100 konkretów, czyli zanim rozliczycie wyborców, rozliczcie się z obietnic



Do kolejnych wyborów jeszcze trochę czasu, ale argument wyborczy już znamy: trzeba głosować. Oczywiście na nas. Zaczynają się też przedwyborcze szantaże. Jeśli nie zagłosujecie, wygra PiS. A jeśli wygra PiS, to będzie Armagedon i (rzecz jasna) wina tych, którzy zostali w domu albo nie oddali głosu na jedynie słuszną, rządzącą aktualnie opcję. 

To doprawdy fascynujący model demokracji: 
  • Partia składa obietnice. 
  • Wyborca idzie do urn i daje kredyt zaufania. 
  • Partia większość obietnic chowa do szuflady. 
  • Wyborca czuje się oszukany. 
  • Partia oświadcza, że jeśli rozczarowany wyborca nie zagłosuje na nią ponownie, poniesie osobistą odpowiedzialność za zwycięstwo konkurencji.

W biznesie byłaby to dość osobliwa strategia utrzymania klienta: nie dostarczyć zamówionego towaru lub dostarczyć wybrakowany, a potem obwinić go odpowiedzialnością za to, że nie chce wadliwego towaru kupić kolejny raz. W polityce jednak jak widać można nie realizować obietnic,a potem rozliczać wyborców za własną przegraną.

Sto konkretów

We wrześniu 2023 roku Koalicja Obywatelska ogłosiła światu program „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”. Nie „100 luźnych inspiracji”. Nie „100 życzeń do Świętego Mikołaja, jeśli układ Saturna względem Wenus będzie sprzyjał”. Sto konkretów. Na sto dni. Tak ten program został zatytułowany przez samą KO (klik ->).

Sto dni minęło w marcu 2024 roku. Według monitorującego realizację obietnic portalu Demagog na tamten moment zrealizowano całe 6 (słownie: sześć) ze 100 obietnic Sześć procent.>Gdyby fachowiec umówił się ze mną na pomalowanie stu metrów ściany, a po terminie zastałabym pomalowane sześć, nie zachwycałabym się, że jesteśmy „w procesie”. Zapytałabym, co się, do cholery, stało z pozostałymi 94 metrami. Akurat jestem w remoncie (kolejny raz, klik ->), więc metafora wzięta z życia. Czytelnicy scenek też bywali w remontach, prawda? Więc rozumiecie, w czym rzecz.

Po kolejnych miesiącach bilans wprawdzie się zmienił, ale matematyka klasyczna wciąż nie chce współpracować z partyjną. Według monitoringu Demagoga po dwóch latach rządów z pełnej listy 100 punktów:
  • 17 zrealizowano w pełni – 5 w terminie i 12 z opóźnieniem,
  • 35 uznano za częściowo zrealizowane,
  • 5 zamrożono,
  • 43 pozostają niezrealizowane.
Dlaczego z pierwotnych sześciu dowiezionych na czas zostało pięć? Ponieważ obietnica powstania Ministerstwa Przemysłu na Śląsku doświadczyła zjawiska realizacyjnej odwracalności: resort najpierw uroczyście utworzono w Katowicach, a potem po około 500 dniach funkcjonowania zlikwidowano. To trochę jak kupić dziecku psa, zrobić z nim zdjęcie na Facebooka, oddać psa do schroniska, a zdjęcie wciąż pokazywać jako dowód spełnienia obietnicy.

Szczególnie urocza jest kategoria „częściowo zrealizowane”. Wstępujemy tu w obszar politycznej mechaniki kwantowej, gdzie dana obietnica znajduje się w stanie superpozycji - jednocześnie jest zrealizowana i nie jest zrealizowana, dopóki wyborca nie powie: sprawdzam!

