Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

26 maja 2016

17 Żegnajcie się z pomocą, aktywni, którzy tu wchodzicie

Ania* odbywa wizytę w Powiatowym Urzędzie Pracy w Swoim Mieście*. Miesiąc wcześniej zobowiązano ją do stawienia się w rzeczonym urzędzie w celu potwierdzenia swojego statusu, czyli takiego zapewnienia, że nie zrezygnowała z bycia bezrobotną. Ania kieruje się do pokoju 189* na pierwszym piętrze w celu aktywizacji zawodowej.

Wchodzi, odbywa się urzędowy small talk ("Dzień dobry, poproszę dowód", "Dzień dobry, dowód podaję") uzupełniony stukotem klawiatury, a następnie Ania zostaje uprzedzona o konieczności przeprowadzenia ankiety, której celem jest określenie jej możliwości i profilu zawodowego. Ania przystępuje do ankiety. Pytania ją porażają/jeszcze bardziej zaskakują/no słów jej brakuje, a w oczach zamiast źrenic pojawiają się czerwone pytajniki:

- Czy szuka pani pracy?
- Po co szuka pani pracy?
- Dlaczego zarejestrowała się pani jako bezrobotna?

Na podstawie tych oraz kilku innych pytań wyrocznia (czyli komputerowy system profilujący) określa jej profil jako aktywny i wyrzuca wróżbę, że przy takiej aktywności, Ania znajdzie pracę w trymiga. Nie wymaga zatem pomocy urzędu pracy oraz nie będzie jej się (w związku ze zdiagnozowaną porażającą aktywnością i zaradnością), należała pomoc w zakresie szkoleń, które PUP mógłby jej potencjalnie dofinansować.

Wbrew decyzji wyroczni Ania postanawia jednak zawalczyć o szkolenia i informuje panią urzędniczkę, że aktywnie pracy poszukuje od ponad pół roku i w związku z powyższym wspomniane "trymiga" jest, jak na jej gust, zbytnio rozciągnięte w czasie, a tymczasem ona chętnie nauczyłaby się mySQL czy innego Pythona.

Pani, w związku z wyraźnym niezadowoleniem Ani, uprzedza, że na własny wniosek może pogorszyć jej profil, co rzeczywiście otworzy furtkę do szkoleń. Należy jednak pamiętać, że szkolenie takie Ania może odbyć dopiero wówczas, gdy otrzyma zapewnienie od pracodawcy, że odbycie tego szkolenia da jej angaż. Mówiąc krótko, ma się ułożyć z pracodawcą, że jak już naciągnie PUP na kurs, to on ją zatrudni.

(opowiedziała i nadesłała Ania)



* Imiona, numery pomieszczeń oraz nazwy miejscowości zostały zmienione. Żeby jeszcze bardziej nie utrudniać.
przeczytaj całą scenkę - >

1 kwietnia 2016

11 Kości z Jana Chrzciciela

Oglądamy w telewizji program popularnonaukawy (licentia poetica) na temat badania kawałków Jana Chrzciciela, a konkretnie jego kości otoczonych kultem jako relikwie i znajdujących się w jednym z kościołów. Naukowcy chcą potwierdzić tożsamość Jana, poddając starożytne paliczki badaniom genetycznym, a w programie co i rusz pada pytanie: a co, jeśli uda się jednoznacznie stwierdzić, że akurat ta relikwia nie jest podrabiana i są to autentyczne szczątki Jana Chrzciciela? Dla duchownych zarządzających szczątkami wystarczającym dowodem jest kult, jakim są otoczone. Naukowcy chcą się jednak bardziej postarać i znaleźć dowód naukowy.

Poza rozbawieniem towarzyszącym mi podczas całego programu, pojawiają się u mnie dwie refleksje:

  • Co miałoby niby być jednoznacznym, naukowym potwierdzeniem tożsamości Jana Chrzciciela? Nawet, jeśli z paliczków uda się uzyskać w miarę dobrze zachowane DNA, to obawiam się, że może nie być go w żadnej nawet najlepszej policyjnej czy medycznej bazie danych. Stwierdzimy zatem jedynie, że istotnie, są to szczątki osobnika naszego gatunku. Można by jeszcze ewentualnie potwierdzić płeć, rasę, czy grupę krwi badanej osoby, ale z pewnością nie tożsamość.
  • Niepowetowaną stratą dla naukawych podstaw wiary jest w tym kontekście wniebowstąpienie Jezusa. W związku z wniebowstąpieniem nie dysponujemy bowiem ciałem, z którego można by pobrać próbkę i zbadać genotyp. Połowa chromosomów od matki, połowa od ojca (Ojca?). Zwłaszcza ta połowa od ojca mogłaby być w tym przypadku badawczo ciekawa. Czy badanie genotypu Boga byłoby obrazą uczuć religijnych?


