Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

10 listopada 2012

45 Hall of infamy polskiego parlamentu

Kiedy w październiku zaczęłam myśleć o scence na temat głosowania posłów nad przekazaniem do dalszych prac projektu ustawy Solidarnej Polski, który zakazywałby aborcji w przypadku upośledzenia lub uszkodzenia płodu, scenka miała się zaczynać zupełnie inaczej.

Przeciwko odrzuceniu tego projektu w pierwszym czytaniu zagłosowało 207 posłów, a 30 wstrzymało się od głosu (w tym minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, którego postawie poświęcę niżej kilka zdań). Chciałam wtedy zacząć od zwrócenia uwagi na cynizm i niesmaczne poczucie humoru internautów, którzy zarzucili sieć obrazkami, na których zdjęcia z paraolimpiady opatrzone były komentarzami, iż wprowadzenie owego zakazu pozwoliłoby nam zdobyć więcej paraolimpijskich medali. Napisać, że nie doceniają wysokiej klasy moralnej naszych parlamentarzystów, którzy wystąpili w obronie wartości ich zdaniem najwyższej, czyli życia ludzkiego. (Dyskusja, od kiedy zaczyna się życie ludzkie i czy zarodek jest człowiekiem, to zupełnie osobny temat). Według owych posłów, zarodek jest człowiekiem i nawet upośledzony czy ciężko uszkodzony ma prawo do życia, a będącej z nim w ciąży kobiecie usuwać go nie wolno z racji na ową wartość nadrzędną wobec jej prawa wyboru.

Chciałam pochwalić wysokie morale posłów, którzy troszczą się o rehabilitację, leczenie i utrzymanie już urodzonych dzieci upośledzonych i niepełnosprawnych, dbając o finansowanie tych zadań ogromnymi kwotami z budżetu. Wszak znani są z zaciętej, wieloletniej walki o polepszenie jakości życia dzieci niepełnosprawnych oraz upośledzonych i oczywiście osób dorosłych, którymi potem owe dzieci się stają. To dzięki tym parlamentarzystom istnieje przecież doskonały system opieki nad niepełnosprawnymi, wszechstronna pomoc dla rodziców, rewelacyjne warunki do codziennego życia, a także dostęp do specjalistów i najnowocześniejszych metod rehabilitacji. Nie schodzą z mównic sejmowych, wciąż interpelując o więcej środków na te (jakże dla nich ważne) cele.

A jeśli w budżecie tych środków nie udaje się znaleźć, to kierując dżentelmeńską zasadą „Połóż swoje pieniądze tam, gdzie kładziesz swoje słowa”, posłowie owi sami finansują wszystkie potrzeby już urodzonych dzieci niepełnosprawnych i upośledzonych. Chciałam wtedy zamieścić na scenkach listę nazwisk owych 207 posłów, aby rodzice dzieci urodzonych na skutek ich głosowania mogli się zwrócić do nich o pomoc i otrzymać ją bez problemu.

Obrazkowe kpiny internautów są zatem w tym kontekście całkowicie nie na miejscu. Nieprawdaż? Moje zresztą też i najprawdopodobniej wynikają z zasadniczych różnic w wyznawanej hierarchii wartości. Dla posłów najwyższą jest życie, dla mnie natomiast znaczenie ma też jakość życia, stąd moje złośliwe i niezrozumiałe wymagania, aby ową jakość już urodzonym zapewnić, a nie tylko walczyć, aby się urodzili, nie wspominając o absurdalnych oczekiwaniach, aby posłowie postępowali jak dżentelmeni.

Tak ta scenka (mniej więcej) miała wyglądać i wraz z listą posłów nosić ironiczny tytuł „Hall of fame”. Jednak minęło trochę czasu. Mamy listopad. Ja zdążyłam się dowiedzieć, że niesmaczne żarty internautów o skutkach zaostrzenia przepisów aborcyjnych dla statystyk medalowych na paraolimpiadach były raczej parafrazami wypowiedzi Zbigniewa Ziobry („Gdyby realizować postulaty środowisk, które sprzeciwiają się ochronie życia, to znaczna część sportowców na paraolimpiadzie nie miałaby prawa zdobywać medali, bo byłyby wszelkie podstawy, by to życie przerwać”), projekt Solidarnej Polski odrzucono, również głosem ministra Jarosława Gowina (o którym nie bez powodu wspominam po raz drugi), a poseł Artur Górski się wypowiedział.

