem.

      Usuń
    2. Dokładnie tak!
      Z uporem maniaka, jak mantrę, powtarzam - że jeżeli coś nie mieści się w mojej głowie, to wcale nie znaczy, że w innych głowach także ma się nie mieścić. To jest bardzo proste, wystarczy spróbować zrozumieć. Lub zamilczeć.

      Usuń
    3. Powiem więcej. To, co dziś nie mieści się w głowie, może zmieścić się kiedyś - za rok, za dziesięć lat, w gruncie rzeczy czas nie ma tu aż takiego znaczenia, jak doświadczenie i samoświadomość. Lubimy myśleć, że to, jak postępujemy wynika tylko i wyłącznie z naszego charakteru, naszych właściwości, a tymczasem wielokrotnie udowadniano, że okoliczności mogą wybierać za nas. Nie zawieszać oczywiście naszej mocy decyzyjnej, ale wpływać na zachowanie w sposób, jakiego po sobie czy innych nigdy byśmy się nie spodziewali.

      Niezwykły, chociaż dziś już należący do klasyki psychologii społecznej, eksperyment więzienny Zimbardo, podczas którego przypadkowo, losowo dobrani do grupy strażników uczestnicy zamieniają się w okrutnych i perfidnych katów. Czy dlatego, że byli źli? Nie byli, dobrano ich zupełnie losowo, równie dobrze mogli znaleźć się w grupie więźniów. Przerabialiśmy to na żywo obserwując doniesienia o poczynaniach amerykańskich żołnierzy w więzieniach (Guantanamo chociażby). Że nie wspomnę już o "banalności zła".

      W "odpowiednich" okolicznościach każdy ma potencjał kata. Jeśli temu przeczy - jest obłudny i ukrywa przed sobą niewygodną prawdę. Być może by jej nie zniósł, być może fakt, że ma w sobie ten straszny potencjał, spowodowałby, że dałby sobie przyzwolenie na jego użycie. Kto wie...

      W gruncie rzeczy, tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Dlatego moim zdaniem lepiej zapytać, co zdecydowało, że mama Madzi tak postępowała, niż tylko oburzać się i oceniać ją za to, co zrobiła.

      Usuń
    4. Często mówimy - ja bym tego na pewno nie zrobił z naciskiem na 'na pewno', a przecież nie możemy tego wiedzieć, bo dopiero w tej jednej sytuacji budzimy w sobie pewne, dla nas nowe zachowania. Są takie sytuacje, w których nie możemy przewidzieć własnego zachowania, bo po prostu nie znamy go, a nasza wyobraźnia nie jest na tyle rozwinięta, by przyszłość przewidywać, a co dopiero zachowania innego człowieka. Mówimy charakter to jedno, a wpływ czynników zewnętrznych to drugie. Nieprawda - jedno bez drugiego nie istnieje - jak w tym więzieniu. Przez całe życie podlegamy zmianom, bo na skutek zdobywanemu doświadczeniu. Te ostatnie czynniki za często są pomijane, jakby niedoceniane albo właściwiej marginalizowane. To nie my sami odpowiadamy za nasze zachowania, za skutki tych zachowań, lecz najczęściej pomija się czynniki wpływające na nas, bo łatwiej obwinić jednostkę, bo ona staje się jakby wypadkowej wielu czynników, które uruchomia w niej dana sytuacja. Jeśli czyn jest pozytywnie oceniony wówczas podkreśla się także zasługi innych, ale jeśli nagannie to wszyscy pośrednio winni usuwają się w cień, spuszczają głowy i zostawiają z problemem jednostkę, na którą przecież wpływali. Niech sama za całokształt odpowiadać. To jest takie 'ludzkie'!

