Jeżeli język nie jest poprawny,
Mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Jeżeli mowa nie znaczy tego, co ma znaczyć,
Nie będzie zrobione to, co ma być zrobione,
A wtedy moralność i wszystkie sztuki ulegną zepsuciu
I sprawiedliwość zejdzie na manowce
I wszyscy popadną w stan bezładnego pomieszania.

Konfucjusz
_____________________

25 kwietnia 2011

46 Domniemanie obchodzenia

czas akcji: tuż przed Świętami Wielkanocnymi

Po zebraniu w pracy rozmawiamy z kolegą I. o dyżurach, planach urlopowych, szkoleniach itp. Kolega I., już zbierając się do domu, przestępuje z nogi na nogę i pyta:

- Nie wiem, czy ty obchodzisz...? Czy coś życzyć?
- No pewnie, że obchodzę!

Uśmiechamy się do siebie promiennie, następują uściski, życzenia radosnych Świąt, kolorowych jajek, mokrego dyngusa i tak dalej. Kolega I. jedzie do domu, a ja zostaję z refleksjami:

Refleksja nr 1. Jakie to rzadkie i cenne, spotkać kogoś, kto ma tyle wrażliwości, aby zapytać, nie stosującego automatycznego domniemania, że każdy człowiek w tym kraju przynależy do wyznania, które akurat obchodzi święta.

Refleksja nr 2. Może powodem mojego zadziwienia jest to, że sama domyślnie składam życzenia wszystkim? A wszak znam także ateistów, którzy nie tylko świąt nie obchodzą, ale i żadnych życzeń sobie nie życzą.

Refleksja nr 3. Wierzący mogą chcieć mi zarzucić, że cóż to za świętowanie bez wiary: jedynie tradycja, kolorowe pisanki, sałatka... Więc zapytam: ilu wierzących, wkładając kolorowe pisanki do koszyczka, jedząc sałatkę z bliskimi i oglądając TV, pamięta podczas Świąt Wielkanocnych i jest przejętych tym, że dwa tysiące lat temu zamęczono za nich pewnego człowieka, który dał się zamęczyć, aby nie musieli umierać za swoje grzechy? Czy też wierzącym także zostały tylko pisanki i sałatka?

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem. Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz. Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.

46 komentarzy:

  1. Tak,to bardzo miłe z jego strony.Refleksje,którymi się podzieliłaś dotyczą również mnie,bo też się często zastanawiałam,czy warto składać życzenia,gdy sama nie wierzę? Uznałam,że warto,bo większość moich znajomych wierzy i jest im miło,gdy pamiętam o nich.Wolę do tego podchodzić w ten sposób niż być praktykującym katolikiem,który na co dzień kompletnie nie przestrzega swoich zasad wiary,a w święta robi wszystko na pokaz(znam i takich).Mnie korona nie spadnie,a komuś sprawię radość,że pamiętam o nim.Sprawa nie-wiary i składania życzeń mogą zatem być kompatybilne :)Gdzieś w tym wszystkim jest po prostu zwykła kultura.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myśle że raczej zostały pisanki i sałatka + TV.
    Dzisiaj ( drugi dzien świąt) ide na obiad do tesciów-moge sie założyć że TV bedzie właczony cały czas nie zależnie co tam będzie.Dominujący gość...
    JL

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielu takich wierzących, co im tylko sałatka i jajko zostało... choć oczywiście wszystkich do jednego kapelusza wrzucać... byłoby niesprawiedliwe...

    JL ma rację... tv...:)
    Wesołego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze można obchodzić
    szerokim łukiem
    Aristoskr

    OdpowiedzUsuń
  5. ad Iwona) No więc właśnie. Ludzie mogą być przecież dla siebie po prostu mili i uważni. Niby nic...

    ad JL) Sałatka, jajko, TV. Najważniejsze elementy świąt. Takie właśnie wrażenie najczęściej wywołują oglądane z uwagą święta u większości wierzących. A przeciez u nich powinno być jakoś inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ateistką, ale myślę, że zawsze jest miejsce na dobre życzenia, jeżeli są składane szczerze. Życzę ludziom radości, zdrowia i ciepła, nie błogosławieństw... i takie życzenia lubię otrzymywać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Śmiem twierdzić że w większości przypadków to jednak tylko kolorowe jajka i sałatka. Wczoraj byłam w kościele... widziałam "obchody" bardziej domniemane niż prawdziwe:)