Zacznijmy od Gowina. W pierwszym głosowaniu nad projektem zaostrzającym przepisy aborcyjne wstrzymał się od głosu. W drugim głosowaniu był za odrzuceniem. Zdumiałam się. Gowin? Jarosław Gowin? Ten konserwatywny Jarosław Gowin? Jak to? Minister Gowin wyjaśnił: „Będę głosował za odrzuceniem projektu, chociaż doskonale rozumiem i podzielam argumenty moralne, które przemawiają za tym, żeby chore dzieci nie padały ofiarą aborcji. Ale czym innym są przekonanie moralne, a czymś innym kompromis polityczny”. Aha. Rozumiem.

Ja się mogę z posłem Gowinem w kwestiach zasadniczych nie zgadzać (i się nie zgadzam), ale mogłabym go szanować przynajmniej za bezkompromisowość i konsekwentne postępowanie zgodnie z wyznawanymi poglądami. A wobec powyższego z przyjemnością będę cytować te słowa, kiedy będzie znów udawał, że kieruje się czymkolwiek innym niż względy polityczne, na przykład jakimiś wartościami.

Posłowi Arturowi Górskiemu, twierdzącemu, iż kobiety powinny rodzić dzieci pochodzące z gwałtów, przyznaję z kolei miejsce honorowe w scenkowej „Hall of fame”. Jak rozumiem, z przyjemnością zajmie się on tymi dziećmi, a zwłaszcza zapewni im specjalistyczną opiekę psychologiczną, wiedząc jak wielką traumą jest doświadczenie odrzucenia przez własną matkę i jakie ma konsekwencje dla funkcjonowania człowieka. Ale ja tu znowu o jakości życia, a nie o życiu w sensie biologicznym...

No chyba, że poseł zakłada, że wszystkie zgwałcone kobiety będą chciały wychowywać i pokochają dzieci pochodzące z gwałtu, bo przecież (cytaty z posła Górskiego):
- „(...) każde dziecko jest wielką radością i wielkim skarbem.”
- „(...) ta "furtka aborcyjna" wciąż pozostaje. Trzeba ją zlikwidować, a kobiety, które zaszły w ciążę w wyniku czynu zabronionego, powinny być objęte szczególną opieką państwa, pomocą psychologiczną i finansową.”


Posła Górskiego zachęcam do wizyty w najbliższym domu dziecka, gdzie pozna wiele takich skarbów (może to dla posła Górskiego niewyobrażalne, ale wiele z nich rodzice odrzucili, chociaż nie pochodzą z gwałtu) oraz odkładania pieniędzy na opiekę nad zgwałconymi kobietami zmuszonymi do rodzenia i dziećmi, które się w związku z tym urodzą. „Połóż swoje pieniądze tam, gdzie kładziesz swoje słowa”.

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

45 komentarzy:

  1. długo myślałem ,czy skomentować twój artykuł,bo temat chyba przerabiam dłużej. Będąc na 5 roku studiów ( a było to już w teoretyczne "normalnych czasach(chyba 91 lub 92) medialnie padł pomysł o wprowadzeniu ustawy antyaborcyjnej. Ktoś na uczelni wpadł na pomysł, aby zaprotestować przeciwko zmianie ustawy i wywiesił listę protestu przeciwko głupim pomysłom ;z prośbą o podpisywanie tej listy.
    skracając z 40 ludzi na roku , z czego większość
    deklarowała zgodę na aborcję w tej "starej formie
    ustawowej" listę podpisały 2 słownie dwie osoby
    Nigdy nie byłem "fanem"aborcji ;ale zawsze wychodziłem z założenia ,że największą wolnością jest WYBÓR i o to w tym wszystkim chodzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielokrotnie podkreślałam, że jestem przeciwniczką aborcji. Nie uważam jej za rozwiązanie dobre dla kogokolwiek. Ale jestem również zwolenniczką prawa do samodzielnego dokonywania wyboru w takich sytuacjach. Zgodnie z tym, co bodajże Agnieszka Graff powiedziała: jesteś przeciwnikiem aborcji? To jej sobie nie rób.