      Usuń
    5. Bo to taka dość banalna prawda, że sukces (dowolnego rodzaju, zaliczmy tu także to, co nazwałaś pozytywnie ocenionym czynem) ma wielu ojców, do porażki nie przyznaje się nikt. Jednak to, co napisałaś obudziło moją obawę o rozmycie jednostkowej odpowiedzialności za swoje czyny. Każdy miał jakiegoś ojca i matkę i wychowywał się w jakichś tam warunkach. To oczywiste, że to nas ukształtowało. Ale w ten sposób można przesuwać granicę odpowiedzialności w nieskończoność: patologiczny ojciec matki Madzi też miał przecież jakiegoś ojca i jakąś matkę, a ci - swoich rodziców.

      Usuń
  12. "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem"-jak mają się te słowa do tego,co się działo w ostatnim czasie? Nijak.Wyszło,że same niewiniątka.A media jak zwykle-sępy.Piękne widowisko było i powoli się kończy ale będą następne.My będziemy mieli mieli o czym dyskutować na scenkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same niewiniątka. I nawet miśka przecież zanieśli... Poprzeżywalismy sobie, że hej, a teraz trzeba poczekać, co znowu się wydarzy, żeby sobie znowu poprzeżywać.

      ps. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale zmienił się system komentowania. Można odpowiadać na komentarze, bezpośrednio pod nimi. Ułatwia to zachowanie jakiegoś porządku dyskusji;)
      Możesz sobie wypróbować pod swoim poprzednim komentarzem :)

      Usuń
    2. Ech,nie zwróciłam uwagi :)zauważyłam,że maszyna zniknęła,a taka była śliczna :(

      Usuń
    3. Niestety, maszyna nieco przeszkadzała, zwłaszcza czytelnikom, którzy mają mniejsze ekrany, wszystko się rozjeżdżało.

      Usuń
  13. To możliwe, prawdopodobne, co więcej - BĘDZIE SIĘ ZDARZAŁO. Ludzie są coraz gorsi, coraz bardziej puści, nastawieni na hedonizm, egoistyczni i wygodni, bez zasad. Są i dobrzy, wartościowi, oczywiście, ale tamtych drugich jest coraz i coraz więcej.

    Może smędzę jak stary pierd na ławeczce pod blokiem, ale taką mam wizję przyszłości.

    P.S.
    Zarejestrowałam niedawno swoją rudą wredną piękność na kocim portalu i kogo tam widzę? Świat jest mały :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i inne straszne rzeczy się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać.

      ps. Moja kotka Mechatek jest tam felietonistką, a i ja piszę dla Świata Kotów artykuły. A wystarczyło przejrzeć działy dostępne na scenkach: między "kompletna prywata" a "znajomi podsłuchali i zobaczyli" jest co? Mechatki! :)

      Usuń
  14. A bo ja tak kukam od wielkiego dzwonu, dziobnę i polecę. Pewnie nawet widziałam ją wcześniej, ale oczywiście zapomniałam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w konkursie :) Ja niestety, będąc członkiem redakcji, mam wstęp wzbroniony na konkursy.

      Usuń
    2. Nie tenkju :))) Szans specjalnych nie mamy, bo przewaga głosowa jest za duża, ale to ogółem fajny portal jest, więc miło tam siedzieć. No i można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

      No wiesz, albo redakcja albo "zwykłe użytkownictwo". Nie można mieć wszystkiego, bo szłoby zwariować ze szczęścia ;)))

      Usuń
    3. Cóż, uczestniczę w konkursach u konkurencji :)

      Usuń
  15. Najpierw jest myślenie życzeniowe, a jak się nie spełnia, to jest "w głowie się nie mieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujęłaś to doskonale. I myślenie życzeniowe i wypieranie to mechanizmy obronne. Używany żeby nie zetknąć się z rzeczywistością. Ale rozpięcie między jednym a drugim musi generować sporo napięcia, może stąd te obelgi i agresywne oceny wobec obiektu, osoby, sytuacji, która je wywołuje - może są sposobem na poradzenie sobie atakujących ze sobą...