    OdpowiedzUsuń
  8. ad GatoNegro) Zawsze jest miejsce i czas na życzliwe i ciepłe życzenia. Nie trzeba do nich specjalnych okazji :)

    ad Nivejka) Uparcie wraca temat: obchodzić, budować, demonstrować, żeby było widać i to na bogato...

    OdpowiedzUsuń
  9. "Kochani miłego świętowania i/lub odpoczywania" Ot takie życzenia wysłała jedna z uczestniczek pewnej nieformalnej grupy.
    Refleksja nr 3:
    „ - Teraz proszę, opowiedz mi o kaźni - powiedział procurator.
    - Co mianowicie interesuje procuratora?
    - Czy tłum nie próbował w jakiś sposób wyrazić oburzenia? To, oczywista, najważniejsze.
    - Nie - odparł gość."

    "Wiem, że uważasz się za ucznia Jeszui, ale mogę powiedzieć, że nie zrozumiałeś nic z tego, czego cię uczył.(...) Weź po uwagę, że on powiedział przed śmiercią, iż nikogo nie wini. (...) Jesteś nieludzki, a on taki nie był."

    OdpowiedzUsuń
  10. ad Rude de Wredne) Święta Wielkanocne są (czy też powinny być?) momentem refleksji nad tym, co się stało te dwa tysiące lat temu. A to się przecież stało: zamordowano człowieka, który wierzył, że umiera za grzechy wszystkich ludzi. Nie muszę widzieć w nim Boga, aby być przekonaną, że jeśli te wydarzenia są prawdą, to stało się coś wstrząsającego. Ktoś dobrowolnie oddał życie po to, aby inni mogli żyć. To jest dla mnie moment konstytuujący chrześcijaństwo. Nie to, że jak pisano potem, po trzech dniach zmartwychwstał. Jeśli było odkupienie, to dokonało się właśnie wtedy, gdy ten człowiek zdecydował się oddać życie. Nawet jeśli to tylko legenda, to legenda wstrząsająca.

    A tu? Pisanki. Zajączki. Koszyczki. Odpoczynek, nieco pogańskich tradycji i obżarstwo. To są dzisiejsze Święta Wielkanocne. Dlatego wolę nazwę stosowaną przez inne wyznania: Pamiątka. Bo tu nie ma czego świętować. Jeśli się wierzy, można najwyżej pamiętać i z pokorą głowę pochylić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ela: Nie wiem czym są lub czym powinny być Święta Wielkanocne dla osób wierzących w to, że dwa tysiące lat temu, ktoś za nich poświęcił życie.
    Indoktrynacja religijna na szczęście mnie ominęła.
    Coś niecoś na ten temat wiem, ale nie dlatego, że aspiruję do miana człowieka wykształconego;) Zwykła ciekawość plus ojciec, który zwiał z seminarium, co daje mi możliwość zdobycia wiedzy, że tak powiem u źródeł.
    Podobno refleksji, o której piszesz służyć ma Wielki Tydzień. Czy tak jest nie wiem.
    I chyba to nie moja sprawa. Bo wiara dla mnie to właśnie sprawa intymna. I niech każdy przeżywa ją na swój sposób. Nieważne w co wierzy.
    Nie lubię tylko hipokryzji, którą religia panująca w moim kraju jest przesiąknięta. I stąd te cytaty, pokazujące, że tak naprawdę dla wielu chrześcijan akt poświecenia swojego życia nie miał żadnego znaczenia, że niczego nie zrozumieli. Ale kim ja jestem, żeby to stwierdzić?

