Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

29 września 2010

35 Ulotka ideologiczna

Po trzech dniach chorowania bez samoistnej poprawy, a wręcz przeciwnie, wybieram się do lekarza. Jest diagnoza, są leki, jest L4, będę żyć. Wykupuję recepty i zabieram się z pasją za lekturę ulotek dla pacjenta czyli dla mnie. Poza antybiotykiem i baterią leków osłonowych mam też łykać lek Nolpaza, który przyhamuje działanie pompy protonowej (punkt 1 ulotki: Co to jest lek Nolpaza i w jakim celu się go stosuje). Wooow...


Zachwycona, że mam takie urządzenie w brzuchu, czytam dalej. Dalej mamy punkt 2: Informacje ważne przed zażyciem leku Nolpaza, podpunkt: Ciąża i karmienie piersią. Nie dotyczy, ale i to przeczytam. No i proszę: „Jeśli pacjentka jest w ciąży lub karmi piersią lek powinien być stosowany tylko wtedy, gdy lekarz rozważy spodziewane korzyści do potencjalnego ryzyka dla nienarodzonych dzieci lub niemowląt”.


Pomijam kaleką gramatykę tego zdania. To pikuś w porównaniu z użyciem języka w służbie ideologii. Nastąpiła zmiana terminologii: nie ma już zagrożeń dla płodów, teraz istnieje ryzyko dla "nienarodzonych dzieci". Niby nic, a wrażenie, że zastosowano działanie jak z Orwella: zmień język, żeby zmienić myślenie.

ps. Sprawdziłam na kilku stronach internetowych z opisem leku: tam panuje jeszcze pluralizm światopoglądowy. Przykłady:

link1

"Stosowanie w ciąży ograniczone jest do przypadków, gdy potencjalne korzyści dla matki przewyższają ewentualne ryzyko dla płodu."

link 2

"Jeśli pacjentka jest w ciąży lub karmi piersią lek powinien być stosowany tylko wtedy gdy lekarz rozważy spodziewane korzyści do potencjalnego ryzyka dla nienarodzonych dzieci lub niemowląt."



Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

35 komentarzy:

  1. Też mam zboczenie polegające na czytaniu ulotek. Najdłuższą i najciekawszą ze znanych mi ma lek sprzedawany jako Izotek (ew. Roaccutane).

    A na nadmiar kwasu na razie stosuję tylko sodę oczyszczoną, mam nadzieję, że nie będę musiał brać nic bardziej cudacznego, dość mam piguł w życiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytanie ulotek jest zajeciem pozytecznym o tyle, o ile prowadzi do zdrowia - czyli zastapienia leku samym czytaniem . Wczoraj sie o tym przekonałam, kiedy nie mogąc chodzić , czyli podnieść korpusu i przebierac nogami zadzwonilam do lekarza i ten dał mi cudowny specyfik czyli lek. Uprzedził mnie rowniez , że "cud" ten jest niczym wobec pewnego ćwiczenia, ktore jest , a przynajmniej w jego osobistym przypadku "cudem " sie stało - leżenie na podłodze w pozycji przewróconego kszesła. Przewróciłam zayem swój korpus na podłoge, unioslam rekoma nogi, by takim krzeslem sie stać i zaczełam czytac o moim leku. Ulotka na kształt papirusa, rozwijała sie w moich rekach, zaś litery odslanialy przde mna tresci dla mego umysłu niepojete. Zrozumialam jedno na pewno - lek jest niebezpieczny i jego zażywanie może narazic mnie na szereg komplikacji zdrowotnych. Ból był jednak tak silny, że zlekceważylam ostrzeżenie. I stało sie .
    Ból , ktory wydawal mi sie nie do zniesienia, zastapił inny , w moim odczyciu dotkliwszy. Odstawilam wiec lek i podnioslam swój korpus, rozruszałam nogi. Odzyskałam wydawało mi sie utracone zdrowie . Mogłam poprzestać na czytaniu ulotki a nie eksperymentowac na wlasnym żoładku...Leże nadal i udaje przewrócone krzesło. Ulotka i opakowanie tabletek leżą obok. Tajemnicze i grożne...

    OdpowiedzUsuń
  3. taka manipulacja i proszę, jest poprawnie i do wyboru...

    OdpowiedzUsuń
  4. Do wyboru tylko w internecie, Margo. Na ulotce z pudełka bez wyboru.