      Usuń
  16. Ludzie nawet sobie nie zdają sprawy z tego jakie rzeczy im się mogą pomieścić w głowach... o ile te rzeczy staną się normą. Oby nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam o zdolnościach adaptacyjnych człowieka. Człowiek jest w stanie przystosować się do wszystkiego, ale nie do wszystkiego powinien. Dla własnego i innych ludzi dobra. Kiedy jednak piszę o tym "nie mieści się w głowie" mam na myśli raczej zdolność do przyjmowania pewnych bardzo niewygodnych (eufemizm) informacji o tym, do czego jesteśmy zdolni.

      Usuń
  17. Mechanizmy obronne dotyczą psychiki każdego z nas. Wartościowanie tutaj moim zdaniem nie znajduje zastosowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wartościowanie czego? Tego, że każdy je ma? Oczywiście. Zwłaszcza, że zazwyczaj są nieświadome i nawykowe. Jednak można wśród mechanizmów wyróżnić takie, które służą do zniekształcania rzeczywistości i do tych własnie należy zaprzeczanie czy rozszczepienie, a je właśnie mogliśmy obserwować w pełnej krasie.

      Warto też pamiętać po co są mechanizmy obronne: dla ochrony przed wewnętrznymi konfliktami i dla zmniejszenia trudnych emocji, takich jak lęk czy poczucie winy. Dla ochrony siebie.

      Usuń
  18. Elu G-P, tak, o to mi chodziło. A co do zniekształcania rzeczywistości, to cały świat jest relatywny, nikt z nas nie widzi niczego takim, jakie to jest naprawdę.
    Mnie te sytuacja z Madzią kojarzy się raczej z jakimś zbiorowym onanizmem żalem, szokiem, sensacją. Dla mnie obrzyliwe były te tony maskotek w miejscu zakopania zwłok. Myślę, że zabawki przydałyby się bardziej w świetlicy środowiskowej, albo jakimś domu dziecka. No, tyle że nikt w telewizorni nie pokazał smutnych, zapłakanych dzieci z tychże przybytków.
    Przebrzmiał Smoleńsk, więc trzeba się było chwycić nowej tragedii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, na poziomie filozoficznym czy metafizycznym mogę się zgodzić, że mamy dostęp tylko do subiektywnego obrazu świata, a nie świata samego w sobie, więc mówienie o zniekształcaniu rzeczywistości jest jałowe, bo jest ona w naszym postrzeganiu zniekształcona z definicji. Ale tak skrajne podejście nie ma praktycznego zastosowania ani w codziennym życiu, ani w ujęciu nauk społecznych, takich jak psychologia czy socjologia, ani nawet w naukach ścisłych, bo wtedy jakiekolwiek poznanie byłoby niemożliwe. Kiedy piszę o mechanizmach obronnych, mam na myśli rzeczywistość na nieco mniej subtelnym poziomie niż metafizyczny ;)

      A że Polacy w swej masie lubią spektakle i zbiorowe psychodramy, to druga rzecz. Już ktoś tutaj (komentarz bezokularów) porównał medialny show wokół matki Madzi do średniowiecznych publicznych egzekucji. Tłum to lubi.

      Usuń
  19. Myślę, że z tej tragedii (konkretnie ze śmierci dziecka) media zrobiły kolejne bigbrotherowe show. Może to będzie brutalne co napiszę, ale Magda była w centrum tej opowieści tylko na początku, wtedy, kiedy uważano, że żyje i została porwana. Później zaczęła funkcjonować jako hitchcockowski mcGuffin - zainicjowała akcję i zniknęła. Jej śmierć przyćmił Nadworny Detektyw, matka, wcześniej ojciec. Później były znicze i miśki, pojawiały się listy do zmarłego dziecka.