przeczytaj całą scenkę - >

19 stycznia 2016

26 Jak zostałam lesbijką honoris causa

Wstęp

Jak się okazuje, zostać lesbijką jest łatwo. Ba, znacznie łatwiej niż sądzą ci, którzy obawiają się, że orientacja psychoseksualna jest zaraźliwa czy też jest kwestią postanowienia lub fanaberii. Okazuje się, że aby zostać lesbijką nawet tejże orientacji nie muszę zmieniać. Nadal żyję w trwałym (jak sądzę), nieformalnym (rzecz do rozważenia) i niesakramentalnym (i tak zostanie) związku z facetem. A jednak.

Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu. Moja przyjaciółka Gośka, czyli Rude de wredne, która też żyje w trwałym (trwającym nawet dłużej niż mój z Rafałem), nieformalnym (choć zawarły ślub w chmurach 1) ) i niesakramentalnym (bo jak?) związku ze swoją partnerką Ewą, zagadnęła mnie, czy nie wsparłabym akcji propagującej równość małżeńską dla osób nieheteronormatywnych (zagadnęła prościej, ale tak brzmi fachowo). Czyli tych wszystkich, którzy chcą zawrzeć ślub i korzystać z praw przysługujących małżonkom, ale nie mogą. Mimo tego, że bardzo się kochają, że normalnie płacą podatki i inne haracze do budżetu, nasze państwo traktuje ich jako obywateli drugiej kategorii. W jaki sposób?

Kilka przykładów

Między innymi w taki sposób, że mimo, iż żyją w trwałych, wieloletnich związkach nie mogą po sobie dziedziczyć tak, jak inne osoby z I grupy podatkowej (do I grupy podatkowej zalicza się najbliższą rodzinę, czyli małżonka/małżonkę, dzieci, wnuki, rodziców, dziadków, pasierba, zięcia, synową, rodzeństwo, ojczyma, macochę i teściów). Bo w świetle prawa nie są rodziną. Nie mają też prawa do renty czy zasiłku po zmarłej partnerce lub zmarłym partnerze. A za życia, chociaż są ubezpieczeni (patrz wyżej o płaceniu haraczy, czyli składek) nie otrzymają zasiłku z tytułu opieki nad członkami rodziny, gdyż „partner życiowy, z którym ubezpieczona/ubezpieczony nie zawarł/zawarła związku małżeńskiego jak i jego dzieci, nie należą jednak do tej grupy” 2), przy czym nie ma znaczenia fakt prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego. I tak dalej.

Nie rozumiem, w czym gorszy jest związek Gośki i Ewy od innych. Na przykład od mojego. Co prawda, my też po sobie nie moglibyśmy dziedziczyć, jak osoby z I grupy podatkowej i korzystać z innych uprawnień, ale jakbyśmy chcieli, to możemy pójść do urzędu i ten stan rzeczy zmienić, zamieniając 12 kocich łap na urzędowy akt ślubu. A Gośka i Ewa nie mogą. Mnóstwo innych osób (różne źródła różnie podają odsetek osób homoseksualnych w populacji, od 1-10%, przy czym homoseksualny to kategoria nieco węższa niż nieheteronormatywny 3)) też nie może.

A jakby tak jedna z nich zaszła w ciążę i urodziła dziecko? Wszak chęć posiadania potomstwa jest niezależna od orientacji. A potem wychowywałyby dziecko razem i znając Gosię i Ewę robiły by to wspaniale, choć tylko jedna byłaby mamą biologiczną? A ta jedna wzięłaby i potem umarła? Wszak wypadki chodzą po ludziach, również niezależnie od orientacji. Druga nie mogłaby tego dziecka normalnie przysposobić. Gdzie i do kogo by trafiło po kilku latach życia w kochającej rodzinie?

Nie rozumiem.

W związku z czym powiedziałam Gośce TAK.

Udział mój polegał na zrobieniu mi profesjonalnej sesji zdjęciowej, w której miałam być smutną kobietą, której umarła ukochana i która w związku z tym traci nie tylko miłość. ale i dom, w którym razem mieszkały. Zdjęcia miałyby się ukazać na stronie internetowej akcji, być może też w prasie i na billboardach.