      Jak widać, jest problem nie tylko z położeniem pieniędzy tam, gdzie kładzie się swoje słowa, ale i położeniem podpisu na liście protestu.

      (oraz podpisaniem swojego komentarza)

      Usuń
    2. ależ ja się podpisałem - nigdy nie ukrywałem swoich poglądów - jestem przeciwnikiem penalizacji aborcji wojtek smolarek

      Usuń
    3. Teraz już się podpisałeś. Dzięki :)

      A co do całej reszty, to jesteśmy zgodni ie od dziś.

      Usuń
    4. dokładnie tak... "złe? to nie rób"...
      pamiętam pewien swój romans z czasów studenckich /obowiązywała wtedy jeszcze poprzednia ustawa/... panienka była wojującą "prolajferką" /tak by się to teraz nazywało/, próbowała mnie nawracać na różne sposoby, na przykład uparcie zapuszczała mi jakiś punkowy kawałek o "matkach zbrodniarkach"...
      romans się zakończył, bo "wielka miłość" to nie była, a po niedługim czasie panna przyszła do mnie, bo "chyba jest problem"... szybko doszliśmy do konsensusu, zrzuciliśmy się po połowie i było po problemie...
      byłem na tyle taktowny, by nie robić aluzji na temat jej zmiany poglądów...
      bo taka jest prawda... ludzie są "mądrzy" jeśli chodzi o innych, ale jak przychodzi co do czego i samych ich coś dotyka, kończy się cała "mądrość", zaczyna realizm...

      Usuń
    5. I wtedy widać, jakimi kto naprawdę wartościami się kieruje, a nie tylko o jakich krzyczy.

      Usuń
  2. Posłom polecam obejrzenie "Sensu życia wg Monty Pythona",szczególnie "Cud narodzin" i jakąś refleksję.Optymistka ze mnie... tak, wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nigdy nie byłem "fanem"aborcji ;ale zawsze wychodziłem z założenia ,że największą wolnością jest WYBÓR i o to w tym wszystkim chodzi"
    i ja się podpisuję.
    bardzo mnie cieszy, że taka scenka tu sie pojawiła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie cieszy. W ogóle nie powinno być tematu. A jeśli już to w formie debaty, a nie prawa narzucanego przez episkopat i panów posłów.

      Usuń
  4. Żywię głęboką niechęć i pogardę do kobiet usuwających ciąże, nie w sensie personalnym, a ich człowieczeństwa. Niezależnie od deklarowanych, czy faktycznych przyczyn aborcji. Jednocześnie nie uważam, żeby państwo mogło rozstrzygać, kiedy i czy aborcja jest dozwolona prawem, a kiedy nie. Każde tu rozgraniczenie jest do końca nikczemne etycznie i nie do zaakceptowania dla tych, którzy są zdania, że prawo stanowione nie powinno aprobować czynienia zła. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest pozostawienie tej kwestii wyborowi ludzi.
    Swoja drogą, kiedy już wyskrobiemy wszystkie płody, uśpimy starców, pójdziemy na piwo, grilla, albo do łózka to będzie pięknie, Boże, jak pięknie!

    Jeszcze jedno. Opiekę nad dziećmi powinna zapewniać rodzina, a nie państwo. Państwo ma tylko stwarzać warunki do realizacji potrzeb rodziny, albo ja zastąpić kiedy z przyczyn losowych jej zabraknie.