    OdpowiedzUsuń
  5. A wiesz, że nie zwróciłam na to uwagi, ale teraz każdą ulotkę będę rozpatrywać pod tym kątem. W razie, jakby co, zdam relację :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Na wstępie mojego wywodu-życzę Elu,by rzeczona Nolpaza spełniła swoje zadanie i dzięki temu twoja pompa protonowa przyhamowała!(cokolwiek to znaczy):D ciekawa jestem,czy teraz już będziesz używała oprócz leku-"właściwej" terminologii? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako ginekolog, sztandarowy przedstawiciel Cywilizacji Śmierci widzę, że Cywilzacja Życia wkrótce ogarnie też moją dziedzinę.
    Postanowiłem nie czekać i sam zabrać się do roboty. Subito!
    Od jutra wprowdzam nowy sposób opisywania usg u ciężarnych. Pardon! Niewiast w Stanie Błogosławionym Noszących pod Sercem Nowe Życie:

    "W łonie matki stwierdzono jedno dziecko poczęte żywe w położeniu podłużnym dolną częścią* ku dołowi łona skierowane. Długość kości udowej prawej** wynosi 2,8cm, co odpowiada upłynięciu 17 tygodni od dnia poczęcia. Budowa dzieciątka na podobieństwo Stwórcy.***"

    * by nie użyć słowa "pośladki";
    ** lewą nogą nie wypada się zajmować;
    *** tzn. bez cech patologii.

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko jedyno :O
    Ja nawet nie wiem czy śmianie się jest na miejscu! To jest chore :/
    Do Marka: Musiałbyś najpierw zapytać o wyznanie, Marku :) Bo ja nie chciałabym otrzymać takiego opisu! O!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładny opis :P
    Zapłodnienie nie jest faktem?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zakładam, że urodzenie tak ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ech, zarówno zapłodnienie i urodzenie są faktami, tyle że o tym, co pomiędzy, medycyna do tej pory wypowiadała się językiem medycznym, a nie wyrażeniami zaczerpniętymi z poetyki katolickiej. Także ulotka leku powinna posługiwać się językiem medycyny i biologii.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ad Marianka:
    Pytać nie należy.
    Katolicki = powszechny!
    ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. danger_mouse30.09.2010, 19:46

    Dla porządku. Ale wydaje mi się, że jako ostrzeżenie, wyrażenie "dla nienarodzonych dzieci" jest właściwe, bo skuteczniejsze i bardziej obrazowe. "Ofensywy" ideologicznej sam nie dostrzegam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja, owszem dostrzegam, danger_mouse. Żyjemy w kraju, w którym KK chce mieć rząd dusz, poza wpływaniem na prawo jako narzędzia używając również języka. Wyrażenie "nienarodzone dzieci" nie jest neutralne, nie jest terminem medycznym, lecz światopoglądowym, gdyż używają go ideolodzy katoliccy równający antykoncepcję czy in vitro z aborcją; używają w bardzo określonym, ocennym kontekście. Dlatego na ulotkach leków być go nie powinno, na ulotkach powinny być informacje podane językiem zrozumiałym, acz medycznym. W medycynie mówi się o płodzie. Na ambonie o dziecku nienarodzonym.

    Dlatego taki mój sprzeciw. Nie mieszajmy języków. Jeśli ktoś chce używać tego określenia - OK, na prywatny, potoczny użytek. Ale powtórzę raz jeszcze: ulotki znajdujące się w opakowaniach leków to nie miejsce na poezję czy prezentację opcji światopoglądowych. Bo wtedy powoli i niepostrzeżenie znajdziemy się w kraju, w którym obowiązywać będzie taki język opisu USG, jaki w doprowadzonej do absurdu formie przedstawił Marek.
    Prezerwatywy zostaną narzędziami zbrodni, a łykanie tabletek antykoncepcyjnych będzie równoznaczne z zabójstwem (nienarodzonego potencjalnego dziecka).

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się-wszystko ma swoje miejsce i konkretne nazewnictwo.I powinno się tego przestrzegać.Płód,a nie-nienarodzone dziecko.Narkotyki,a nie-dopalacze.Nazywajmy rzeczy po imieniu.Bez eufemizmów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Płód = nienarodzone dziecko.
    Dopuszczam terminologię medyczną. Nie przeszkadza mi, że takie dzieci nazywa się płodami.
    A we mnie mieszane uczucia budzi reklama kropel do nosa: "Życie zaczyna się od pierwszego oddechu".
    Pomijam kwestię aborcji, ale życie nie zaczyna się od pierwszego oddechu. Chyba te z ideologiczna reklama ;) ?
    Reklamując krople do nosa nie trzeba mówić, od kiedy życie się zaczyna.