6 powodów, które zadecydowały, że powiedziałam TAK:

  • POWÓD 1 - poczucie sprawiedliwości. Nie rozumiem, dlaczego Gosia i Ewa mają być traktowane gorzej niż inni obywatele. Nie domagają się przywilejów. Domagają się jedynie równego traktowania. Czy w związku z tym, że ich prawa są ograniczone, mogą łożyć mniej do budżetu? To pytanie retoryczne.
  • POWÓD 2 - empatia. Jestem sobie w stanie wyobrazić, jak może się czuć ktoś, kto nie może (choć chce) wziąć ślubu z ukochaną osobą. Nie może i już, bo tak. Bo pokochał/a osobę tej samej płci. Tak, jakby to była kwestia wyboru. Tak, jakby zabronić małżeństw rudym, leworęcznym czy brązowookim.
  • POWÓD 3 - próżność. Skusiła mnie możliwość posiadania pięknego zdjęcia wykonanego przez profesjonalnego fotografa. Mój partner, co prawda, też robi zdjęcia, ale chętniej niż ludzi fotografuje architekturę i przyrodę.
  • POWÓD 4 - lojalność. Bo Gośka to moja przyjaciółka. I będę stała po jej stronie nie tylko w dyskretnych kuluarach. W pełnym świetle też.
  • POWÓD 5 - konsekwencja. Skoro uważam, że tolerancja jest ważną wartością, powinnam tej wartości dać świadectwo.
  • POWÓD 6 - ciekawość. Bo to nowe doświadczenie. Bo mogę się przy okazji o sobie i ludziach czegoś dowiedzieć.

JUŻ CZAS
fot. Piotr Skubisz

(kliknij zdjęcie, aby powiększyć)

Ryzyko związanie z udziałem

Ryzyko? A tak. Uwzględniłam. Prowadzę przecież gabinet psychologiczny. Co będzie, jeśli moi pacjenci lub potencjalni pacjenci zobaczą moją fotkę na billboardzie i stwierdzą, że skoro wystąpiłam w takiej sesji, to pewnie chodzą do mnie lesbijki i geje, a może sama jestem lesbijką? Cóż...
  • Po pierwsze: jestem psychologiem. A jako psychologa obowiązują mnie zasady kodeksu etyki zawodowej psychologa. Stwierdzają one wprost:
    Psycholog powinien wykonywać swoje czynności zawodowe dążąc do osiągnięcia możliwie najwyższego poziomu swej pracy, bez względu na to, kto jest odbiorcą jego czynności i jaki jest jego osobisty stosunek do tej osoby czy osób. W szczególności intencja niesienia pomocy i staranność w wykonywaniu czynności zawodowych przez psychologa nie zależy od takich właściwości klienta, jak: pozycja społeczna, sytuacja materialna, poglądy polityczne, światopogląd i system wartości, rasa, narodowość i wiek, a także charakter problemów wymagających interwencji psychologicznej. 4) Uważam, że dotyczy to również orientacji psychoseksualnej. Nie różnicuję ludzi z wymienionych powodów, zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym; znajomych jednak wybieram starannie pod kątem zdolności do empatii.
  • Po drugie: Udział w akcji JUŻ CZAS 5) nie jest wykonywaniem czynności zawodowej. Jest czynnością jak najbardziej prywatną. A w swoim życiu prywatnym mam prawo mieć swoje prywatne poglądy i dawać im wyraz.
  • Po trzecie: Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA 6) czasami reklamuje się jako gabinet przyjaźnie zorientowany. Więc powinnam być konsekwentna, nieprawdaż? Tak, zdarzają się w moim gabinecie osoby z odmienną orientacją. Nie, nie leczę ich z ich orientacji. To nie choroba ani zaburzenie. W pracy terapeutycznej zajmuję się tym, co one uznają za problem i z czym się do mnie zgłaszają.
  • Po czwarte: Dlaczego nazwanie mnie „lesbijką” miałoby być obelgą? Jeśli już, to taką samą obelgą, jak nazwanie kogoś brunetką czy leworęczną.

Czego się dowiedziałam?