    Dobrze, rozumiem taką formę autoterapii tłumu. Tylko czemu taka Magda nie może stać się pewnego rodzaju symbolem? Dlaczego jej śmierć nie może zainicjować czegoś, co będzie skierowane w żywych? Dlaczego ktoś z rządzących nie powie: widzę problem, takich mamMagd jest więcej. Nie dopuśćmy do kolejnych tragedii. Wszyscy wolą się skupiać na tym, co wybuchło z dnia na dzień - był huk, coś wyleciało w powietrze, ale za miesiąc wszystkie emocje opadną. I znowu zostaniemy z niczym. Znowu będziemy czekać na kolejną tragedię, by wraz z pielgrzymką płaczek udać się na miejsce zbrodni i postawić [*] na profilu zmarłej osoby na FB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gatunek ludzki nie tylko w czasach bigbrotherowych show ma wielką łatwość zapominania. I wielką potrzebę igrzysk. Madzia jednak nie powinna się stać żadnym symbolem, z symboli żywym dzieciom niewiele przyjdzie. Nie symbole tu są potrzebne, bo to kolejne zaproszenie do zbiorowych psychodram i infantylnych popisów żalu. Tu jest potrzeba osobista refleksja każdego z osobna: nad sobą i nad tym, co robi aby takich Madź było mniej. Robi coś? Nie? To niech się nie wygłupia z miśkami, listami i kwadratowymi nawiasami z gwiazdką.

      Długo czekać na kolejną Madzię nie trzeba było. Przedwczoraj w Gorzycach matka spaliła swoje dziecko zaraz po porodzie. W piecu. Sąsiedzi pewnie siedzieli przed telewizorem albo nad SuperExpresem użalając się nad Madzią i złorzecząc jej matce.

      Usuń
    2. Może użyłam złego słowa. Nie chcę tego dziecka wynosić na piedestał, tylko wskazać na fakt, że takich bezbronnych istot jest więcej. Właśnie o podjęcie jakiegoś działania mi chodzi. Pójście z kwiatkiem i świeczką na miejsce znalezienia zwłok nie jest wielkim wyczynem. Raczej jest to próba usprawiedliwienia siebie, tego, że nic nie zrobiłam, a tego typu rzeczy dzieją się tuż obok.

      Widziałam w tv jak jakiś dziennikarz podchodzi do kobiety, która stoi w tłumie - płacze. Dziennikarz w odpowiedzi na zadane pytanie słyszy, że "gdyby jego tutaj porąbali, to by nie płakała".

      Dlaczego tych złych emocji nie da się przetopić w coś dobrego? Zgięło dziecko - to tragedia, owszem - ale płaczem niczego nie wskóramy. Mamy tyle przykładów takich sytuacji (i teraz kolejny, ten przez Ciebie przytaczany) i dosłownie nic się w tym kierunku nie robi. Nikt nie troszczy się o matkę po porodzie, jest zostawiona sama sobie, jakiekolwiek przyznanie się do tego, że kobieta sobie nie radzi jest oznaką słabości, drwin ze strony społeczeństwa. Zamiast pomóc - jeszcze bardziej dołujemy. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że to nie jest tak, że jedne kobiety posiadają "powołanie do macierzyństwa" a inne nie. Podobno po porodzie wszystkie musimy się tego nauczyć. Jednym przychodzi to szybko, inne potrzebują więcej czasu. Czasami wystarczy pomoc osoby bliskiej, czasami trzeba udać się do specjalisty. Myślę, że sam problem np. depresji poporodowej jest bagatelizowany - bardzo często jest ona tłumaczona reakcją hormonalną organizmu na poród - mówi się, że każda kobieta tak ma, to normalne i to przejdzie. Jak widać, czasami nie przechodzi.

      Usuń
    3. Wiesz, żeby zatroszczyć się o matkę, trzeba dopuścić, pomieścić w głowie to, że kobieta może mieć trudność z odnalezieniem się w roli matki. Nie ma na to miejsca w świecie, w którym obowiązuje mit matki idealnej, natychmiastowego instynktu macierzyńskiego itp. Matki idealne przecież nie przeżywają negatywnych emocji wobec swoich dzieci, prawda?

      Usuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.