Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

30 kwietnia 2012

50 Bilet kontra miejscówka

Wyczaiłam nowe połączenie z Bielska-Białej do Warszawy. Dotychczas jeździłam przez Katowice (najpierw pociąg zwykły do Katowic, stamtąd TLK do Warszawy), ale podczas jednego z dyżurów pacjent, który z Warszawy pochodzi i wie, że wybieram się na urlop, poleca mi trasę przez Kraków. Wydaje się dość okrężna, ale po sprawdzeniu wszystkich wątpliwości u wyroczni * okazuje się, że oszczędzę dwie godziny. Decyzja jest jasna. PKS do Krakowa, TLK do Warszawy.

Dzień wcześniej kupuję na bielskim dworcu PKP bilet z rezerwacją, żeby się o miejsce nie bić (bo w TLK w I klasie można sobie miejsce zarezerwować - jedyne 16 złotych). Usadawiam się zgodnie z numerkami na bilecie, ruszamy. Konduktorzy proszą o bilety. Podaję swój, gustownie spięty z miejscówką, konduktorzy zaczynają go oglądać na wszystkie strony, gdzieś wynoszą, pokazują jeden drugiemu, szepczą nerwowo, a i ja zaczynam niepokój odczuwać. Pytam:

- Czy coś jest nie tak?
- Chwileczkę, zaraz wypiszemy co trzeba.
- Wypiszemy?
- Pani ten bilet kupowała w Bielsku, nie u nas w Krakowie?
- Tak. Czy coś jest nie tak? Z miejscówką? (Niech pani siedzi, niech pani siedzi - szeptem podpowiadają współpasażerowie z przedziału)
- Miejscówkę ma pani dobrą. Ale bilet wydali pani na inny pociąg.

(pociąg TLK, gdzieś między Krakowem a Warszawą)


Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

50 komentarzy:

  1. Errare humanum est. Płaciłaś coś więcej za to wypisanie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grosze. Znaczy się kilka złotych. Ale straty moralne wyższe ;)

      Usuń
  2. Mojemu Markowi też już kiedyś sprzedali bilet na pociąg z Warszawy do Berlina - miejscówka "w porządku", ale bilet na tydzień czy dwa później.
    Dobrze, że byłam z nim, kiedy wsiadał, bo by się dopiero zdenerwował.
    Winna była kasjerka z Berlina czy Poczdamu.
    Współczuję strat moralnych, ale dobrze, że dojechałaś szczęśliwe! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojechałam, a nawet wróciłam :)

      Usuń
  3. nigdy w kontekście PKP nie myśl, że może być pięknie - NIGDY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, uległam zgubnej nadziei... ;)

      Usuń
  4. A co by było jakbyś nie miała kasy, żeby dopłacić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Wyrzuciliby mnie mimo miejscówki? ;)

      Usuń
  5. ostatnio przerzuciłem się na Polski Bus, bo mam już dość pokonywania trasy Wawa - Gdańsk /lub odwrotnie/ w czasie 8+ godzin... a jeżdżę często...
    ale przypomniała mi się scenka z przed kilku lat nazad...
    "- proszę bilety do kontroli...
    - oto jest...
    - ...
    - ...
    - ta miejscówka była ważna, ale wczoraj...
    niestety miał rację... kto przyburaczył podczas transakcji kupno-sprzedaż?... nieważne... mea culpa, bo nie sprawdziłem w pośpiechu odchodząc od kasy...
    aha... obok stoi gość z miejscówką na to samo miejsce... ważną... czyli miejsce jego...
    - to co teraz?...
    - wpiszemy nową...
    3 złote plus 6 za wypisanie... no problem, 2 dobre piwa, 3 średnie, 4 gorsze... można sobie odmówić...
    wypisano, uiszczono...
    - to gdzie mogę usiąść?...
    - nie wiem...
    - jak to "nie wiem"? kupiłem miejscówkę, więc proszę mi wskazać miejsce...
    nastąpiła pełna napięcia cisza...
    na szczęście konduktorowi towarzyszyła przemiła praktykantka...
    - pan pójdzie dwa wagony dalej, jest sporo wolnych miejsc...
    nie kłamała...
    kurrrtyna"...
    pozdrawiać :))...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trasa Gdańsk - Warszawa to jedno z największych znanych mi kuriozów. Jakkolwiek zapoznałam się z podawanymi przyczynami takiego czasy trwania przejazdu - to nie rozumiem. No, nie rozumiem.