Kiedy już akcja ruszyła i strona internetowa została uruchomiona, to poooszło. Rzeczywiście dowiedziałam się o sobie i innych ludziach wielu rzeczy. Dowiedziałam się na przykład, że część komentujących zakłada naiwnie, że model jest tożsamy z rolą, którą odgrywa na zdjęciu. Podobnie jak wielu ludzi myśli, że w życiu prywatnym aktor jest taki sam, jak postać, którą grał w filmie. Więc założyli, że osoby ze zdjęć to same lesbijki lub geje, a taki fakt je obraża: „Te zdjęcia obrażają moje heteroseksualne uczucia. Co ja mam zrobić? Mamy wolność, czy może nie?7) Przykro mi, mylicie się, zakładając, że znacie orientację psychoseksualną modeli. Nie jest mi przykro, że moje zdjęcie też uraża wasze heteroseksualne uczucia. To wasz problem, nie mój.

Zadawano też pytania tego typu: „A ile się dostaje pieniędzy za działanie w tej kampanii ? Pytam poważnie" 7). Tu się muszę przyznać. Gośka postawiła mi przed sesją coca-colę z cytrynką. Więc ja dostałam za udział jakieś 4-5 złotych. Cóż, każdy sądzi po sobie, może więc nie wpaść na pomysł, że ktoś inny (na przykład ja) może coś zrobić jedynie dla idei i coli. Bo tak po prostu trzeba.

Pojawiły się też standardowe w takich sytuacjach komentarze obelżywe i poniżające. O zboczeńcach, chorych psychicznie, o tym, że "bycie gejem jest gorszące, zasmucające, przykre i nie dające się pogodzić ze zdrowym rozsądkiem, czy naturą" 8), o zgorszeniu i zagrożeniu ze strony homoseksualnego lobby. Dowiedziałam się że "demokracja dla ludzi nie dla chorych psychicznie jasne? jasne!" 8). Oraz, że takie osoby powinny zostać w domu, a nie się obnosić.

Zdawałam sobie wcześniej sprawę ze społecznej niechęci, a może nawet wrogości wobec osób LGBT. Ale udział w akcji po raz pierwszy w życiu uświadomił mi tak naprawdę skalę i emocjonalny wymiar tego, na co narażone są takie osoby. Przez lata. Przez całe swoje życie. Gosia, Ewa, P., T., K. i inni moi nieheteronormatywni znajomi. I jak wiele siły w sobie trzeba mieć, aby się nie załamać, zachować poczucie wartości i godności, czytając takie obelgi. Pal sześć, jeśli natykasz się na nie w internecie, ale czasami słuchasz takich opinii wypowiadanych przez tych, którzy powinni wspierać, na przykład od rodziny. Ile można bez uszczerbku słuchać, że to, kim się jest, "to jest chore, wynaturzenie, nienormalność" ? 8)

Tytuł scenki zainspirowany jest tytułem jednego z artykułów. 9) Czytając te komentarze, musiałam w odruchu zwykłej empatii utożsamić się z tymi, których obrażano. Weszłam w te buty tylko na chwilę, na zdjęciu, na czas akcji. Uświadomiłam sobie, jak trudne może być życie w świecie, który karze za bycie sobą i za bycie sobą każe się wstydzić.

A gdybym była lesbijką?

Przydatne linki:
1) Love is in the air! Gosia i Ewa 5 lat później
https://www.facebook.com/events/1519362051707299/
2) Zwolnienie lekarskie na opiekę nad osobą obcą
http://www.porady.egospodarka.pl/Prawo-pracy/9787-Zwolnienie-lekarskie-na-opieke-nad-osoba-obca.html
3) Ile jest osób homoseksualnych?
http://www.homoseksualizm.org.pl/ile-jest-osob-homoseksualnych/
4) Kodeks Etyczno - Zawodowy Psychologa
http://ptp.org.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=29
5) Strona akcji JUŻ CZAS
http://www.juzczas.com
6) Pracownia Pomocy Psychologicznej SALAMANDRA
http://ppp-salamandra.blogspot.com
7) Dziennikarka Newsweeka w kampanii wspierającej legalizację małżeństw jednopłciowych "Już czas"
http://media2.pl/reklama-pr/130423-Dziennikarka-Newsweeka-w-kampanii-wspierajacej-legalizacje-malzenstw-jednoplciowych-Juz-czas-foto.html
8) Już czas na małżeństwa jednopłciowe
http://stylzycia.newsweek.pl/juz-czas-na-malzenstwa-jednoplciowe-kampania-spoleczna,artykuly,375702,1.html
9) Polskie lesbijki ruszają z akcją „Już czas!”. Na co? Związki jednopłciowe!
http://www.papilot.pl/ciekawostki/32630/Polskie-lesbijki-ruszaja-z-akcja-Juz-czas-Na-co-Zwiazki-jednoplciowe.html
10) Doctor honoris causa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Doctor_honoris_causa
przeczytaj całą scenkę - >

11 listopada 2015

21 Deklaracja niepodległości

Moje doświadczenia, jako uczestniczki publicznych demonstracji, wieców, pochodów i innych imprez stadnych są w sumie niewielkie.