    Gowin jest zawodowym politykiem, a nie moralistą. Nie można sensownie i z pożytkiem w sensie efektów wykonywać pracy polityka unikając kompromisów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzamy się zatem. Ja również uważam, że takiego wyboru powinni dokonywać ludzie. Każdy samodzielnie, w zgodzie ze swoim sumieniem. Nie biskupi, posłowie, działacze i inni za niego. Każdy, a właściwie każda - sam.

      Nie wiem, czy będzie pięknie, kiedy stanie się to, co opisałeś. I nie wiem dlaczego chcesz usypiać starców i skrobać cudze płody. Jeśli chodzi o aborcję, to decyzję powinna podjąć kobieta (zapomniałeś chyba, że część chce dzieci, a kwestia usunięcia dotyczy tych, które nie chcą), a w przypadku eutanazji osoba pragnąca umrzeć. I tylko ona.

      Owszem, opiekę nad dziećmi powinna zapewniać rodzina. Nie powinno być biedy, ludzie powinni zachowywać się przyzwoicie, a parlamentarzyści być ludźmi honoru. To sytuacja idealna. Dobrze wiesz, że tak nie jest. Nie wszystkie rodziny zapewniają opiekę dzieciom (i nie chodzi tu o środki finansowe), istnieje bieda, wielu ludzi to dranie, a naszym posłom do honoru bardzo daleko.

      Brawo! Gowin jest politykiem! Tylko dlaczego udaje ideologa? Dlaczego z takim zapałem głosi hasełka, których sam nie popiera? Dlaczego innych zmusza do wybierania zgodnie z jego stanowiskiem, którego nawet on sam własnym głosem poprzeć nie zechce, jak mu się to nie będzie politycznie opłacało? Pytania są retoryczne. To po prosty cyniczny gracz, a nie bezkompromisowy ideolog, za jakiego pragnie uchodzić.

      Polecam lekturę jego dramatycznych wypowiedzi o in vitro. Jak widać, krzyk zamrażanych blastocyst, który dręczy go po nocach, ucicha, gdy Gowin wypatrzy w tym korzyści polityczne.

      Usuń
    2. Z przyczyn fundamentalnych światopoglądowych jestem skończonym i zupełnym przeciwnikiem aborcji, eutanazji i sztucznej inseminacji. Przecież jednak nie mam zamiaru narzucać innym ludziom swoich norm i zasad. Wystarcza mi trud wychowania swoich dzieci. Ludzie po prostu są wolni w swoich wyborach i ponoszą ich konsekwencje. Np. więzienia i wszystkie pola hańby pełne są ludzi korzystających z przyrodzonego prawa do wolności decyzji czynu.

      Wiesz, Gowin to nie jest osoba z mojej bajki. Cała zresztą PO to horda hołoty dążącej wyłącznie do sprawowania władzy i czerpania płynących z tego profitów. Uważam, że tylko państwo liberalne może zapewnić osobom i społecznościom rozwój i spełnienie w zgodzie z ich pragnieniami i dążeniami.

      Usuń
    3. Każdy ma prawo być zwolennikiem i przeciwnikiem czegokolwiek, dopóki nie próbuje siłą narzucić swoich poglądów innym ludziom, a po prostu jest im wierny w swoim życiu. Jak rozumiem nie masz zamiaru robić sobie aborcji, nie poddasz się eutanazji i nie pozwolisz się zapłodnić wprowadzonym sztucznie do Ciebie nasieniem (bo to jest sztuczna inseminacja) ani też swojego nasienia nie udostępnisz, aby jakaś kobieta mogła sobie taką inseminację wykonać. I OK. Twoje życie, Twoje wybory.

      Problem w tym, że polscy parlamentarzyści, w przeciwieństwie do Ciebie, swoje zapatrywania na te i inne kwestie (na przykład in vitro - nie mylić ze sztuczną inseminacją!) narzucić osobom, które ich nie podzielają.

      Usuń
    4. Polscy parlamentarzyści i polski rząd to efekt politycznych decyzji Polaków. Fakt, że ten efekt powoduje smutek i pewien niesmak.