    I nie posądzam KK o to, że ma wpływ ma tekst wyżej wymienionych ulotek. Ale jestem omylna ;) .

    PS 1. Takiego opisu USG też nie chciałabym otrzymać.

    PS 2. Nie wiem, czemu ginekolog jest "sztandarowym przedstawicielem Cywilizacji Śmierci".

    PS 3. Waham się, ale publikuję. Najwyżej zostanę Naczelnym Trollem tego blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. ad Evik7) W języku medycznym plemnik to plemnik, komórka jajowa to komórka jajowa, zygota to zygota, płód to płód. Te określenia nazywają zupełnie inne stadia rozwoju. Termin "nienarodzone dziecko" został zupełnie zdewaluowany przez nadużywanie go przez obrońców życia poczętego (zdecydowanie mniej zainteresowanych życiem już narodzonym) w kontekście walki z osobami, które dopuszczają stosowanie antykoncepcji, in vitro, lub chcą zliberalizowania ustawy antyaborcyjnej. Dlatego przestał być neutralny. Poza tym morula lub gastrula to nie dziecko, tak jak żołądź to nie dąb.

    Oczywiście, że życie nie zaczyna się od pierwszego oddechu. U bakterii zaczyna się od podziału komórki, u drzew od zapłodnienia komórki jajowej przez dwa (!) plemniki, u różnych gatunków zwierząt od zapłodnienia jednej komórki jednym plemnikiem. Ale tak jak nie nazwę żołędzia dębem, tak zapłodnionej komórki nie nazwę dzieckiem (choć niewątpliwie żywe to jest i dlatego na ochronę zasługuje, a nie dlatego, że jest potencjalnym człowiekiem).

    Też nie posądzam KK o wpływ na tekst ulotki. Posądzam o wpływ na prawo i sposób myślenia ludzi, nie tylko w sferze prawnej. A sposób myślenia związany jest z językiem. Język medyczny należy oddzielać od kościelnego lub prywatnego. Pewnie gdybym była w ciąży to od momentu zapłodnienia myślałabym o tych komórkach jako o moim dziecku. Ale medycyna tak tego nie nazywa i nic jej do moich prywatnych emocji. Podobnie lekarz nie powie przepisując globulki dopochwowe: niech to sobie pani wkłada do cipki, tylko do pochwy, bo pierwsze słowo jest z języka potocznego.

    Ginekolog jest lekarzem. Dziś posprzeczałam się z Markiem o użycie określenia "przedstawiciel cywilizacji śmierci", bo nawet jedynie żartując na swój temat w ten sposób, pozwala się im na definiowanie. A to nie oni (KK) mają prawo definiować, a przynajmniej nie tylko oni. Ich zdaniem zaś ginekolog jest przestawicielem cywilizacji smierci, bo przepisuje śroski antykoncepcyjne, zakłada spirale, czasem wypisze receptę na środki wczesnoporonne, a niektórzy nawet wykonują aborcje. Zaś zdaniem kościoła to wszystko jest zbrodnią. JPII za takową uważał także stosowanie prezerwatyw przez dziesiątkowanych przez AIDS mieszkańców Afryki.

    Nie jesteś trollem, nie kokietuj :)