    OdpowiedzUsuń
  12. My jesteśmy ateistami, ale tradycyjnie w dni świat, które są celebrowane przez wierzących, zasiadamy uroczyście do stołu. Nie mamy z tym problemu, zresztą z niczym nie mamy.
    Czy wierzący wiedzą dlaczego świętują? Sadzę, iż znakomita większość nie z powodu tego, że ludzie zamęczyli człowiek za ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydaje mi się, że to temat znacznie szerszy. Temat powolnego zaniku świadomej tradycji, obrzędowości, ceremoniału. Zwłaszcza w rodzinach choć nie tylko. Ta trójca powoli zaczyna ograniczać się do elit i tylko tam nadal pełni swoje funkcje. Łączy je, pozwala na samoidentyfikację, stanowi wyróżnik. Reszta społeczeństwa atomizuje się. Traci pamięć o swej indywidualnej i zbiorowej historii, której wyrazem jest właśnie taka czy inna tradycja. Boli to konserwatystów, reszta jest na to raczej obojętna.
    Nie wiem, czy słusznie…

    OdpowiedzUsuń
  14. Wyłania się dość pesymistyczny obraz: z jednej strony hipokryzja i pokazowa, pusta religijność, z drugiej (o czym pisze Wojtek) zanik świadomej tradycji, czyli inny rodzaj pustki: barbarzyństwo. Nie wiem, Wojtku, czy tylko konserwatystów to boli. Mnie na przykład boli brak świadomej refleksji, także dotyczącej kultury, w której się żyje.

    Wierzący zapominają, na pamiątkę jakiego wydarzenia obchodzą święta, niewierzący obchodzą je, chociaż nie z powodów religijnych...

    OdpowiedzUsuń
  15. Ela: A jeśli ktoś nie wierzy w tę legendę? Jeśli ktoś nie obchodzi świąt przypisanych do kręgu kulturowego, w którym się wychował? A jeśli rację miał Bułhakow, że Ha-Nocri był zgładzony nie w imię odkupienia grzechów, a za "podburzanie" ludzi? Przecież tak też mogło być.
    Codziennie na świecie ginie wielu ludzi, także z powodów religijnych. Dlaczego więc, akurat tylko Wielkanoc ma służyć refleksji?

    OdpowiedzUsuń
  16. ad Rude de Wredne) Oczywiście, że nie tylko Wielkanoc powinna służyć refleksji! Byłabym szczęśliwa, gdyby ludzie zastanawiali się nad sobą, swoimi uczynkami i swoimi wyborami cały czas, jako okazję wykorzystując codzienność, a nie specjalne dni w roku, i aby żyli w sposób świadomy. Tutaj miałam na myśli, że w kalendarzu są dni, które refleksji sprzyjają: wszelkie przełomy, początki, końce, osobiste rocznice.

    "Codziennie na świecie ginie wielu ludzi, także z powodów religijnych." Oczywiście, masz rację. Ludzie umierają codziennie, także oddając życie za innych, także z powodów religijnych. Jednak nie da się z każdego uczynić symbolu. Prawdopodobnie było wiele tragicznych miłości, a mówimy "Romeo i Julia", a nie "wszyscy kochankowie, którzy się kiedykolwiek kochali". Bo Romeo i Julia są pewnym symbolem.

    Jezus jest ważnym symbolem w naszej judeochrześcijańskiej kulturze, nawet jeśli nie był postacią historyczną, a jedynie legendą. Legendy i baśnie nie muszą być wszak prawdziwe w sensie prawdy historycznej, aby poruszały i mówiły o czymś ważnym, uniwersalnym w sensie doświadczeń wspólnych wszystkim ludziom: o miłości, śmierci, wierności, poświęceniu, odwadze...

    "A jeśli ktoś nie wierzy w tę legendę?" W refleksji nr 3 mam na myśli wierzących, jak sama nazwa wskazuje :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Propo refleksji nr 3 - opisani tam Katolicy to zwykli hipokryci, nie znający wartosci, tradycji ani historii własnej religii, nie zgadzam się , ja wierzę, że są (i to w dużej liczbie) ludzie, którzy szczerze wierzą i okres świąt wielkanocnych spędzają tak jak przystało, tzn. mając w sercu Boga.