Brałam udział:

  • W Marszach Ateistów i Agnostyków (w Krakowie, dwa razy) - z powodów światopoglądowych;
  • W Zjazdach Apostatów (w Toruniu i w Warszawie) - z powodów, jak wyżej;
  • W demonstracjach frankowiczów (w Warszawie, trzy razy) - bo jestem frankowiczką;
  • W Paradzie Równości (w Warszawie, jeden raz) - bo chciałam pokazać solidarność z moją przyjaciółką lesbijką oraz zobaczyć tych strasznych zboczeńców z piórami w dupie, o których tyle słyszałam, ale niestety nie było tam takich, więc się rozczarowałam.
  • Aha, i dawno temu jeszcze w Marszu Żywych w Oświęcimiu, ale to jako dziennikarz, a nie uczestnik, co się chyba nie liczy. 
  • No i w szkole podstawowej w obowiązkowych pochodach pierwszomajowych (kilka razy).

Marsz Niepodległości 2014
Może to niewiele, ale jednak jakąś skalę porównawczą mam.

Na własne oczy widziałam również dwa Marsze Niepodległości w stolicy. Od razu tłumaczę, żeby nie być, broń Boże, posądzoną o czynne uczestnictwo - poszliśmy tam jako obserwatorzy, wyłącznie popatrzeć, porobić zdjęcia i dowiedzieć się więcej o „prawdziwym patriotyzmie”.

Dowiedziałam się na tyle dużo, że już wiem, że nie jestem „prawdziwą patriotką”, ponieważ nie wyrywam płytek chodnikowych i nie niszczę przystanków autobusowych w stolicy swojego kraju (wnioski z ubiegłego roku), ani też nie krzyczę: „Cała Polska śpiewa z nami, jebać Żydów maczetami”, nie wznoszę też zachrypniętych ryków: „Narodowy radykalizm, teraz, teraz, teraz” (wnioski z tego roku) oraz nie rzucam z mostów ogłuszających petard innym Polakom pod nogi (wniosek z obu lat).

Swoją ciekawość zaspokoiłam, ale pozostały 2 pytania:

  1. Dlaczego zachowania uczestników Marszów Niepodległości spowodowały, że określenie „prawdziwy patriota” kojarzy mi się z agresywnym chuliganem i gdyby ktoś mnie tak nazwał, potraktowałabym to jako obelgę?
  2. Dlaczego tylko podczas przyglądania się zachowaniom polskich „prawdziwych patriotów” towarzyszy mi lęk i autentyczne poczucie zagrożenia? A podczas innych demonstracji nie? Bo przecież chyba nie z powodu tych płytek chodnikowych, zwierzęcych ryków, petard i wyciągniętych w górę pięści, których na innych demonstracjach brakuje?

Pewnie to dlatego, że nigdy na miano „prawdziwej patriotki” sobie nie zasłużę. Nie tylko z powodu tych płytek, które zostawiam w spokoju. Z wielu innych powodów też.

Więc może od razu złożę donos na siebie samą i będziemy to mieli z głowy. Będziemy mieli jasność i nikt nie będzie musiał niczego znikąd wyciągać. Sama wyciągnę.
Oto 19 moich grzechów głównych.
Oto moja deklaracja z okazji Święta Niepodległości.

Oto powody dla których nie chcę być i nie będę „prawdziwą patriotką”.