Obiecano legalną aborcję do 12. tygodnia. Nie zalegalizowano jej, ale rząd wydał wytyczne mające ułatwić dostęp do aborcji na podstawie istniejącego prawa , obietnica trafia więc do kategorii „częściowo zrealizowane”.Przy czym nie jest to moja interpretacja obietnicy. KO pisała wprost: „Aborcja do 12 tygodnia ciąży będzie legalna, bezpieczna i dostępna”. Tyle że jako wyborcy nie głosujemy na „planowanie podjęcia działań wokół zagadnienia”. Z taką logiką można częściowo rzucić palenie, częściowo się rozwieść albo częściowo być w ciąży.

A co z resztą kwantowych cudów?

  • Kwota wolna od podatku do 60 tys. zł: nie ma. A obietnica była równie konkretna: „Podniesiemy kwotę wolną od podatku z 30 tys. zł do 60 tys. zł”. Okazało się, że obniżanie podatków zmniejsza wpływy do budżetu. Odkrycie godne Nagrody Nobla, choć we wrześniu 2023 roku podatki działały dokładnie tak samo, z czego rządzący (chyba?) zdawali sobie sprawę.
  • Urlop dla przedsiębiorców: obiecano miesiąc wolny od składek ZUS oraz świadczenie urlopowe w wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia. Miesiąc wakacji składkowych wprowadzono. Świadczenia urlopowego nie. Czyli urlop jest, tylko kieszonkowego zabrakło.
  • Podatek Belki: tutaj obietnica została sformułowana wyjątkowo przezornie. KO nie obiecała, że podatek po prostu zniesie, lecz że „zaproponuje” jego zniesienie dla oszczędności i inwestycji do 100 tys. zł. Propozycja pojawiła się po dwóch latach, więc Demagog zaliczył konkret jako zrealizowany z opóźnieniem. Formalnie można odznaczyć ptaszka Ale to obiecać komuś, że zaproponuje się wakacje na Malediwach, po dwóch latach powiedzieć: „A może Malediwy?” i uznać zobowiązanie za wykonane. Zaproponowali? Zaoproponowali.
  • Fundusz Kościelny, związki partnerskie, zniesienie zakazu handlu w niedziele, zniesienie limitów NFZ w szpitalach: brak. Brak. Brak. Brak. I znów nie chodzi o interpretację programu. Fundusz Kościelny miał zostać po prostu zlikwidowany. Ustawa o związkach partnerskich miała zostać wprowadzona. Zakaz handlu w niedziele miał zostać zniesiony, z zagwarantowaniem pracownikom dwóch wolnych weekendów miesięcznie i podwójnego wynagrodzenia za pracę w dni wolne. Limity NFZ w lecznictwie szpitalnym również miały zniknąć.
Można kontynuować, ale to zaczyna brzmieć jak magazynier podczas inwentaryzacji. Brak. Brak. Brak. Częściowy brak. Brak z przyczyn obiektywnych. Brak chwilowy trwający prawie trzy lata.

Trzydzieści jeden procent nowej matematyki

Gdy Donald Tusk oświadczył w październiku 2025 roku, że skoro dostał niespełna 31% głosów, to zrobił jedną trzecią tego, co obiecał, i zapytał: „Chyba uczciwy rachunek?”, tradycyjna arytmetyka i zasady logiki po prostu poddały się bez walki.

Gdy zamawiam sto książek i płacę za sto, a dostawca przywozi trzydzieści jeden, powołując się na swój udział w rynku, nadal brakuje mi 69 książek. Co więcej, przypomnijmy, że według monitoringu po dwóch latach w pełni wykonanych było nie 31, lecz 17 konkretów.

Dobrym przykładem jest sprawa wynagrodzeń nauczycieli. W „100 konkretach” Koalicja Obywatelska obiecywała podwyżkę o co najmniej 30 proc. i nie mniej niż 1500 zł brutto. I rzeczywiście – od 1 stycznia 2024 r. wynagrodzenia nauczycieli wzrosły o 30 proc., a w przypadku nauczycieli początkujących o 33 proc. Nie oznacza to jednak, że cały Konkret nr 6 został wykonany. Obejmował on również m.in. wprowadzenie stałego systemu automatycznej rewaloryzacji nauczycielskich wynagrodzeń, czego nie zrealizowano. Dlatego Demagog klasyfikuje tę obietnicę jako częściowo zrealizowaną Czyli nawet nowa matematyka wymaga jeszcze solidnych korepetycji.