    Pozdrawiam,
    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  18. Ela: Ale w komentarzu nr 14 chyba nie?;) Poza tym owszem rocznice może i na pewno refleksji sprzyjają, ale jakoś mnie tak odrzuca od rocznicowych refleksji. Brr.

    OdpowiedzUsuń
  19. ad Rude de Wredne) Zależy, w której części komentarza nr 14 ;)

    ad mademoiselle) Jeśli tak jest, że "są (i to w dużej liczbie) ludzie, którzy szczerze wierzą", to dobrze. Jednak hipokryci głośniej wrzeszczą.

    OdpowiedzUsuń
  20. ps. A odrzuca Cię od rocznicowych refleksji obchodzonych stadnie i obowiązkowo. Mnie też. Ale każdy ma też rocznice osobiste i związane z nimi wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiara już dawno odeszła od źródeł, teraz to niestety głównie biznes.
    14 lat temu mieszkałem przez miesiąc w Izraelu. Było to w czasie postu, więc grupa zaproponowała pójście na drogę krzyżową. Ulicami starej Jerozolimy, drogą, która przeszedł Jezus. Po godzinie, gdy już większość porobiła zdjęcia, z 45 osób zostało może 5. Choć nie każde z nich było wierzące, każde przyszło tam po to, by coś przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiara ponoć czyni cuda. Ale akurat w dużą liczbę ludzi szerze wierzących, ja cosik nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bo oceniacie stereotypowo - Blondynki to też idiotki, bo tyle się o nich mówi? - I co w związku z tym? Mam wierzyć, że nie ma inteligentnej blondynki (lub, że jeżeli są to w małej liczbie)? No proszę Was.

    Rude de Wredne; to zacznij, ja jestem zdania, że więcej tracisz nie wierząc niż wierząc choćby i kiedyś się okazało, że nie ma Boga. Na tym polega wiara , nic na 100%, a to jak głęboko wierzysz to tylko Twoja sprawa ;)

    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  24. mademoiselle: to nie stereotypowe myślenie, a doświadczenie życiowe. Słucham, obserwuję, czasem nawet staram się podjąć rozmowę. I dlatego nie wierzę w tę dużą liczbę osób szczerze wierzących. I tylko w tym kontekście wypowiadałam się o wierze.

    OdpowiedzUsuń
  25. mnie się przydażyła dość duża fopa: wysłałem życzenia koleżance, która jest świadkiem Jehowy i nie obchodzi świąt, zareagowała taktownie odpisują smsem, w którm poinformowała o swoim zapatrywaniu na temat świąt i ze swojej strony przekazała mi życzenia zdrowych i wesołych wszystkich dni mojego życia:)

    OdpowiedzUsuń
  26. ad mademoiselle - komentarz 23)
    " ja jestem zdania, że więcej tracisz nie wierząc niż wierząc choćby i kiedyś się okazało, że nie ma Boga".
    Zastanawiam się, co można stracić, nie wierząc w coś, czego nie ma? Bo co można stracić wierząc w coś, czego nie ma - wiem: uczciwość intelektualną.

    ad Piotrek) Uściślę: Świadkowie Jehowy nie obchodzą Świąt Bożego Narodzenia, bo nie uznają Jezusa za Boga. Ich zdaniem Bóg jest jeden. Jeśli chodzi natomiast o Wielkanoc, to organizują tzw. Pamiątkę, uroczystość upamiętniająca ukrzyżowanie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kto Ci powiedział , że Katolicy wierzą w coś czego nie ma ? Okaże się.

    Chodzi o to, że jeśli wierzysz w Boga , a kiedyś się okaże, ze Go nie ma , to tak naprawdę nic wielkiego nie tracisz, ale jeśli się okaże, że jest , a w niego nie wierzysz to jest dużo więcej do stracnia.

    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  28. mademoiselle: Co takiego niby mogę stracić?

    OdpowiedzUsuń
  29. @mademoiselle
    Zakład Pascala jest uroczy, tyle że... można go bardzo różnie stosować. Tak więc, posługując się tą samą logiką, mogę np. stwierdzić, że wierząc w jednego boga, ryzykuję, że wierzę w niewłaściwego, w związku z czym mam przechlapane nie tylko w życiu doczesnym, ale i w "wiecznym". To ja już wolę mieć chociażby jedno fajne życie (to, o którym na pewno wiem, że mam).