    OdpowiedzUsuń
  18. to jest chore. też jestem fanką ulotek, nigdy jednak nie spotkałam się z tego typu określeniem na żadnej z czytanych przeze mnie ulotek, choć od dziś będę zwracała na to większą uwagę. niestety ten chwyt 'propagandowy' ma jeszcze jedną konsekwencję, wszak łatwiej zalecić lek kobiecie ciężarnej, zaś owej kobiecie przyjąć ów lek, jeśli mowa o płodzie, nie zaś nienarodzonym dziecku. takie sformułowanie niesie w sobie ryzyko utraty zdrowia, zaś w poważniejszych przypadkach również życia kobiety, sądzę że nawet większe aniżeli potencjalne ryzyko dla nienarodzonego dziecka. to co widzimy na tej ulotce, to nieuczciwy, obrzydliwy trik, który ma na celu zagranie na ludzkich uczuciach i sprowadzenie decyzji medycznych na płaszczyznę dylematów moralnych. wierzę w zdrowy rozsądek lekarzy, którzy myślą: płód, nie zaś: nienarodzone dziecko, choć zapewne nie wszyscy.
    co do obrońców życia... 'ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci', a ja się pytam gdzie w tym wszystkim mieści się ochrona życia i zdrowia kobiety, dla której ciąża stanowi zagrożenie. w Polsce można dokonywać aborcji w kilku przypadkach, jednak przed kobietami, w których przypadkach jest to uzasadnione i kobiety owe rozpatrzyły bilans korzyści oraz strat na swoją korzyść, mnoży się formalne trudności. ostatnio czytałam artykuł, w którym napisano, że w Polsce dokonuje się rocznie 500 legalnych zabiegów aborcji. nie wierzę, ażeby w 40 mln kraju, miało miejsce tylko tyle uzasadnionych przypadków.
    niestety prawdą jest, że w naszym kraju formalnie traktuje się kobietę jak worek na płód/dziecko. to smutne, że uformowany człowiek przegrywa wyścig o życie z kilkoma komórkami.

    pozdr
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  19. Cóż - prezerwatywy nie zapobiegają AIDS - jedynie zmniejszają ryzyko. Nie ma bezpiecznego seksu z osobą zarażoną. Prezerwatywa niekoniecznie zapobiega ciąży.

    Co do aborcji, eutanazji - problem jest stary, jak świat. Nie jest wymyślony przez KK. Już Hipokrates w swojej przysiędze pisał:
    "Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją".

    Wiadomo, kiedy się zaczyna i kończy życie człowieka. Ciągle toczą się spory kiedy/czy w określonych przypadkach można je przerwać.
    Dyskusje te dotyczą aborcji, eutanazji, jak i kary śmierci.

    Bycie ginekologiem/lekarzem nie równa się byciem przedstawicielem "cywilizacji śmierci". Dlatego zapytałam, co Marek ma na myśli.

    PS. W poprzednim poście miało być słowo "też" zamiast "te z".

    OdpowiedzUsuń
  20. Ad Evik) Tyle, że KK próbuje zmonopolizować myślenie o tych kwestiach i stosuje w tym celu propagandę. Także językową. Zygota to nie dziecko. I nie jest dobrze, że jeśli jedna opcja (katolicka) ma ambicje stać się jedyną obowiązującą.
    Przykład hardcorowy: w nauczaniu KK antykoncepcja = aborcja = zabójstwo. Dlatego w myśl nauki i posługując się patetycznym językiem KK Marek jest przedstawicielem cywilizacji śmierci.

    To, że prezerwatywy zmniejszają ryzyko, to już dużo. Ludzie i tak będą uprawiali seks, więc lepiej, jeśli będą to robić bezpieczniej (choćby trochę). Ja wolałabym, aby ludzie ich używali i nie byli z tego powodu obarczani poczuciem śmiertelnego grzechu. Ale tego kościół zabrania. Bo? Bo prezerwatywa nie dopuszcza do powstania nienarodzonego dziecka.

    A swoją drogą, to ciekawe, jak dyskusja o propagandowym użyciu języka KK w ulotce leku na żołądek stała się dyskusją o aborcji i eutanazji... Dlatego powinno w ulotce stać określenie medyczne a nie kościelne lub prywatne.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam kumpla, totalny wariat, w dodatku marksista praktykujący, chciał swojej córce dać na imię Zygota.
    Wtedy Zygota byłaby dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  22. Antykoncepcja to co innego niż aborcja. Uważam, że jest to stereotypowa opinia na temat katolików. Owszem, mogę mieć wątpliwości co do etyczności antykoncepcji, mogę wybrać NPR, które mają wiele zalet.


    A co z tymi ludźmi, co zarazili się wirusem HIV stosując zabezpieczenia?