      Co zaś do Twojej dygresji. Problem aborcji dotyczy mnie bezpośrednio poprzez moich najbliższych, z którymi łączy mnie wspólnota codzienności i losu, a zatem odczuwania, współodczuwania i decyzji. Mam duży szacunek do matki, że jestem, a do córki, że mam wnuka. Natomiast to, co o praktykowaniu aborcji myśli mój sąsiad, czy sąsiadka nic, ale to nic mnie nie obchodzi. Chcę jednak, żeby o moim zdaniu na ten temat wiedziano, bo mnie ono określa w szerokim wymiarze dotyczącym kwestii fundamentalnych dla wymiaru mojego człowieczeństwa.

      Usuń
    5. Ja się do wyboru tych (p)osłów nie poczuwam. byłam na tyle zniesmaczona, że do wyborów nie poszłam.

      Wiesz, mnie obchodzi, co ludzie myślą. Jak myślą. jak uzasadniają swoje poglądy. Czym się kierują. Mnie to po prostu ciekawi.

      A kiedy zaczynają oczekiwać, że ja będę myślała albo postępowała tak, jak oni by chcieli - to się irytuję.

      Usuń
    6. Słusznie. Jeśli nie chce się trwać w permanentnej frustracji i zgorzknieniu, czy wręcz depresji, oczekiwania wobec świata ludzi, którym zazwyczaj i tak rządzą prawa entropii, warto kierować do siebie. Tu przynajmniej można działać oczekując skutku.
      Ciekawość tak, jej brak w relacjach z rzeczywistością oznacza przecież głupotę, czy jakie zidiocenie :) Chociaż jakby coraz częściej spotykam ludzi, dla których jedynym marzeniem jest nakryć się tabletem i doczołgać na cmentarz.

      Także nie głosowałem :)

      Usuń
    7. Powodem Twojego niegłosowania również było zniesmaczenie czy coś innego?

      Usuń
    8. napisał Czarek Samuel: "Żywię głęboką niechęć i pogardę do kobiet usuwających ciążę"...
      i okay to jest... Cz.S. czuje to, co czuje...
      ja akurat nie czuję ani niechęci, ani pogardy do tych kobiet, nie widzę żadnego powodu, by nimi pogardzać... czuję to, co czuję...
      czyli co jest kompromisem prawnym?... na pewno nie jest nim obecna ustawa, która narzuca jednym to, co mają czuć inni...

      Usuń
    9. errata... powinno być: "nie jest nim obecna ustawa, gdzie jedni narzucają drugim, co mają czuć"...

      Usuń
    10. Nigdy nie brałem udziału w żadnym głosowaniu wyborczym w Polsce, w sumie to nie moja sprawa.
      Nie z mojego wyboru, nie z mojej decyzji. Kiedy miałem dziewięć lat (1969) pozbawiono mnie obywatelstwa polskiego i wygnano z Polski, z przyczyn rasowych. Urazy do struktur Państwa Polskiego są nadal zbyt znaczące.

      Usuń
    11. @pkanalia - O tym własnie chciałem napisać. Tej kwestii nie można uregulować prawem stanowionym, bo dotyczy sfery światopoglądu i tożsamości etycznej ludzi. Nie wolno zmuszać ludzi prawem do kompromisów ze swoim sumieniem.
      Polecam niemieckie prawo, które dopuszcza aborcje, ale po zyskaniu pewności, że kobieta decydująca się na nią wie, co czyni.

      Usuń
    12. Tylko, że w Polsce ustawodawcy nie tylko kobiety, ale i wszystkich obywateli traktują jak nierozumne, niegrzeczne dzieci, którym trzeba powiedzieć, co jest dobre, a co złe. Bez konsultowania z nimi.

      Usuń
  5. Ela, to było mocne i mądre podsumowanie tej hipokryzji, z którą mamy do czynienia w sprawie aborcji. Nie mam nic do dodania prócz tego, że powinno to przeczytać jak najwięcej ludzi i się nad tym pochylić w zadumie. I wyciągnąć wnioski. Udostępniam na FB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa wnioski, jakich oczekiwałabym od parlamentarzystów to:
      1) Finansujcie skutki swoich politycznych decyzji, zmuszających ludzi do życia zgodnie z wasza wizją;
      2) lub pozwólcie im żyć zgodnie z własnymi sumieniami.