  1. Jestem ateistką (nie wierzę w Boga/Bogów itp.)
  2. Nie chodzę do kościoła (wbrew pozorom to wcale nie jest tożsame z ateizmem, niektórzy ateiści chodzą, bo co powie rodzina).
  3. Mam nastawienie antyklerykalne (co oznacza, że nie chcę aby Kościół Katolicki wtrącał się w moje życie. Niech się wtrąca katolikom. I nie chcę, żeby wpływał na prawo, które będzie również mnie dotyczyć).
  4. Nie jestem dumna z tego, że urodziłam się w Polsce (jak również z innych spraw wynikających z przypadku lub genetyki, na przykład, że mam stopę o rozmiarze 36, zielone oczy, krzywą jedynkę z przodu).
  5. Jestem za prawem do aborcji (co nie znaczy że za aborcją - wytłumaczenie tutaj: http://scenki.blogspot.com/2011/07/nasz-syn-filipek-przyczynek-do-dyskusji.html).
  6. Jestem za in vitro.
  7. Jestem rozwódką, a moje małżeństwo było związkiem zupełnie niesakramentalnym, bo zawarłam je w USC i bez pomysłu na rozmnażanie się.
  8. Obecnie żyję na kocią łapę (w sumie 12 kocich łap), a więc również w związku niesakramentalnym i na dodatek uprawiam seks w celach zupełnie nieprokreacyjnych.
  9. Od 22 lat używam hormonalnych środków antykoncepcyjnych.
  10. Moja najbliższa przyjaciółka jest lesbijką
  11. Moim współlokatorem w akademiku była osoba transseksualna.
  12. Przez kilka miesięcy wynajmowałam mały pokój gejowi.
  13. Przez kilka lat wynajmowałam mieszkanie Niemcom, a z jedną Niemką się bardzo skumplowałam.
  14. Moja superwizorka jest pochodzenia żydowskiego.
  15. Mam wykształcenie wyższe magisterskie (co oznacza, że jestem obrzydliwym wykształciuchem).
  16. Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą czyli się samozatrudniam (co na pewno oznacza, że jestem wielkim przedsiębiorcą, oszustem podatkowym i kapitalistycznym krwiopijcą żerującym na narodzie).
  17. Mam kredyt we frankach, a więc jestem chytrym spekulantem, który się połasił, a teraz wyciąga łapę do państwa.
  18. Nie głosowałam na PIS (nie tylko w tych wyborach, ale w ogóle, nigdy).
  19. Mam 3 koty (a nie, teraz to akurat dobrze...)

Więcej grzechów nie pamiętam i za żaden z wymienionych nie żałuję.

ps. Może przynajmniej spróbuję zakończyć patriotycznie, żeby było widać, że przynajmniej się staram i próbuję:

Bób, homar i włoszczyzna!!!


Jakoś tak chyba wrzeszczeli?


przeczytaj całą scenkę - >

15 sierpnia 2015

23 Włos jako obiekt kultu

Okazuje się, że pisząc w scence Dama versus pokąsany młodzieniec o młodzieńcu ze „starannie wymodelowaną fryzurą, mającą sugerować korzystanie z usług stylisty włosów (bo przecież nie zwykłego fryzjera)”, dotknęłam zjawiska zmiany (dewaluacji?) znaczeń słów bardziej niż się spodziewałam.

To to samo zjawisko, które sklepy zebrane w jedno miejsce każe nazywać galeriami handlowymi, być może przez skojarzenie z wystawami, których jest tam mnóstwo. Galerie handlowe jakoś już przebolałam, z nieco większym trudem przyjęłam istnienie, a potem likwidację galerii mięsnej (mieściła się w Bielsku-Białej przy ul. Cieszyńskiej i przejeżdżając obok zawsze zastanawiałam się, czy organizowane są tam wernisaże wędlin, mięs i podrobów połączone z degustacją).

Czytelnik natchniony wspominaną wcześniej scenką o damie i młodzieńcu podesłał obrazek z tej samej serii.


Oto szyld skłaniający do poważnej refleksji: czy zamiecenie obciętego obiektu kultu zwykłą miotłą i wyrzucenie go do śmietnika nie zahacza już przypadkiem o obrazę uczuć religijnych?

(Kraków koło rynku Dębnickiego,
podesłał Andrzej)

przeczytaj całą scenkę - >

30 lipca 2015

16 Człowiek zmylony = człowiek upierdliwy

Iwona rano idzie do pracy. Obok hotelu na tablicy wisi afisz, więc Iwona się zatrzymuje i czyta. Kątem oka widzi, że przed wejściem do hotelu stoi kobieta i pali papierosa. Przechodzą dwie wiekowe damy i mówią: Nawet w ciąży pali! Kobieta odpowiada, że nie jest w ciąży. Na to one: To trza się odchudzać, a nie zmylać człowieka!

(Gliwice,
nadesłała Iwona)

ps. Dopisek w wiadomości od Iwony: Z afiszu nic nie pamiętam ;)


przeczytaj całą scenkę - >

22 lipca 2015

10 Wszędzie słoiki

Jadę Polskim Busem z Katowic do Warszawy. Autokar luźny, niemal wszyscy pasażerowie mają oba siedzenia dla siebie. Ja też i bardzo mi się to podoba.