    W krajach, gdzie antykoncepcja jest powszechna (np. Wielka Brytania) jest największy odsetek ciąż u nastolatek. I tam mieliśmy do czynienia z 13-letnim ojcem.
    http://wyborcza.pl/1,76842,6279486,Historia_ojcostwa_13_latka_wstrzasnela_Wielka_Brytania.html

    Dyskusja zeszła także na inne tematy, np. narkotyki/dopalacze ;)

    Paradoksem jest, że dzięki postępowi medycyny można uratować dzieci urodzone w 5 miesiącu ciąży, ważące nieco ponad 500g, a równocześnie można dokonywać aborcji (w niektórych krajach aborcji można dokonać w dowolnym momencie ciąży, nawet w 9 miesiącu).

    I nawet płód ma prawo do pochówku.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla wyjaśnienia. Nie jestem zwolenniczką aborcji. Nie dlatego, że to człowiek, tylko dlatego, że to żywe. Ale nie uważam, że z mojego poglądu należy robić obowiązujące prawo. A jeśli ktoś jest przeciwnikiem aborcji, to niech jej sobie po prostu nie robi.

    Evik7... Zrównanie antykoncepcji z aborcją, to nie jest stereotypowa opinia o katolikach. To jest obowiązująca (a przynajmniej głoszona z ambon) nauka kościoła i jego propagandystów. A że wielu katolików się z nauką swojego kościoła nie zgadza i do niej nie stosuje, to inna bajka. I to JPII jest autorem określenia "cywilizacja śmierci", nie ateiści je wymyślili:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Cywilizacja_śmierci

    cytat: "Według Jana Pawła II pojęcie "cywilizacji śmierci" lub "kultury śmierci" odzwierciedla stosunek ludzi do życia. Kościół katolicki potępia takie działania jak: aborcja, eutanazja, morderstwo, ludobójstwo, promiskuityzm, pedofilia, antykoncepcja oraz metody zapłodnienia in vitro. " I powiedz mi, ze oni nie zrównują moralnie antykoncepcji z aborcją, pedofilią i morderstwem.

    Co do naturalnych metod regulacji poczęć, to w liceum pani z biologii zabrała nas na spotkanie do dużego miasta, na spotkanie z Billingsami, którzy propagowali takowe za pomoca objazdowych wykładów. Pytanie z sali: A ile państwo mają dzieci? Ośmioro. Wystarczy. Te metody służa dobrze tym, którzy dzieci chcą mieć. Tym, którzy chca mieć mniej niż osiem sztuk lub w ogóle, polecałabym coś skuteczniejszego.

    Wracając do tematu. Nie zgadzam się na posługiwanie w materiałach medycznych językiem kościelnym lub prywatnym. W ulotkach ma być ciąża, a nie stan błogosławiony, zygota, embrion, płód (w zależności od fazy rozwoju) a nie nienarodzone dziecko, tak jak noworodek nie jest nastolatkiem. W materiałach parafialnych i osobistych język dowolny. Ale nie w medycynie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Yo, to mi przypomina nową świecką Tradycję ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeśli mogę wtrącić... język nie jest neutralny. Nazywanie, nadanie konotacji to sposób kreowania rzeczywistości, wpływania na nią.
    Aristoskr

    OdpowiedzUsuń
  26. O to mi właśnie chodzi, Aristoskr. O ich próbę kreowania rzeczywistości za pomocą przemycania sformułowań nacechowanych ideologicznie. Język to potężne narzędzie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Są też wielodzietni z wyboru ;)
    Znam parę rodzin stosujących NPR mających mniej dzieci (3-4).
    Koleżanka poczęła dziecko mimo stosowania antykoncepcji (dwóch środków łączonych, prezerwatywa + coś jeszcze). Urodziła. Dlatego antykoncepcja nie równa się aborcji. Oczywiście, obie te rzeczy są składnikami wspomnianej cywilizacji śmierci. Niemniej jednak znaku równości pomiędzy nimi postawić nie wolno.

    OdpowiedzUsuń
  28. Antykoncepcja, przypominam, jest dla tych, co nie chcą (albo wcale, albo akurat w danym momencie). Koleżanka mogła urodzić. Statystyki są takie (przypominam wskaźnik Pearla i to liczony bardzo na wyrost), że po roku regularnego współżycia w ciążę zachodzi 85% kobiet nie stosujących antykoncepcji oraz 1-2% stosujących antykoncepcję (na przykład hormonalną, powiedzmy minitabletkę, jednoskładnikową). Po roku, wg wskaźnika Perla w grupie 100 kobiet niestosujących mamy 85 ciąż. W grupie stosujących - maksymalnie 2 ciąże. Przy czym większość ciąż kobiet stosujących antykoncepcję wynika albo z błędu w stosowaniu, albo powikłań zdrowotnych (ciężkie biegunki co miesiąc na przykład).