    Oczywiście powyższe rozumowanie jest żartem, ale... niech je ktoś obali:)

    OdpowiedzUsuń
  30. ad mademoiselle) Widzę, że stosujesz dla uzasadnienia wiary jedną z wersji zakładu Pascala. To, co mam zakładowi do zarzucenia, to intelektualne (i nie tylko) tchórzostwo oraz interesowność: na wszelki wypadek uwierzę, bo może mi się to opłacić. Moralnie mało chwalebne, poza tym ryzykowne z powodów podanych w komentarzu 29 przez Ewę: tylu bogów przewinęło się przez historię naszego gatunku, że każdy wierzący tylko w jednego z nich jest wielokrotnym ateistą (czyli w jakiegoś boga nie wierzy, takie znaczenie ma to słowo) i ryzykuje, że wybrał źle i czeka go za to kara. Ozyrys. Shiva. Zeus. Hefajstos. Mzimu. Jahwe. Jest jeszcze wielu, a wielu z nich było w wyobrażeniach ludzkich na tyle egoistycznymi, że twierdziło: to JA JA JA! jestem ten jedyny!

    Uczciwość intelektualna i samodzielność myślenia jest do utraty, kiedy się wierzy w coś, czego nie ma. A to duża wartość.

    A kto mi powiedział, że katolicy wierzą w coś, czego nie ma? Niezłe. Naprawdę niezłe :)))

    Słyszałam, że wierzą w jednego z wymienionych wyżej bogów. A jako ateista jestem przekonana, że Boga nie ma. Nie znalazłam dowodu, który by mnie przekonał i nie tylko ja (polecam Kołakowskiego "Jesli boga nie ma..."). Na gruncie logiki i nauki Boga udowodnić się nie da, bo nie jest hipotezą empiryczną, którą można sfalsyfikować. Ale nie dotyczy to tylko boga katolickiego. Każdego Boga. Bóg to pojęcie empirycznie puste. Dlaczego miałabym zatem wierzyć w coś, czego nie ma? Mam jedno życie i chcę je przeżyć w zgodzie z prawdą i logiką.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ewa ;Dlaczego wierząc w 'niewłaściwego' Boga/boga masz mieć przechlapane w życiu doczesnym? Wierząc w przynajmniej jednego z nich masz choć odrobinę pewności, że to ten właściwy,a gdy odrzucasz każdego - 100% pewności, że masz 'przechlapne życie wieczne'.


    Ela; Tyle , że wiara nie jest ani logiczna ani tym bardziej nie podlega żadnym zasadom ;) Nie klasyfikujemy jej , wierząc ryzykujemy(patrz troszkę wyżej w odp. do Ewy)
    Aha i dlaczego będąc, przykładowo, katoliczką nie jestem zdolna do samodzielnego myślenia czy też uczciwości intelektualnej(?) , przeciez Ty w to wierzysz DOBROWOLNIE więc to powinno być zgodne z Twoim intelektem , choć nie możesz być zimną racjonalistką i wszystkiemu czego nie da rady wytlumaczyć racjonalnie mówić 'nie' - 'Blogosławieni, którzy nie widzieli , a uwierzyli'.


    'A kto mi powiedział, że katolicy wierzą w coś, czego nie ma? Niezłe. Naprawdę niezłe :)))' -
    Sama tak mówisz i chyba każdy ateista ? Bo skoro odrzucasz Boga jako ateistka to chyba przy założeniu, że on nie istnieje, czyż nie ?
    Czyli - wg Ciebie Boga nie ma , czyli my, Katolicy wierzymy w coś czego nie ma.