      Usuń
  6. Bezkres hipokryzji na temat prawa do aborcji w Polsce to jest jakaś magma nie do przejścia.
    Jestem przerażona tymi idiotyzmami o obowiązku kochania dzieci przez zgwałcone kobiety i żadnymi kolejnymi działaniami dla urodzonych już dzieci z gwałtu.
    Podobnie o tym, czy jest w stanie urodzić i wychować dziecko niepełnosprawne powinni decydować rodzice, bo to na nich, a nie na państwie będzie spoczywał trud wychowania i utrzymania.
    Pomoc naszego państwa nawet dla zwykłych rodzin jest bliska zeru, a co dopiero dla tych chorych dzieci i upośledzonych dorosłych.
    Państwa nie stać - powiedzą politycy.
    Dlaczego więc żądają od obywateli, których nie stać, podejmowania decyzji, na które nie stać państwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie to każdy sam powinien decydować o tym, jak chce żyć. W tym konkretnym kontekście, czy chce czy nie chce urodzić niepełnosprawne lub pochodzące z gwałtu dziecko i je wychowywać. Bo nikt inny tego za niego nie zrobi. No chyba, że zrobi, ale wtedy wracamy do „Połóż swoje pieniądze tam, gdzie kładziesz swoje słowa”.

      Usuń
  7. Typowa wypowiedź przedstawicielki cywilizacji śmierci:) Ignorująca prawdę objawioną, zgodnie z którą najwyższym dobrem w ludzkim życiu jest cierpienie/ które wywołuje traumę, potrafi zniekształcić osobowość, ale podobno też uszlachetnia;) Oczywiście w mniemaniu tych, którzy tak wielkiego cierpienia nie doświadczyli.
    Współczucie i troska o upośledzone dzieci, skazane na nieuchronną śmierć, bywają wygodne z bezpiecznej odległości. W razie czego zawsze można przekazać jakieś pieniądze, przekonać o swoim wsparciu, ewentualnie zrobić sobie z nimi wzruszające zdjęcia. W mediach fajnie to wygląda.
    Antydogmatyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje wiemy, że nie o troskę akcyjną chodzi. Ale taka jest lepiej widoczna, lepiej się sprzedaje i można nią walić innych po oczach, jak cepem.

      Usuń
  8. Sprowadzenie dyskusji na temat aborcji do kwestii ideologii czy "wartości" jest postawieniem sprawy na głowie. Wiele osób, które są przeciwne zaostrzaniu ustawy wcale nie uważa, że aborcja jest czymś dobrym. Ale zaostrzanie ustawy przy jednoczesnym sprzeciwie wobec wszelkich form antykoncepcji i edukacji seksualnej jest moim zdaniem przejawem albo skrajnej głupoty albo skrajnej hipokryzji.
    Taką hipokryzję można często zobaczyć w działaniach osób, które publicznie i ostentacyjnie głoszą wierność "wartościom" w celu pokazania, że są ludźmi lepszymi (bardziej prawymi bądź bardziej bogobojnymi) od innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być jeszcze trzecia opcja obok skrajnej głupoty (przy czym głupotę traktuje tu jako bezmyślność) i skrajnej hipokryzji- braku wiedzy na dane tematy- tej porządnej, a nie po łebkach (typu "ciało kobiety odrzuca ciążę z gwałtu", czy jakoś tak).

      Usuń
    2. Ja myślę, że jest to po prostu kwestia polityczna - temat zastępczy na który rzucą się głodne sensacji media. Poza tym, jak ultra-prawica godzi całkowity zakaz aborcji z żądaniem przywrócenia kary śmierci? To nie jest hipokryzja, to czyste polityczne skurwy*** i żerowanie na naiwności ludzi. Zarówno koalicji jak i opozycji jest to na rękę, bo tematy takie jak stan gospodarki, bezrobocie, infrastruktura drogowa nie są nagłaśnianie. Niestety nie jesteśmy jeszcze (i nigdy nie będziemy) społeczeństwem obywatelskim, dla którego aborcja, eutanazja to sprawy w których można dojść do konsensusu.