    Jak się dziecka nie chce, co jest racjonalniej wybrać? Ja tego znaku równości, o którym piszesz, nie stawiam. Stawia go KK.

    OdpowiedzUsuń
  29. Co ja mam tu pisać, jak tu już wszystko napisane...
    Same wiecie dziewczyny, co wolicie lub nie, stosować. Więc stosujmy lub nie, na zdrowie:)
    Tylko co innego preferować samemu, a co innego zmuszać tych, którzy mają inną koncepcję. Konieczne ustalenia ogólne, zapisane w prawie państwowym albo szczegółowych przepisach.

    Cieszę się, że Ty - Eviku7 - nie stawiasz znaku równości między antykoncepcją i aborcją. Rzeczywiście, tak samo podchodzi do tej kwestii większość znajomych mi Katoliczek i Katolików. Więc dlaczego hierarchowie kościelni powołują się na tzw. "większość", w swoich stwierdzeniach dot. powyższych kwestii? Możliwe, że wynika to z faktu obowiązywania w KK, metody ustalania zdania obowiązującego większość, przez oparcie na "autorytecie", czy "objawieniu". KK nie jest organizacją demokratyczną. To hierarchowie mówią, co jest dobre a co złe. Tylko dlaczego "autorytet biskupi", czy "objawienie", ma stanowić prawo obowiązujące wszystkich obywateli? Tego nie rozumiem. Tym bardziej jeśli ich zaleceń nie biorą sobie do serca nawet współwyznawcy? Ba, nawet oni sami...

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale jednocześnie uważam, że zygota jest jedną z faz życia człowieka ;)
    W pewnym kontekście nie razi słowo płód/zygota. Choćby na opisie USG.
    Czasem jednak trzeba użyć innych słów.
    Ginekolog badając ciężarną powie raczej "dziecko rozwija się dobrze".

    OdpowiedzUsuń
  31. Zgadzam się, to jedna z faz. Właśnie - faz. Zygota to nie dziecko. Tak jak noworodek to nie nastolatek. Możemy dyskutować czy mówiąc o człowieku zastosujemy definicję genetyczną (człowiek to wszak gatunek z określonym garniturem chromosomów) czy inną, dotyczącą odczuwania bólu, samoświadomości, inteligencji itd. W sensie genetycznym to z reguły jest człowiek.

    Jasne, że w pewnym kontekście i mnie nie razi "dziecko nienarodzone". Tyle, że pewna opcja światopoglądowa zawłaszczyła to sformułowanie i nadużywa w celu oceniania i potępiania tych, którzy myślą inaczej. Ono przestało być nautralne. Jak pisałam wyżej: Pewnie gdybym była w ciąży to od momentu zapłodnienia myślałabym o tych komórkach jako o moim dziecku. I to byłby właściwy kontekst.

    Nie jest jednak takim kontekstem tekst ulotki leku.

    Sądzę, że do pewnego momentu ginekolog będzie raczej mówił o ciąży, nie o dziecku. I oczywiście, że inaczej będzie rozmawiał z zachwyconą USG mamą niż zapisze to w dokumentacji medycznej. No chyba, że będzie to ginekolog - ideolog.

    OdpowiedzUsuń
  32. Wezwałaś mnie, Eluś. Rozumiem Twoje "przesłanie", ale się z Tobą nie zgadzam. I rzecz nie dotyczy samej treści, bo ulotka ulotką i z zasady winna być druczkiem neutralnym światopoglądowo. Tyle, że absolutnie podpisuję się pod słowami Aristokra - język nie jest neutralny. Kiedyś na warsztatach z komunikacji robiłam z uczestnikami takie ćwiczenie-zabawę: wybieraliśmy różne komunikaty i oczyszczaliśmy je ze słów/zwrotów wskazujących na przynależność do jakiegoś światopoglądu (a więc mogących być nie do przyjęcia dla "wyznawców" innego). Wyszło nam, że nie da się mówić językiem neutralnym światopoglądowo, więc chcąc zachować "poprawność polityczną" pozostałoby nam cofnąć się do etapu komunikacji niewerbalnej.
    A tak poza tym - nie chce mi się szukać w źródłach, ale mgliście przypominam sobie, że nauka mówi o "dziecku nienarodzonym" od momentu, kiedy dotychczasowy "płód" może przeżyć poza organizmem matki. A jako, że medycyna wciąż się rozwija, granica stopniowo ulega przesunięciu. Jeśli się mylę, chętnie zrobię korektę w wiedzy.
    Ad Marek: ja też nie katoliczka, ale z dziką ochotą wzięłabym to USG, a w dodatku oprawiła w ramki i powiesiła na ścianie. A następnie ogłosiła wśród przyjaciół konkurs na "ideologiczny opis USG" w świetle różnych światopoglądów.