      A historyjka z miejscówką przednia. Paradoksalnie, rzecz jasna :)

      Usuń
    2. Czy mnie sie cos pokickalo? Dalabym sobie glowe uciac, ze z Gdanska do Krakowa jechalam (4 lata temu) cos ok. 9 godzin. To jakim cudem trasa Gdansk - Warszawa trwa az 8godzin?

      Usuń
    3. To jest, droga Stardust, jeden z najpowszechniej znanych i tajemniczych paradoksów kolejowych w tym kraju.

      Usuń
  6. w takim razie miejsce do siedzenia masz, a bilet powinien sprawdzić konduktor z innego pociągu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się ten tok myślenia. Jest w nim nieodparta logika :)

      Usuń
  7. Przygoda nabiera nowego znaczenia ;)Najważniejsze,że dojechałaś i wróciłaś-czegóż chcieć więcej? ;)witaj zatem Elu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu bierze się urlop i jeździ w podróże, żeby przeżywać przygody, nieprawdaż?

      Usuń
  8. Prosze mi jeszcze raz wyjasnic z tym ’nie tym pociagiem’. Jesli miejscowka jest z tego pociagu to i pociag jest prawidlowy a nie moze byc inny. (????) Czy to jakis ‘trzeci wymiar biletu’? (3D)
    Ja bym miala podejrzenia, ze konduktor ma w genach krakowskie centusiostwo, a ta doplata to taki dodatek tranzytowy dla ‘innych’ podrozujacych z Krakowa... bo nie z Krakowa :D. Inni wspolpasazerowie sa tego swiadomi (bilet zakupili grzecznie w Krakowie -stad ich reakcja) a Niekrakowiak placi... gapowe i kompensate ceny biletu kolejowego na trasie ze stacji A do Krakowa, ktora to osmielil sie pokonac autobusem lub innym srodkiem niz KOLEJE.
    Ciekawe, jaka bylaby doplata do biletu zakupionego w necie? Miejscowosc eA blizej nie znana :/ Obliczona wiec, na podstawie czego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz logicznie. Ale logika nie jest czymś, co cechuje PKP.

      Usuń
    2. A moze PKP cechuje 'logika wyzsza'/'nadlogika' niz ta normalnie rozumiana, bo w ostatecznym rozrachunku przynosi zysk :D.

      Usuń
    3. Komu? No bo przecież nie wiecznie zadłużonym kolejom ;)

      Usuń
    4. Komu? W takim razie podrozujacym :)

      Usuń
    5. Aaaa, to ja nie wiedziałam, że zyskałam na tej dopłacie ;)

      Usuń
    6. A no tak, bo jest to wlasnie ta 'hiperlogika'. Zyskalas, bo dojechalas tam gdzie chcialas i wrocilas... cala, zdrowa, wypoczeta i jeszcze masz ochote na powtorke wspominajac z humorem to wydarzenie. ;)
      Zysk nie musi byc rozumiany jako zysk pieniezny :)no i ...'do ut des':D

      Usuń
    7. Zaczynam pojmować tę wielką tajemnicę. Zyskiem jest tu wszystko. Że pociąg ruszył. Że miejsce siedzące było siedzące. Że dojechał. I tak dalej... Oto wielka tajemnica kolei ;)

      Usuń
    8. Co poradzic: taka kolej kolei :D
      Milego dnia... majowego zycze :)

      Usuń
  9. To może jednak przez te Katowice? Chociaż nie. Tam się zawsze jakieś "cuda" dzieją. Mnie kiedyś sprzedano bilet z miejscówką do Legnicy "na wczoraj". Połapałam się na peronie, bo zawsze wkładam bilet w miejsce 'mam pod ręką' Spojrzałam i... Piorunem z powrotem. Dobrze, że miałam buty na płaskim i... dobrze, że pociąg miał 20 minut spóźnienia. Po pokonaniu dystansu nawet nie miałam siły opierniczyć kasjerki. Inna sprawa, że jak zobaczyła moją minę, to bez dyskusji wypisała nowy i przeprosiła. Szkoda, że nie miałam lustra :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę, nie jestem jedyną osobą, która przeżyła przygodę polegającą na rozjechaniu się biletu z miejscówką. Iw-nowa nieco wyżej opisała podobną historię. PKP (plus liczne, a niemal niepoliczalne spółki dodatkowe; ja je średnio odróżniam) cierpi na brak spójności. Z sobą sama i rzeczywistością.