    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  32. mademoiselle: jak można odrzucać coś w co się nie wierzy? Tak na zdrową logikę? Niewiara a odrzucenie jakiegoś boga to dwie różne sprawy.
    A co do szansy, hmm, nie wiedziałam, że wiara to rosyjska ruletka:)

    OdpowiedzUsuń
  33. mademoiselle: z tego co piszesz, wynika, że nic nie tracę. Ale to już wiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
  34. ad mademoiselle) "Czyli - wg Ciebie Boga nie ma , czyli my, Katolicy wierzymy w coś czego nie ma."
    Tak. To właśnie mam na myśli. Dlatego tej wiary nie podzielam, chociaż wiem, że wielu osobom jest ona potrzebna.

    Uczciwość intelektualna związana jest z racjonalnością i logiką w myśleniu. Dlatego też, wierząc, swój rozum wierzący musi zawiesić. Wiara oczywiście z logiką nie ma i nie musi mieć nic wspólnego, jest oparta na innych niż racjonalizm przesłankach.

    Piszesz: "nie możesz być zimną racjonalistką i wszystkiemu czego nie da rady wytlumaczyć racjonalnie mówić 'nie' "
    Mogę :) Ba! Mówię. W sensie wartości poznawczej owych intuicji, przeczuć, wyobrażeń, potrzeb. Co nie znaczy, że nie uznaję, że są ładne lub potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  35. ad mademoiselle) Nie odrzucam Boga. Żadnego. Po prostu w nich nie wierzę. Nie można odrzucać czegoś, czego nie ma - to dość proste.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wielokrotna ateistka brzmi ekstra! Ja jednak przez wrodzoną skromność poprzestanę na zwykłym ateizmie. Pojedynczym:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Rude de Wredne ; Ty kobieto, od kiedy dowiedziałam się kim jesteś, łamiesz cały mój światopogląd na polu religijnym ;)


    Ja wierzę i wierzyć nie przestanę, a Was na siłę nawracać nikt nie będzie, ale kiedyś się przekonacie kto miał rację ;D

    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  38. Jak mawiała pratchettowska babcia Weatherwax: "Niech wierzą w co chcą, byle zachowywali się przyzwoicie".

    OdpowiedzUsuń
  39. mademoiselle: Ale o co chodzi?;) Ja jestem sobie ruda i wredna:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Ela; Tak mniej więcej to powinno wyglądać, tylko szkoda, ze wszystkie trzy przyjełyście taką postawę , mam wrażenie, że nawet jak bym napisała, ze Bóg powiedział, że 2 + 2 = 4 chciałybyście to obalić i kazały przedstawić logiczne dowody na to, że 2 +2 jednak jest 4 .


    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  41. To, że jesteś wredna to ja wiem, możemy się nawet umówić , że jesteś ruda, kiedyś Ci wytłumaczę o co chodzi, teraz idę spać ;)

    mademoiselle

    OdpowiedzUsuń
  42. ad mademoiselle)
    :))) No oczywiście, że nie tylko bym to próbowała obalić, ale i natychmiast na gruncie wnioskowania logicznego obaliła: byt, którego nie ma, nie może wygłaszać twierdzeń, zarówno poprawnych, jak i niepoprawnych logicznie :)

    Mnie nie przeszkadza, że ktoś jest człowiekiem wierzącym. To jego osobisty wybór, decyzja i prawo. Mogę taki wybór nawet szanować, jeśli idą za nim uczynki. Wiara jest faktem, i to fascynującym, niezależnie od realności obiektu wiary.

    ad Rude de Wredne) Kim ty jesteś, że światopoglądy łamiesz?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ela: Sama chciałabym wiedzieć!;)

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja staram się składać życzenia świeckie, których nigdy za wiele i które chyba nikogo nie obrażają. W każdym razie mam taką nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  45. ad Bobe Majse) Wszak życzeń pomyślności, radości i szczęścia nigdy za wiele, także bez okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Ano ja też to domniemanie stosuję... I również nawet o tym nie pomyślałam... Dziwne. Tym bardziej że świąt w ogóle nie lubię a już religijnych w szczególności (z drugiej strony przynajmniej urwało się parę dni wolnego, więc nie mogę narzekać)...

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło, jeśli podpiszesz się pod swoim komentarzem.
Różne opcje podpisu wybierzesz z rozwijanej listy pod oknem, gdzie wpisujesz komentarz.
Wystarczy imię lub nick w polu NAZWA.