    OdpowiedzUsuń
  33. Aneto, dziękuję, że zabrałaś głos.

    Na początku chciałam iść w zaparte, że da się wypowiedzieć zdania neutralne, całkowicie wolne od konotacji światopoglądowych (szeroko rozumianych, nie tylko religijnych). Na przykład mówiąc: Idę do sklepu. Jest to zdanie oznajmujące pewien fakt i nic więcej. Naleciałość byłaby, gdyby na przykład stwierdzić: Idę zrobić zakupy, bo taka jest rola kobiety. Albo: wolą boską jest, abym szła do sklepu. Albo: tak miało być, że dzisiejszego dnia miałam iść do sklepu, więc idę. Więc? Czy to jest zdanie neutralne? Albo: Mam kota. Proste stwierdzenie, zamiast: Pan dał mi kota. Przykłady przejaskrawione, rzecz jasna, ale dzięki temu pokazujące wyraźnie, o co chodzi. Niby OK. A jednak, czy na pewno są to zdania neutralne światopoglądowo? Wszak i w nich zawarte są pewne przedwstępne założenia: przekonanie, że na dole jest sklep, chociaż go nie widzę (rodzaj założenia ontologicznego), przekonanie o istnieniu mnie samej (JA idę, bo już buddyście bliższe byłoby stwierdzenie eliminujące ego: Idzie się do sklepu). W tym zdaniu jest też zgoda na istnienie systemu wymiany pieniężnej, a więc pewnej formy gospodarki. I tak dalej i tak dalej. Nawet tak proste zdanie nie jest całkowicie neutralne, masz rację.

    Ale pomyślałam też, że nie chodziło mi o neutralność W OGÓLE, bo tej nie da się osiągnąć z powodu właściwości samego języka, który jest systemem symboli, zaś symbole z definicji mogą mieć różny zakres znaczeniowy. Więc W OGÓLE się nie da. Tak. Ale możemy dbać, aby jedna, dominująca akurat w naszym kraju opcja światopoglądowa języka nie zawłaszczała, uzurpując sobie prawo do definiowania pojęć, które leżą (lub powinny leżeć) poza zakresem jej kompetencji, jak na przykład pojęcia medyczne. W medycynie mamy przecież precyzyjne biologiczne nazwy poszczególnych faz rozwoju organizmu (także ludzkiego), po co zastępować je i zgadzać się na zastępowanie terminami tak mocno nacechowanymi? O to mi chodzi. O tę ulotkę leku. Nie wtrącam się w język kazań.

    Nie chcę stępiać swojej wrażliwości na takie drobiazgi, bo od drobiazgów się zaczyna.

    Co do ostatniego akapitu – tak właśnie postrzega to medycyna jak napisałaś. I ja też byłabym zachwycona otrzymując taki opis USG. Natychmiast umieściłabym na scenkach :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Po mojej myśli właśnie takie "porządkowanie" jest przejawem pewnego rodzaju poprawności.
    To przeciwstawna retoryka.
    Rozumiem natomiast troskę o zmianę polskich obyczajów, także językowych i wyrażanych tym językiem.
    Dostrzegam sprzeczność w wyrażeniu "nienarodzone dziecko", choć człowiek, który projektował ulotkę ewidentnie poetą, czy też filologiem nie jest (gdyby było inaczej taka wypowiedź byłaby uzasadniona).
    Proponuje określenie zastępcze "istota ludzka u zarania" - wersja subtelna, ewentualnie "organizm ludzki (z tym, że "ludzki" jako postulat do negocjacji) w początkowej fazie rozwoju" ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. danger, mouse, i tu wracamy do języka zaproponowanego przez Marka. "Istota ludzka u zarania" też brzmi nieźle, już widzę to określenie w tekstach ulotek :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.