      Usuń
  10. 30+ lat temu jechalam z Kielc do Katowic autobusem. Bilet kupilam bodajze w kasach Orbis, cos mi tak chodzi po glowie, ze to wlasnie Orbis zajmowal sie takimi sprzedazami przed czasem. Przyszedl dzien wyjazdu, autobus oblepiony dzikim tlumem, ale ja zadowolona, ze mam bilet z konkretnym miejscem do siedzenia, wiec pozwolilam sie tlumowi klebic;) Wreszcie dostalam sie do srodka, a na moim miejscu siedzi ktos kto ma bilet z tym samym numerem siedzenia. Poszlam do kierowcy i mowie co jest grane (wiedzialam, ze maja zawsze jedno, albo dwa miejsca w autobusie rezerwowe wolne) a ten na mnie z morda:
    -- A co mnie to obchodzi?
    -- Powinno pana obchodzic, bo to panski autobus - ja na to grzecznie.
    A on rozkladajac rece i wydzierajac paszcze:
    -- To co ja pani teraz zrobie?!
    Wscieklam sie i rowniez rozdarlam paszcze:
    -- Pewnie chcialby pan zgwalcic, ale nie radze jest pan w pracy, a ja na urlopie!!
    Ludzie, ktorzy byli blizej i slyszeli zaczeli sie smiac, a on bez slowa wiecej otworzyl sluzbowe siedzenie tuz przy kierowcy i tak dojechalam do samych Katowic:))) Staral sie byc pozniej mily i nawet cos probowal przemawiac ludzkim glosem, ale olalam i czytalam ksiazke:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za refleks. Czasami pozwala usadzić zbytnio nonszalanckich kierowców.

      Usuń
  11. Nie używam PKP do pokonywania przestrzeni, mam wystarczająco problemów. A dokładnie:
    Wracałem kiedyś z Berlina do domu i złapałem kapcia. Zmieniłem koło i okay. Pozornie. Jakieś 15 km przed Szczecinem złapałem kapcia ponownie.
    Pomyślałem; - Cóż pogoda piękna (jakieś 31 w cieniu, ale cienia ani widu) przejdę się.
    W tamtym czasie komórki Stwórca miał dopiero w zamyśle. Po przejściu ok. kilometra odkleiła mi się podeszwa buta. I tu zaczęły sie schody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle przypadków naraz to nie mógł być przypadek ;)

      Usuń
  12. Aż strach do pociągu wsiąść. Ostatnio wizytowałam dwa dworce - Katowice i Jaworzno- Szczakową - oba nocą sa upiorne! Chyba lepiej latać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dworce kolejowe to temat na samodzielną osobną rozprawę, kto wie czy nie doktorat nawet, z pogranicza architektury, medycyny i kryminologii ;)

      Usuń
  13. Bo to zła kobieta była - ta kasierka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to był pan kasjer... ;)

      Usuń
    2. Ty - Ty Feministko jedna ;-)

      Usuń
    3. W ten sposób to mnie tylko feministki przezywają ;)

      Usuń
    4. Że niby "orzeszek"? Rodzynek? To go wcale nie usprawiedliwia! ;)

      Usuń
    5. niewątpliwie trafiłaś - jestem feministą praktycznym i z powołania ;-)

      Usuń
    6. Feminizm praktyczny do mnie przemawia, co do powołania, to jestem podejrzliwa wobec zjawiska powołań ;)

      Usuń
    7. ;-) uchybiasz prawom przyrody podejrzliwością wobec nich ( to zupełnie jak to wstrętne, męskie siusianie pod wiatr)

      Usuń
    8. Do sikania pod wiatr też trzeba mieć powołanie? ;)

      Usuń
    9. Zostaw ten koci ogon - do manipulowania nim masz zaiste powołanie (no jest takie przysłowie o kocie i stawianie go ogonem...)
      ;-)

      Usuń
    10. Kota to się owija ogonem w bawełnę ;)

      Usuń
    11. Bawełniana włóczka do owijania? Och Ty Ariadno wiodąca w manowce ;-)
      Dobrej nocy

      Usuń
    12. Ale jeśli już, to cudne manowce ;)
      Dobranoc.

      Usuń
  14. Wiesz... teraz kiedy tylu tych przewoźników... można się pomylić ;p kupujesz bilet, musisz sprawdzić, co Ci wypisali... och ta organizacja... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jak czeski film. Nikt nic nie wie. A pociągi powinny być pod specjalnym nadzorem ;)

      Usuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.