Żeby być rzetelną: rząd naprawdę dowiózł kilka ważnych spraw. Przywrócono państwowe finansowanie in vitro z budżetem nie mniejszym niż 500 mln zł rocznie, czyli zgodnie z literalną obietnicą KO. Rozszerzono dostęp do bezpłatnych badań prenatalnych. Wprowadzono kasowy PIT, obniżono VAT dla branży beauty oraz uruchomiono program „Aktywny Rodzic”, czyli tzw. babciowe. Podwyższono świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego. Odblokowano środki europejskie, w tym pieniądze z KPO.

To są konkretne fakty. Nie ma co udawać, że ich nie ma, bo nie pasowałyby mi do tezy. Problem w tym, że liczby dla rządzących są umiarkowanie romantyczne: w pełni dowieziono 17 ze 100 obietnic. Kolejne 35 tkwi w niezwykle pojemnej kategorii „częściowo zrealizowane”. A między „częściowo”, „zamrożone” i „niezrealizowane” unosi się już całkiem gęsty polityczny dym. Uczciwość wymaga cyfr, nie propagandy.

Kosiniak-Kamysz nie został nagle odkryty w Puszczy Białowieskiej

Nie jestem naiwna. Wiem, że rządzi koalicja, że PSL ma swoje zdanie, a w Pałacu Prezydenckim zasiada polityczny przeciwnik, który może wetować ustawy. I trzeba uczciwie przyznać, że nie każda niespełniona obietnica jest po prostu winą Tuska.
Andrzej Duda zawetował ustawę umożliwiającą dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty od 15. roku życia. Karol Nawrocki zawetował liberalizację przepisów dotyczących elektrowni wiatrowych. Jeżeli rząd przygotował rozwiązanie, parlament je uchwalił, a prezydent je zablokował, nie będę twierdziła, że rząd nic, ale to kompletnie nic nie zrobił.
Tylko że Władysław Kosiniak-Kamysz nie został odkryty w Puszczy Białowieskiej dzień po wyborach. Sondaże istniały wcześniej. PSL istniał wcześniej. Andrzej Duda istniał wcześniej. Konstytucyjne prawo prezydenta do weta również nie pojawiło się znienacka 16 października 2023 roku. Układ sił był w znacznej mierze do przewidzenia przed składaniem deklaracji.

Mimo to obietnica brzmiała: „100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów”.
Nie: „100 konkretów, z których zrobimy tyle, ile pozwolą nam koalicjanci, prezydent, budżet i okoliczności przyrody”.

Wyborca to nie zakładnik

Jednak najbardziej irytuje mnie nie sam brak realizacji, lecz bezczelność szantażu frekwencyjnego. Zamiast usłyszeć: „Zaufaliście nam. Części rzeczy nie zrobiliśmy. Tutaj zawinił prezydent, tutaj koalicjant, tutaj przeliczyliśmy się z pieniędzmi, a tutaj po prostu nie dowieźliśmy”, słyszymy: „Jak na nas nie zagłosujecie, wróci PiS i to będzie wasza wina”.

Otóż nie. Nie będzie. Nie dam sobie tego wmówić. To jawne i bezczelne przeniesienie odpowiedzialności.

Wyborcy (w tym ja) nie są zakładnikami partii, na którą kiedyś głosowali i której kiedyś udzielili kredytu zaufania (ani nie mają wobec niej obowiązku dożywotniego hołdu!). Zadaniem partii jest przedstawić na tyle dobrą (oraz uwaga – realistyczną!) ofertę, by ją potem zrealizować i obronić się wynikami, a nie straszeniem drugą stroną politycznej sceny.