Rzecz dzieje się w czasach, kiedy kursy z Katowic do Warszawy miały przystanek w Częstochowie, więc istnieje ryzyko, że ktoś się obok dosiądzie.

Owszem, w Częstochowie kilka osób wsiada, ale wszystkie kierują się na inne siedzenia: z przodu, z tyłu, ale na szczęście nie obok. Ufff, to oznacza, że do samej Warszawy dysponuję oboma fotelami, można się zdrzemnąć. Autokar rusza.

Niestety, jakieś dwadzieścia minut za Częstochową z fotela na samym przodzie ponosi się pańcia, która wsiadła w Częstochowie i coś tam mrucząc pod nosem, zaczyna się przemieszczać do tyłu, lustrując mijane siedzenia. To jedna z tych, które muszą zmienić miejsce: bo wieje, bo słońce świeci, bo za bardzo z przodu, bo za bardzo z tyłu albo bo coś tam.

Pańcia zatrzymuje się obok mnie i okazuje się, że tym razem chodzi o coś tam. Pańcia patrzy mi głęboko w oczy i pyta:

- Proszę pani, czy to miejsce jest wolne? Ja tam sobie z przodu usiadłam, ale tam się nie da siedzieć! Szeleszczą tymi torebkami, cały czas coś wyciągają z torby i się śmieją. Całkowity brak kultury! Pewnie jakieś słoiki jadą, tyle się teraz nazjeżdżało tego chamstwa. Prowincja i tyle! Zero kultury i inteligencji. Wszędzie te słoiki! Czy ja mogłabym się przysiąść tu obok?

Patrzę pańci głęboko w oczy i stwierdzam:

- Na pani miejscu bym uważała.
- Słucham?
- Bo wie pani, ja też się niedawno przeprowadziłam do Warszawy. Z Bielska-Białej. Prowincja i tyle.

Pańci natychmiast zmienia się mimika i ton:

- No, oczywiście nie wszyscy! Przecież, jak się ktoś do stolicy przeniósł, to musi być inteligentny! Czy mogę w takim razie obok pani?

Żałuję, że bardziej się nie postarałam i nie wykazałam, tak typowego dla słoików, całkowitego braku kultury.

przeczytaj całą scenkę - >

17 lipca 2015

30 Dama versus pokąsany młodzieniec

Jadę metrem do pracy. Naprzeciwko siedzi młodzieniec.

Młodzieniec ma starannie wymodelowaną fryzurę, mającą sugerować korzystanie z usług stylisty włosów (bo przecież nie zwykłego fryzjera), wsadzone w uszy designerskie słuchawki, mające sugerować kompletny brak zainteresowania otoczeniem (bo niby co otoczenie mogłoby mu zaoferować) oraz ciuchy mające sugerować wyprzedzanie najnowszych trendów (bo przecież nie naśladownictwo).

Wróć, poprawka - młodzieniec nie siedzi. Młodzieniec rozsiadł się w jądrowym rozkroku, mającym sugerować maksymalny luz i domyślnie wielkie rozmiary przyrodzenia, a sugerującym kompletne buractwo. Na skutek jądrowego rozkroku młodzieniec anektuje kolanami również sąsiednie krzesełka.

Na następnej stacji do metra wsiada drobniutka starsza pani. Wróć, poprawka - wsiada prawdziwa przedwojenna dama z pięknie ułożonym srebrnym koczkiem, w eleganckiej sukience i w smukłych pantofelkach na niewielkim obcasie. Dama siada obok młodzieńca, ale z powodu jego jądrowego rozkroku musi skromnie przycupnąć na fragmencie krzesełka nie zastawionym przez jego kolana.

Młodzieniec wpatruje się w przestrzeń i kiwa głową w takt muzyki ze słuchawek. Do rytmu tupie sobie nogą, trącając przy tym kolano damy. Mijamy dwie stacje.

Dama jakby nie zwraca uwagi na jądrowy rozkrok i trącanie, ale raz po raz zerka na młodzieńca. W końcu wyciąga wypielęgnowaną dłoń i lekko stuka go w ramię. Młodzieniec podskakuje i wyjmuje z ucha jedną słuchawkę:

Młodzieniec: Tak?
Dama (dźwięcznym, równie eleganckim jak ona cała, głosem): Ja bardzo przepraszam, ale to musiało pana bardzo boleć.
Młodzieniec: Słucham?
Dama: Jak pana pokąsało.
Młodzieniec: Słucham? Co mnie pokąsało?
Dama (dyskretnie wskazuje paluszkiem w stronę centrum rozkroku): Pewnie jakiś insekt. Szerszeń albo giez. Może to trzeba maścią z apteki posmarować, skoro aż tak bardzo spuchło?