      Usuń
    3. Zgadzam się z GHZ, tym bardziej, ze przecież gromkie wycie na temat mediów i polityków nijak nie przekłada się na decyzje kobiet. Trzeba tez pamiętać, że obowiązujące w Polsce prawo aborcyjne nie jest przestrzegane.
      Są tylko dwie bariery aborcji: etyczna i finansowa. W żadnym razie prawna.
      Zbyt dosadnie część ludzi żyje w rzeczywistości medialnej, dają sobie wmówić, co dla nich jest ważne, a co nie jest.
      Prawo stanowione ma w zasadzie tylko dwie opcje: jak w Irlandii - całkowity zakaz aborcji, albo zupełna wolność do niej. Każde inne rozwiązanie jest przejawem skrajnej hipokryzji.

      Usuń
    4. ad Czarek Samuel K.) Oczywiście, że prawo aborcyjne jest w Polsce martwe. Kobiety, które chcą dokonać aborcji i tak to zrobią. Albo za granicą, albo drastycznymi sposobami rodem z ubiegłych wieków.

      ad GHZ) Nie wiem, czy w sprawach światopoglądowych można dojść do konsensusu. Wolałabym raczej, aby każdy mógł pozostać przy swoich poglądach i dokonywać samodzielnych wyborów. Konsensus można natomiast wypracować odnośnie prawa obowiązującego w kwestiach zahaczających o kwestie aksjologiczne, a przez to kontrowersyjne.

      ad Kolega Maupa) Sprowadzenie dyskusji o aborcji (a także o innych kwestiach kontrowersyjnych, np. eutanazja, in vitro) do jednego wymiaru - jakiegokolwiek - jest zbytnim uproszczeniem. Czy będzie to wymiar biologiczny, czy prawny, czy aksjologiczny.

      Uważam, że wybory dotyczące np. aborcji mają wymiar aksjologiczny, związany z wartościami, jakimi się ludzie dokonujący owych wyborów kierują. Dotyczy to zresztą wszelkich wyborów życiowych, bardziej ważkich niż, co zjeść na śniadanie. Bo w sytuacjach podejmowania życiowych decyzji do różnorodnych motywacji dochodzi do głosu również nasza hierarchia wartości i to nie ta deklarowana.

      Usuń
    5. ad Ela G-P
      W każdej sprawie można dojść do konsensusu, wystarczą tylko chęci obu storn: od redukcji broni atomowej do wyboru dania głównego. Jeżeli prawo pozwala na wybór, to masz racje - każdy powinien dokonywać ich samodzielnie i zgodnie ze swoim światopoglądem. Zdrowy rozsądek nakazuje nie potępiać kobiety która dokonuje aborcji ponieważ zaszła w ciąże poprzez gwałt. Analogicznie, nie należy także potępiać jej decyzji o urodzeniu dziecka. Nic tak nie budzi politowania i zażenowania, niż "wielcy obrońcy moralności" oraz "etyczni liberałowie" którzy wciskają się w prywatne dramaty zwykłych ludzi. Uważam, że my, jako społeczeństwo nie powinniśmy występować w roli "sędziego" w tak trywialnych dla ogółu sprawach(trywialnych w sensie: decyzja o aborcji np pani Nowak z Gdańska nie wpływa na Twoje życie czy moje życie). Media namieszały ludziom w głowach, nagłaśniając takie tematy, wmawiając ludziom, iż sprawy aborcji dotyczą wszystkich ludzi w tym kraju. A to jest nieprawda. W efekcie każdy ma (przekłamane przez media) zdanie nt. aborcji które jest mu tak potrzebne w życiu jak pingwinom deskorolki. To tak jakby wszyscy zapomnieli, że to właśnie dzięki rozwojowi medycyny rodzi się więcej zdrowych dzieci niż chorych.