Jeśli po dwóch latach głównym argumentem nadal jest „ale przecież nie jesteśmy PiS-em”, to znaczy, że zabrakło argumentów dotyczących własnych dokonań. Bo wtedy partia nie musi poważnie traktować swoich wyborców. Musi być tylko mniej zła od przeciwnika. Nie musi spełniać obietnic. Wystarczy, że co cztery lata pokaże na drugą stronę ulicy i krzyknie: O rany, patrzcie, jaki potwór tam tam stoi! Ileż razy można się tym kierować w wyborach? Ja już nie chcę. I nie będę.

Jeśli PiS wygra, czyja to będzie wina?

Jeżeli miliony ludzi zostaną w domu, to oczywiście wpłynie to na wynik wyborów. To czysta matematyka. Jeżeli milion wyborców KO, którzy poprzednio głosowali, tym razem zostanie w domu, można powiedzieć: „Gdyby zagłosowali, wynik byłby inny”. Nie wynika z tego jednak:„To ich wina, że przegraliśmy”.

Pierwsze zdanie opisuje zależność matematyczną. Drugie przerzuca odpowiedzialność. Rządzący starają się unikać natomiast dziwnie unikać pytania: Dlaczego nie przyszli?

Dlaczego człowiek, który cztery lata wcześniej wstał z kanapy, poszedł do lokalu wyborczego i udzielił komuś kredytu zaufania, tym razem został w domu? Może dlatego, że po raz kolejny zrobiono z niego jelenia?

Partia polityczna nie ma prawa własności do elektoratu. Głos z 2023 roku nie jest abonamentem odnawianym automatycznie co cztery lata. Jeżeli politycy tracą swoich wyborców, odpowiedzialność za odzyskanie ich zaufania spoczywa przede wszystkim na politykach, a nie na wyborcach. Tajemnica sukcesu tkwi w realizowaniu obietnic. Lub w nieskładaniu obietnic nierealnych - wtedy też sprawa jest jasna i uczciwa.

Nie chcę cudów

Nie oczekuję od rządu cudów ani wszechmocy. Nie oczekuję, że premier zmusi prezydenta do podpisania ustawy. Nie oczekuję, że KO magicznie wyprodukuje w Sejmie posłów, których nie ma. Nie oczekuję nawet wykonania każdej obietnicy wyborczej. Rzeczywistość się zmienia. Wojna trwa. Finanse państwa mają swoje ograniczenia. Koalicje wymagają kompromisów. Oczekuję jedynie, żeby polityk, który powiedział sto, po zrealizowaniu siedemnastu nie wmawiał mi, że to właściwie sukces.

Żeby „na pierwsze sto dni” nie zmieniało się po wyborach w „do końca kadencji”. Żeby „legalna aborcja do 12. tygodnia” nie stawała się po drodze „podjęliśmy działania dotyczące dostępności świadczeń”. Żeby „60 tysięcy kwoty wolnej” nie kończyło jako odkrycie, że obniżanie podatków kosztuje budżet pieniądze. Żeby związki partnerskie przestały być projektem, który wiecznie jest „już prawie”, a stały się prawem. Żeby zapowiedziana likwidacja Funduszu Kościelnego rzeczywiście oznaczała jego likwidację, a nie kolejną zapowiedź, że kiedyś zostanie zastąpiony czymś innym.

Wtedy na was zagłosuję. Ale nie na kolejne obietnice. Na realizację tych, które już złożyliście.

I przede wszystkim: żeby partia, która chce mojego głosu, próbowała na niego zasłużyć, zamiast informować mnie, kogo mam się bać, jeśli jej go nie dam.

Na razie rozważam pozostanie w domu podczas przyszłych wyborów.

Być może jednak jednak wybiorę się do urny. Być może uznam, że mimo tych wszystkich zastrzeżeń jest to najlepsza z dostępnych możliwości. Ale jeżeli to zrobię, chcę zrobić to jako wyborczyni. Nie jako zakładniczka.

Jeśli ktoś naprawdę uważa, że jedynym argumentem za głosowaniem na obecny rząd jest: „bo inaczej wróci PiS”, to mam dla niego jedną, czytelną wiadomość. Właśnie wystawił temu rządowi znacznie gorszą recenzję niż ja.

Link:
Sto konkretów ->

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.