Młodzieniec błyskawicznie składa kolana, zakłada słuchawkę i wyskakuje z metra, bo pociąg właśnie zatrzymał się na kolejnej stacji.

Ja: chichoczę.


Ps. Zawsze miałam ochotę zwrócić jakoś uwagę panom z jądrowym rozkrokiem, ale nie umiałabym zrobić tego z taką troską i elegancją jak przedwojenna dama.

przeczytaj całą scenkę - >

22 maja 2015

40 Redukcja dysonansu wyborczego

„Dysonans poznawczy to uczucie przykrego napięcia spowodowane informacją, która jest sprzeczna z naszym wyobrażeniem siebie jako osoby rozsądnej i sensownej; (…) określany też jako konsekwencja zaangażowania się w działanie, które jest sprzeczne z koncepcją siebie jako osoby przyzwoitej i rozsądnej” *

Warszawa, ul. Srebrna
Przyznaję: w I turze głosowałam na Bronka. Bo nie było opcji „żaden z powyższych”.

W wyborach prezydenckich głosowałam dotąd nieregularnie. W 2010 roku, po 10-letniej przerwie w korzystaniu ze swojego obywatelskiego prawa, dokonałam pewnego wysiłku związanego z wpisaniem się na listę wyborców (podobnie jak tym razem) i zagłosowałam na Bronka. Wtedy bez zażenowania, ale i bez większego entuzjazmu dla jego kandydatury. Moją główną motywacją była obawa, że prezydentem zostanie Jarosław Kaczyński. A Kaczyński i PIS dali się już wtedy poznać.

W II turze też zagłosuję na Bronka. Bo w tych wyborach w II turze do wyboru znowu jest Kaczyński, tyle że w przebraniu. Nie oszukujmy się, że Duda jest samodzielną postacią. Jest przedstawicielem PIS (polityka) i episkopatu (kwestie obyczajowe). Jest tylko maską Kaczyńskiego, do którego będzie dzwonić po instrukcje, tak jak wcześniej Lech.

Zagłosuję na Bronka z wielkim niesmakiem i obrzydzeniem, ryzykując sporymi kosztami psychologicznymi w postaci ostrego dysonansu poznawczego.

Dysonans poznawczy wywołuje uczucie dyskomfortu, pobudzając do podejmowania prób jego zmniejszenia.

Sposoby redukcji dysonansu poznawczego to między innymi:

- zmiana zachowania na takie, które jest zgodne z koncepcją siebie jako osoby przyzwoitej i rozsądnej - nie ma takiej możliwości, bo w II turze też nie ma na karcie wyborczej opcji „żaden z powyższych”, a nie mogę też pozwolić sobie na komfort niegłosowania z powodów estetycznych (a na taki pozwoliłam sobie w wyborach parlamentarnych w 2011 roku), bo wygra Kaczyński przemycony pod maską Dudy. Jeśli wygra Duda/Kaczyński, to trudno, ale głosując na Bronka będę wiedziała, że nie przyłożyłam się do tego w żaden sposób, zwłaszcza zaniechaniem.
- uzasadnienie swojego zachowania poprzez zmianę jednego z elementów poznawczych, np. przekonanie siebie, że tak naprawdę Bronek jest OK.

Warszawa, ul. Srebrna
Ludzie różnią się indywidualną odpornością na stan wewnętrznego napięcia wynikający z dysonansu poznawczego. Na szczęście ja znoszę je dość dobrze. Mając stosunkowo dużą tolerancję na dyskomfort związany z dysonansem poznawczym, nie muszę go sobie nerwowo redukować, przekonując siebie samą, że w gruncie rzeczy Bronek i PO nie są aż tak źli. Są.

Bronek nie zasłużył sobie na drugą kadencję, tak samo jak PO na miejsce w następnym parlamencie.

Ale ja też nie zasłużyłam - na prezydenta namaszczonego przez PIS.

* http://www.naukowiec.org/wiedza/psychologia/dysonans-poznawczy_2782.html

więcej z działu: polityczne

czytelnia


przeczytaj całą scenkę - >