      Usuń
    6. Rozumiem, co masz na myśli. Chodzi ci o konsensus praktyczny, uzgodnienie postępowania i reagowania. Ja miałam na myśli raczej zgodność poglądów, której osiągnąć się nie da.

      Niemniej jednak uważam, że tak, jak każdy ma prawo sam decydować i wybierać zgodnie z wyznawanymi przez siebie poglądami, tak i każdy ma prawo ów wybór ocenić zgodnie z wyznawanymi przez siebie poglądami. Doprecyzowując: nawet, jeśli czyjś wybór uważam za zły lub głupi nie mam prawa mu go odbierać i zakazywać.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że usunęłaś ten komentarz. Bo mnie również bardzo się kojarzy w tym kontekście konserwatywny poseł, który wielkim przeciwnikiem aborcji jest, a na pytanie dziennikarki, czy gdyby kobieta z jego rodziny musiała dokonywać takiego wyboru, odpowiedział, że to prywatna sprawa.

      Miał wielka rację. To prywatna sprawa, do której nikt nie powinien się wtrącać.

      Usuń
  10. choć na pomysł niewątpliwie dość paskudnego żartu /co prawda w wersji słownej jedynie/ na temat paraolimpiady wpadłem onegdaj samodzielnie, to nie będę sobie uzurpował pierwszeństwa, ani rościł praw autorskich, gdyż ten żart AŻ SIĘ SAM PROSIŁ, by nań wpaść...
    ale teraz tak się zastanawiam nad paskudnością samego pomysłu, by obecną ustawę jeszcze bardziej zaostrzyć i wyszło mi, że im bardziej paskudnieją pomysły co poniektórych parlamentarzystów /tudzież "sił" ich inspirujących/, tym bardziej paskudnieją dowcipy na ich temat...
    akcja - reakcja, swoisty efekt lustra...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ten żart aż się prosił, żeby na niego wpaść, całkowicie zgadzam się z Twoim tokiem myślenia. W pierwotnym zamyśle na scenkę miał być wykorzystany po prostu jako ironiczna figura retoryczna ;)

      Usuń
  11. Nie wiem czy to głupota, czy bezmyślność, brak empatii, czy świadome i wyrachowane działanie. Wciąż nie dociera do mnie, że jest całkiem sporo ludzi, którzy uważają, że ciężarna to tak naprawdę płód obrośnięty kobietą. I że ona liczy się w tym wszystkim najmniej, przynajmniej do porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocne słowa. Ale może takich trzeba?

      Usuń
    2. "ciężarna to tak naprawdę płód obrośnięty kobietą"... świetnie ujęte... tak właśnie rozumują klechy, tudzież wszystkie inne ofiary tego systemu... i to jest tragiczne...

      Usuń
  12. Wydawałoby się, że bezsens powoływania do życia istot nie chcianych lub nie zdolnych do życia szczęśliwego jest oczywisty, ale z jakichś powodów tak nie jest. Czarek Samuel pogarda kobietami, które usunęły ciąże. Zdaje się, że bezwarunkowo. Zatem wynika z tego, że jego zdaniem lepiej jest, kiedy na świat przyjdzie dziecko niezdolne do komunikowania się z ludźmi, do życia bez leków, bezustannie cierpiące i codziennie zadające cierpienie swoim rodzicom niż gdy takie dziecko się nie narodzi. Lepiej jest, by urodziło się dziecko okaleczone na całe życie brakiem miłości rodziców, niż żeby się nie narodziło. Dlaczego tak ma być lepiej? Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego, że taka jest hierarchia wartości osób przeciwnych dopuszczalności aborcji. Dla nich życie (jakiejkolwiek jakości) jest wartością najwyższą.

      Nie podzielam tego stanowiska, jak zapewne wiesz. I jeśli ktoś wyznający pogląd, że kobieta MUSI urodzić, cokolwiek nosi w swoim brzuchu, chociaż rodzić nie chce, nie jest gotowy adoptować takich kalekich i niechcianych - uważam to za przejaw hipokryzji podlanej patetycznym sosem.

      Usuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.